Perły z lamusa: The Lion King, czyli gra, z powodu której wymyślono DirectX

Gry 06.08.2012
Perły z lamusa: The Lion King, czyli gra, z powodu której wymyślono DirectX

The Lion King to była prześliczna platformówka, którą uwielbiałem z uwagi na śliczną grafikę, dużą grywalność i młody wiek. Nie wiedziałem wtedy jak ważna była dla branży gier wideo.

Król Lew to jedna z najpiękniejszych baśni Disney’a. I chyba ostatnia w tym stylu. Czasy, niestety, się zmieniły. I tak jak widzę ducha starych bajek dla małych i dużych w większości filmów disney’owskiego  Pixaru, tak nie czuję tej magii w Miley Cyrus. Również Pixar to wciąż nie to. Szczerze się wzruszyłem przy Toy Story 3 (dobra, wyręczę was: „dzieciuch, dzieciuch, tralalalala!”), głośno się śmiałem na Gdzie Jest Nemo?, tęskno mi jednak do „starej szkoły” i tej pięknej kreski i wspaniałej, rysunkowej animacji.

Króla Lwa obejrzałem w kinie jako mały dzieciak, więc tym bardziej ów film wywarł na mnie olbrzymie wrażenie. Wspaniała, wzruszająca opowieść (biorąc pod uwagę wiek odbiorcy), animacja będąca prawdziwym arcydziełem, dobry humor, piosenki Eltona Johna i poruszająca muzyka Hansa Zimmera. Musiałem mieć więcej. Kasetę VHS dostałem jak tylko się pokazała, zaś grę… jak tylko była na giełdzie (takie czasy…).

Król Lew był jednak świetną grą nie tylko dlatego, że kojarzył się dobrze z filmem. Gdyby zmienić jej nazwę i podmienić wygląd postaci, straciłaby bardzo niewiele. To rzadkość. W dzisiejszych czasach gry wydane na potrzeby filmu należy omijać z daleka. To zwykłe knoty. Król Lew (a także Aladdin) był perełką.

Gra powstała na stosunkowo dużą ilość platform. Virgin wydał ją na rynek w 1994 roku w wersjach na SNES-a, NES-a, Game Boy’a, PC, Sega Mega Drive, Amigę, Master System i Game Gear. Wcielamy się w niej w Simbę, głównego bohatera filmu, i przeżywamy wraz z nim, raz jeszcze, wydarzenia z filmu. Od momentu kiedy był lwiątkiem aż po dorosłość i ostateczną walkę ze Skazą, jego złym wujkiem, który nieuczciwie zdobył władzę w królestwie zwierząt.

Sama gra to klasyczna, przewijana gra platformowa, w której poruszamy się cały czas w prawo, skacząc, wspinając się, pokonując przeróżne przeszkody. Tylko jeden poziom ustawia kamerę przed głównym bohaterem, który musi unikać uciekających w popłochu antylop, by te go nie rozdeptały (nawiązanie do najbardziej widowiskowej sceny w filmie). Były też dwa dodatkowe poziomy z Timonem i Pumbą w roli głównej

Gra pozbawiona jest przemocy (wszak to Walt Disney). Z przeciwników można ogłuszyć rykiem, lub na nich naskoczyć  albo przeturlać się po nich (wtedy „wyparowują”). Z czasem, jak Simba staje się starszy, może jeszcze przyłożyć przeciwnikowi łapą. Przed Lion King można było bez obaw posadzić małe dziecko. Takie, jak ja.

Nie zdawałem sobie jednak sprawy, że ta gra wpłynie w przyszłości na całą branżę. Lion King wyglądał i brzmiał naprawdę bardzo dobrze, jak na tamte czasy. Lśnił. Za oprawę graficzną odpowiedzialni byli ci sami animatorzy, którzy tworzyli film. Muzyka, przekonwertowana do formatu MIDI (mogę się mylić, pamięć mnie zawodzi, czy to na pewno był ten format) również pochodziła z filmu. Gra nie mogła też wiele wymagać. Dziecko nie mogło się męczyć ze skaczącą grafiką, a Disney’owi zależało, by była dostępna dla jak największej ilości osób. Engine był więc szczególnie dopracowany.

Niestety, okazało się, że wersja dla Windows sprawiała problemy. Aktualną wersją tamtego systemu była wersja 3.1. Twórcy gry korzystali z dostępnego tam API graficznego o nazwie WinG. Niestety, tak złożona produkcja od strony technicznej, jak Lion King, działała na niej bardzo niestabilnie. Lion King był hitem, więc był to duży cios dla firmy Microsoft, która promowała Windows również jako „znakomitą platformę do gier”.

To właśnie Lion King wpłynął na Microsoft, by opracować nowe API dla dźwięku, grafiki i urządzeń sterujących. Szybko ruszyły prace nad DirectX, który, jak już wiemy, rozwiązał problem braki kompatybilności sprzętu i oprogramowania. Zrezygnowanie z Lion King dla Windows 3.1 było jednak zbyt mocnym ciosem wizerunkowym. Dopiero sponsorowany przez Microsoft Doom w wersji dla Windows 95 z DirectX przekonał deweloperów do zaufania Windows po tym, jak Lion King owo zaufanie naruszył.

Dziś DirectX jest najważniejszą platformą w branży gier wideo. Gdyby nie Lion King, być może jego losy potoczyłyby się zupełnie inaczej.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement