Valve podbił Windows, teraz chce odebrać rynek Sony, Microsoftowi i Nintendo

13.04.2012
Valve podbił Windows, teraz chce odebrać rynek Sony, Microsoftowi i Nintendo

Rynek konsol do gier od dłuższego czasu zdominowany jest przez trzy firmy: Microsoft, Sony i Nintendo. Czy jest jakikolwiek gracz na rynku, który jest w stanie przełamać ten oligopol? Owszem. I wygląda na to, że zaczął być świadom swojej potęgi.

Wszystko zaczęło się od gry Half-Life 2 (nie jest to do końca precyzyjne, ale o tym za chwilę), poniekąd absolutnie wybitnej i dołączonego do niej wyjątkowo irytującego programiku. Chodziło o Steama, który był wymagany, by uruchomić zainstalowaną grę. Po co, na co? Złorzeczenie okazało się jednak nietrafione. Jak się okazało, Steam okazał się bardzo dobrą platformą zwalczającą oszustów w grach multiplayer (Half-Life, Counter Strike, itd.) a także pozwalającą na błyskawiczne dotarcie do gracza z najnowszymi aktualizacjami samych gier. Aplikacja działała bardzo dobrze z uwagi na poprzedzające ją beta-testy na tysiącach graczy. Dlatego właśnie wspomniałem na samym początku, że Half-Life 2 nie do końca był debiutem Steama. Pojawił się on nieco wcześniej, jako obowiązkowy dodatek do beta-testów Counter Strike 1.6.

Rola Steama jednak nie ograniczyła się do dbania o gry sprzedawane przez Valve i graczy z nich korzystających. Młody, ambitny deweloper, będąc na fali, chwycił wiatr w żagle i postanowił wypłynąć na dużo głębszą wodę. Steam wkrótce zaczął być platformą handlową. Taki App Store czy Google Play, tyle że nie aplikacje, a gry, i nie dla komórek, a dla Windows. Na samym początku można było w nim znaleźć tylko kilka gier od niezależnych twórców. Nikt nie chciał traktować Steama poważnie. Do czasu.

W 2007 roku „sklepikiem” zainteresowali się wielcy gracze. Na Steamie zaczęły się pojawiać gry Capcom, id Software i Eidos Interactive. W efekcie w maju Steam liczył sobie 15 milionów zarejestrowanych użytkowników i 150 tytułów. To z kolei zainteresowało kolejnych deweloperów. Na Steamie zaczęły pojawiać się prawdziwe superprodukcje i bestsellery.

Valve nigdy nie podzielił się konkretnymi wynikami Steama, co jest bardzo dziwne biorąc pod uwagę „niezależne badania”. Według Stardock, w 2009 roku Steam kontrolował 70 procent rynku gier sprzedawanych drogą elektroniczną. Potwierdza to badanie z 2011 roku zlecone przez Forbesa, które dodatkowo wykazało, że wartość rynku kontrolowanego przez Steam to cztery miliardy dolarów.

Valve w tym momencie może spocząć na laurach i tylko obserwować napływ gotówki. Wygląda na to, że nie zamierza. Od dłuższego czasu po Sieci krążą plotki o Steam Box, czyli konsoli do gier, która miałaby rywalizować z PlayStation i Xboxem. Ciężko właściwie określić skąd się one wzięły. Valve nigdy ich nie dementował ani nie potwierdzał. Aż do dziś. Według najnowszej plotki, miał on pokazać Steam Boxa na tegorocznych targach E3. Valve oświadczył, że „na targach nie pokaże żadnego nowego sprzętu”. Widzicie tu jakiekolwiek dementi dotyczące samej konsoli?

Co więcej, Valve szuka pracowników. Oferuje posady dla osób, które pomogą „tworzyć sprzęt, który jeszcze bardziej polepszy doświadczenia z grami oferowanymi przez Valve”, a praca ma polegać na „projektowaniu sprzętu, budowaniu prototypów, testowaniu i produkcji”. Mają to nie być „myszki i gamepady, a zupełnie nowe doświadczenia”.

I tu zaczyna się już robić bardzo ciekawie. Valve to mocna marka na rynku gier. Ma potężne doświadczenie zarówno w ich tworzeniu, jak i dystrybucji. Ma duży kapitał. Ma zaufanie wielu deweloperów z najwyższej półki. Jest graczem, którego korci, by zadrzeć z największymi. Steam zmienił rynek dystrybucji gier dla Windows. Bardzo jestem ciekaw czy i jak Valve zmieni układ sił w konsolach.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement