Porno źródłem internetowych innowacji

21.04.2012
Porno źródłem internetowych innowacji

Wielu z nas korzysta z tej formy rozrywki, jednak, co zrozumiałe, mało kto się do tego przyznaje. Porno, w epoce mediów cyfrowych i łącz szerokopasmowych, jest dostępne na setki różnych sposobów. Jednak niezależnie od tego, czy brzydzicie się tym przemysłem, czy też się nim „inspirujecie”, warto, byście wiedzieli o nim jedno: gdyby nie internetowe „fikołki”, World Wide Web wyglądałby najprawdopodobniej zupełnie inaczej.

Jak na „wstydliwą” gałąź przemysłu rozrywkowego, branża porno odpowiedzialna jest za popularyzację (a nieraz wymyślenie) niesamowitej ilości cyfrowych innowacji. Zresztą nie tylko cyfrowych. To właśnie filmy pornograficzne przesądziły o śmierci standardu Betamax i popularyzacji VHS, to właśnie erotyka nakręciła biznes płatnych kanałów w telewizjach kablowych. Porno też „wymusiło” popularyzację Blu-ray i uśmierciło HD DVD. A, przede wszystkim, pomogło Internetowi stać się tym, czym jest teraz.

Branża porno nie boi się eksperymentów. Nie może się bać. Jej odbiorcy z definicji szukają czegoś nowego, nietypowego. Podniety, której nie mogą dostać w swojej szarej codzienności. Logiczne jest więc to, że twórcy „contentu” szukają metod, by opakować erotykę w coraz to nowsze opakowania. Nie wierzycie? Poszperałem po Internecie, i sam byłem zdumiony, jak wiele rozwiązań było z powodzeniem wykorzystywanych od dawien dawna w erotyce, które znacznie później przyjęły się w innych zastosowaniach.

Chociażby płatności online. Nie wymyślił ich ani nie spopularyzował nikt pokroju Amazona. Stworzył je Richard Gordon, właściciel Electronic Card Systems. Już w połowie lat dziewięćdziesiątych dorobił się on fortuny dzięki swojemu mechanizmowi, który autoryzował płatności na witrynach, które…hmm… nie budziły powszechnego szacunku. Branża rosła i rosła (bez skojarzeń, proszę…), co zainteresowało innych przedsiębiorców, którzy polegali głównie na autoryzacji kart kredytowych. W 1999 roku, za pomocą Electronic Card Systems (i konkurencji), napaleni internauci wydali łącznie 1,3 miliarda dolarów! Stanowiło to osiem procent wszystkich e-transakcji na całym świecie.

Myślicie, ze to Google, Microsoft, albo YouTube zaczęły na poważnie zapełniać Internet mediami strumieniowymi? Guzik prawda. Co więcej, potrafiły to one robić w zamierzchłych czasach bez zmuszania internautów do instalowania jakichkolwiek wtyczek, dzięki czemu tańce, hulanki i swawole mogliśmy podziwiać na starych przeglądarkach i modemach łączących się z zapchanymi liniami telefonicznymi.

Skype, Google Spotkania, Chat Roulette to również wynalazki, których koncepcja sięga branży erotycznej. Rozmowy tekstowe w przeglądarce z podglądem wideo po raz pierwszy pojawiły się na witrynach porno. Za opłatą, mogliśmy rozmawiać na żywo z dziewczyną, sugerując jej różne zachowania czy której części garderoby powinna się najpierw pozbyć.

Według badania The New York Times (październik 2000, niestety, dokładne wydanie nie jest zaznaczone), branża porno spopularyzowała również łącza szerokopasmowe. Coraz więcej entuzjastów „mokrych inspiracji” potrzebowało coraz wydajniejszych łącz, by móc pobierać co rusz nowe rzeczy. Badanie wykazało chociażby, że 20 procent abonentów AT&T korzystających z łącza szerokopasmowego wykorzystuje je przede wszystkim do oglądania strumieniowanych treści erotycznych. Podobne badanie, dla rynku europejskiego, zostało wykonane w 2003 roku przez Nielsen/NetRatings, z którego jasno wynikało, że pornografia to główny motor napędowy przy popularyzacji łącz szerokopasmowych.

Niektóre wynalazki branży erotycznej są niestety mniej chlubne. Spam co prawda nie został przez nią wymyślony, ale to ona pierwsza masowo zaczęła go stosować. W latach dziewięćdziesiątych wzrost spamu związanego z erotyką był gigantyczny. Z roku na rok wysyłano o 450 procent więcej niechcianych maili erotycznych. Do kwietnia 2003 roku jedna na pięć wiadomości elektronicznych to frywolny spam. Inne branże nauczyły się spamu właśnie od dostawców porno. Cyberprzestępcy również inspirowali się pierwszymi darmowymi witrynami porno. To właśnie ich twórcy spopularyzowali ataki „drive by malware”, to właśnie te witryny jako pierwsze sugerowały „instalację lepszego kodeku”, by obejrzeć kolejny klip (rzecz jasna okazywał się on złośnikiem serwującym reklamy, toolbarem do przeglądarki, czy innym świństwem).

Pamiętaj więc następnym razem, podczas oglądania wspólnie Google Spotkaniach bardzo mądrego filmu dokumentalnego BBC z YouTube’a, że wasza konwersacja tekstowa, płynność transmisji wideo i właściwie całe to rozwiązanie, najprawdopodobniej wciąż byłoby w powijakach, gdyby nie producenci filmów i innych materiałów, w których częściej widać podbrzusze aktorki, niż jej twarz.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement