Nic nie zapowiada, by e-booki zostały objęte niższym VAT-em. Na rewolucję czytelniczą jeszcze poczekamy

16.04.2012
Nic nie zapowiada, by e-booki zostały objęte niższym VAT-em. Na rewolucję czytelniczą jeszcze poczekamy

Rzeczpospolita napisała dziś o tym, że Ministerstwo Finansów nie planuje wyrównywania poziomu podatku VAT na książki papierowe i elektroniczne. 23 procentowy VAT na e-booki nie zmieni się w najbliższej przyszłości, przynajmnej dopóki nie zmienią się przepisy Unii Europejskiej stanowiące, że obniżoną, pięcioprocentową stawką podatkową objęte są tylko książki i periodyki wydane na fizycznych nośnikach. Takiej odpowiedzi doczekała się Rzecznik Praw Obywatelskich, która uważa, że zróżnicowanie VAT-u na publikacje ze względu na nośnik sprzeczne jest z konstytucyjną gwarancją równości. I podczas gdy wymiana opinii, analiz i informacji na szczytach trwa, to nic nie zapowiada, byśmy już niedługo mogli cieszyć się e-bookami w realnie niższych, odpowiadających ich formie cenach.

Walka o objęcie e-książek niższą stawką podatkową trwa już długo. Jednak według obecnego prawa książka wyłącznie w postaci elektronicznej jest usługą – wydawca udziela licencji na korzystanie z niej, a nie sprzedaje fizyczny towar. Według polskiego i unijnego prawa nie ma więc możliwości zastosowania preferencyjnych warunków opodatkowania. Jak duże sprawia to problemy widać na rynku – e-booki stają się coraz powszechniejsze, jednak nie ma co mówić o poziomie penetracji takim, jak na przykład w Stanach Zjednoczonych.

E-book, z założenia pozbawiony fizycznej formy, logicznie rzecz biorąc powinien być tańszy, niż papierowe książki. Zawiera taką samą treść, za to nie generuje kosztów druku, papieru, składania, transportu. Dlatego właśnie o e-książkach mówiło się, że są nadzieją na wzrost czytelnictwa, które przecież w Polsce jest tragiczne.

Na razie nadzieją nieśmiałą. Póki e-booki nie będą objęte takim samym VAT-em, to nie ma co liczyć na wybuch ich popularności. Żeby wygodnie czytać większe ilości e-książek trzeba najpierw wydać sumę równorzędną z ceną kilkunastu książek na czytnik. Oczywiście e-booki można czytać na ekranach smartfonów, tabletów czy komputerów, jednak to na dłuższą metę nie jest wygodne. Po kupieniu e-czytnika trzeba potem kupować elektroniczne książki… Książki, które wciąż często cenowo niewiele różnią się od papierowych publikacji. Czyli w zasadzie by komfortowo czytać e-booki trzeba wydać więcej pieniędzy, niż przy papierowych pozycjach.

Jasne, są już polskie księgarnie, które starają się obniżać ceny e-booków, jednak topowe pozycje wciąż najczęściej są drogie. Bo to o takie książki chodzi: nie o poradniki programistyczne czy dla osób z branży okołotechnologicznej. Chodzi o beletrystykę, która trafi do największych grup czytelników.

To kolejny przykład na to, jak prawo nie nadąża za zmianami technologicznymi, zwłaszcza tymi związanymi z internetem. Zamiast zwiększać dostęp do kultury, przepisy blokują rozwój i popularyzację tejże. Francja i Luksemburg się wyłamały i obniżyły VAT, podobno wbrew przepisom unijnym. W Polsce na to się nie zanosi.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement