Instagram goni… Facebooka, także w znienawidzeniu

16.04.2012
Instagram goni… Facebooka, także w znienawidzeniu

Spektakularne akcje rzucaniem konta Instagram po tym, jak przejął go Facebook na nic się zdały – ten mobilny serwis społecznościowy w ciągu zaledwie 10 dni zyskał kolejne 10 mln użytkowników i jest na najlepszej drodze do pobicia rekordu… Facebooka, który pierwsze 100 mln zarejestrowanych użytkowników zdobył w ciągu 4 lat. Instagram istnieje zaledwie od 18 miesięcy i przy takim tempie rozwoju 100 mln użytkowników powinien więc osiągnąć co najmniej pół roku wcześniej niż Facebook.

I choć trudno oczekiwać, żeby Instagram docelowo ścigał się z Facebookiem na liczbę aktywnych użytkowników, to jednak jego niesamowicie szybki rozwój świadczy o jednym – świat mobilnego internetu jest kolejnym wielkim etapem rozwoju Globalnej Sieci i w niedalekiej przyszłości należy oczekiwać kolejnych spektakularnych sukcesów serwisów/usług dostępnych tylko i wyłącznie w internecie mobilnym.

To jeden z wyznaczników sukcesu danego serwisu internetowego – im bardziej nienawidzą go tak zwani zaawansowani użytkownicy sieci, im bardziej głośne są porzucania serwisu, który w jednym momencie staje się uosobieniem wszelkiego internetowego zła, tym większy sukces odnosi wśród tak zwanych przeciętnych użytkowników sieci – czyli tych zwykłych osób, których ani ziębią ani parzą dywagacje na temat innowacyjności danego serwisu oraz tego, czy był pierwszy, czy nie, i czy zastępy jego klonów są lepsze czy gorsze.

Większość globalnych hitów internetu po przekroczeniu masy krytycznej, która skutkuje tym, że dalszy rozwój przypomina trajektorię lotu ptaka wystrzelonego z procy w kierunku świń w grze Angry Birds, staje się obiektem mniej lub bardziej udawanej nienawiści. Na temat Facebooka łatwiej dziś natrafić na pełne jadu dysertacje obnażające chęć zagarnięcia całego internetu ze wszystkimi jego użytkownikami przez Zuckerberga, niż o tym, że Facebook przoduje jednak w rozwoju tegoż internetu, popychając go na tereny wcześniej niezagospodarowane.

Podobny los spotyka teraz Instagram, który nie dość, że samoistnie osiągnął gigantyczny sukces, to na dodatek został kupiony za wielkie pieniądze przez ucieleśnienie zła dzisiejszego internetu – Facebooka. Skutkować to pewnie będzie tym, że próg 50 mln użytkowników Instagram osiągnie wcześniej niż za 10 dni. Dokładnie tyle starczyło bowiem by dopisać ostatnie 10 mln – z 30 mln, gdy serwis debiutował na platformie Android (wcześniej był dostępny jedynie na iOS Apple’a), do 40 mln już po tym, jak Mark Zuckerberg w dwa dni zdecydował o tym, że zapłaci okrągły miliard dolarów, by mieć Instagram w swoim portfolio.

Teraz może być jeszcze szybciej, bo marka Instagram dostała się do medialnego mainstreamu i po raz pierwszy usłyszeli, bądź też usłyszą, o niej ci, którzy wprawdzie korzystają ze smartfonów, ale spoza wbudowanych aplikacji korzystają co najwyżej z Facebooka, czy Twittera. Założę się, że nie jestem jedynym publicystą piszącym o technologiach, który w ostatnim czasie musiał odpowiadać na pytania bliższych i dalszych znajomych o to, czym jest ten Instagram. Wystarczy zajrzeć na wyszukiwarkę Google’a, która w podpowiedziach hasła „Instagram” wyrzuca hasła ‚co to’ oraz ‚Justin Bieber’, by przekonać się, że Instagram dopiero stanie się serwisem znanym masom.

Dopiero teraz czeka więc Instagram prawdziwy wybuch popularności, który z jednej strony będzie skutkował nieprawdopodobnym tempem przyrostu nowych użytkowników, a z drugiej narastającą nienawiścią internetowych hipsterów.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement