Pinterest zmienia regulamin i pokazuje, że można zrobić to po ludzku

26.03.2012
Pinterest zmienia regulamin i pokazuje, że można zrobić to po ludzku

Nie przepadam za Pinterestem, ale muszę przyznać, że serwis świetnie reaguje na negatywne komentarze. W związku z kontrowersjami wokół tego, że serwis swoim mechanizmem wręcz zachęca do przypinania treści naruszających prawa autorskie, Ben Silbermann, twórca Pinterestu, zareagował niemal błyskawicznie i udostępnił właścicielom stron narzędzia blokowania przypinania. 6 kwietnia wejdzie w życie nowy regulamin serwisu, który jest pełną odpowiedzią na wiele wątpliwości. Takie działania trzeba chwalić – jest jasno, przejrzyście, z myślą o użytkownikach i o tych, których prawa mogą być naruszane. Ben Silbermann to bardzo rozsądny człowiek i dlatego nie mogę już nie kibicować Pinterestowi. Inni powinni brać z niego przykład.

Kirsten Kowalski w lutym rozpętała dosyć sporą aferę swoimi wątpliwościami dotyczącymi Pinterestu. Chodziło o to, że serwis w regulaminie miał zapisy mówiące, że w momencie użycia treści w serwisie użytkownik oświadcza, że ma prawo do jej wykorzystywania i jednocześnie przenosi je na Pinterest, który może taką treść wykorzystywać jak chce, również sprzedawać. Pojawiły się też głosy właścicieli praw autorskich, w większości fotografów, mówiące, ze Pinterest to miejsce, które stworzyło idealne warunki do wykorzystywania treści bez praw do licencji, a sam serwis nie reaguje odpowiednio na zgłoszenia o ich naruszeniu.

Pinterest zareagował szybko – Kirsten Kowalski mówi, że Ben Silbermann zadzwonił do niej po opublikowaniu jej tekstu, i to nie z pretensjami, a by wyjaśnić kontrowersyjne kwestie, porozmawiać o tym, jak można rozwiązać problemy i by się poradzić. Rozmawiali ponad godzinę, a Silbermann wciąż jest z nią w kontakcie. Kowalski przyznaje, że nie spodziewała się tak pozytywnej reakcji i tego, że twórca Pinterestu będzie tak chętny do zmian, które mają zadowalać użytkowników, jak i twórców treści.

Najpierw Pinterest błyskawicznie opublikował kod, który zaimplementowany na stronie blokuje przypinanie treści do Piterestu. Skorzystał z tego Flickr, wciąż jedno z największych miejsc publikacji zdjęć fotografów. Teraz wszyscy użytkownicy serwisu dostali wiadomość i zmianie regulaminu. Wiadomość bardzo ładną i przejrzystą, która świetnie pokazuje, że Pinterest nie idzie (przynajmniej na razie) drogą gigantów, którzy prywatność i problemy rozwiązują, bo muszą, i to tylko w stopniu koniecznym.

W wiadomości dostajemy wypis najważniejszych (czyli najbardziej problemowych) zmian w regulaminie. Według tego Pinterest nigdy nie miał intencji sprzedawania treści i wykorzystywania jej komercyjnie, więc zapis ten zniknął. Dodano za to punkt mówiący o tym, że treści zawierające obrazy samookaleczania i innych tego typu scen zostają zakazane (czyżby Pinterest przeżywał nalot młodzieży z Tumblra?). Dodatkowo pojawiły się uproszczone narzędzia do zgłaszania naruszenia praw autorskich oraz API i prywatne tablice. Zwłaszcza te ostatnie to dosyć ważna i oczekiwana zmiana – w końcu będzie można wykorzystywać Pinterest jako miejsce wrzucania rzeczy na przykład “na później”. Co jak co, ale upublicznianie wszystkich przypięć mocno ograniczało sam serwis.

Pinterest tłumaczy też, że problemy z regulaminami spowodowane były użyciem standardowego wzoru regulaminów, który, jak widać, się nie sprawdził. W jednym mailu Ben i ekipa zachęcają dwukrotnie do przeczytania całego regulaminu, a całość sprawia wrażenie naprawdę przemyślanego zagrania. Zwłaszcza, jeśli skojarzyć je z powiadomieniami o zmianach w regulaminie innych serwisów – często są napisane skomplikowanym językiem i wysłane bo trzeba.

To zrozumiałe, że Pinterest musi uspokoić nastroje, jeśli chce wciąż rosnąć tak szybko, jak dotychczas. Mimo wszystko warto to pochwalić i liczyć, że inni na kryzysy też będą reagować szybko i konkretnie.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement