Newsweek: Telewizj@ przyszłości

05.02.2012
Newsweek: Telewizj@ przyszłości

Tygodnik „Newsweek Polska” (05/12) opublikował tekst, którego jestem współautorem obok Marka Rabija. Oto jego tekst. 

Wkrótce z telewizji znikną ramówki. Widz będzie mógł zaprogramować telewizor  i z setek propozycji różnych stacji ułożyć własny program.

Niedziela, 6 lutego 2022 roku. Jesteś staromodny, więc gdy dochodzi godzina 19, włączasz telewizor, a właściwie mówisz mu, żeby się włączył. Na ulubionej stacji i z dobraną dla ciebie głośnością. Odbiornik rozpoznał cię po głosie, więc już wie, że z nadawanych właśnie TVN-owskich „Faktów” ma wyrzucić informacje polityczne i zastąpić je większą porcją wiadomości gospodarczych i kulturalnych. Od pewnego czasu wiadomości nie transmituje się już z jednego studia i w jednym kawałku. Kilka oddzielnych redakcji tematycznych na bieżąco zbiera newsy z różnych branży i nadaje na żywo w taki sposób, że widz może stworzyć z nich własny tematyczny kolaż. W każdej chwili, nie tylko o godzinie 19.

Po wiadomościach TVN katuje widzów tysięczną edycją „Tańca z gwiazdami”. Na szczęście zaraz po zakupie telewizora ustawiłeś w nim filtr na show z celebrytami i dzięki temu odbiornik przełącza cię do serwisu VoD, w którym pojawiła się właśnie najnowsza produkcja z uwielbianym Jamesem Bondem. A gdy skończysz oglądać film, telewizor na życzenie odtworzy na BBC odcinek kulinarnego programu Jamiego Olivera. Tydzień temu zobaczyłeś tam idealny przepis na urodzinową kolację. Kazałeś wtedy odbiornikowi zapamiętać program i wreszcie masz czas, by do niego wrócić.

Na taką telewizję, niestety, jeszcze poczekamy. Może nawet dłużej niż 10 lat, ale zmiany, które doprowadzą do jej narodzin, już się zaczęły. Telewizja, jaką znamy – to pudełko gadające do nas ze stolika lub ściany – musi upodobnić się do internetu albo ustąpić mu miejsca. Komputer z szybkim dostępem do sieci ma przecież wszystkie zalety telewizora, a przy tym brak mu jego podstawowej wady: pozwala nie tylko oglądać, lecz także wysłać coś od siebie do sieci. W sklepach są już wprawdzie pierwsze telewizory ze zdalnym dostępem do internetu, które zgodnie z branżową modą noszą dumną nazwę Smart TV, ale to wciąż jedynie zwykły odbiornik z prymitywną przeglądarką internetową czy apletem do oglądania YouTube. Na więcej producentom nie pozwalają stacje telewizyjne, które dopiero myślą, jak dopasować ofertę do oczekiwań widza epoki YouTube i Facebooka.

Net ponad wszystko

Dla coraz większej grupy odbiorców mediów, zwłaszcza młodych, podstawowym źródłem wiedzy o świecie nie jest już telewizor, lecz właśnie – jak mawia młodzież – net. Na potrzeby tego tekstu spytaliśmy o to w sondażu reprezentatywną grupę Polaków w wieku od 15 do 50 lat. Aż 57 proc. ankietowanych jako najważniejsze medium wskazało internet. Telewizję wybrało tylko 27 proc. badanych. Nasze wyniki korespondują więc idealnie z ostatnim sondażem eMarketer, w którym już prawie co trzeci ankietowany w wieku poniżej 25 lat przyznał, że spędza przed telewizorem najwyżej kwadrans dziennie! Rzecz jasna, nie samym newsem człowiek żyje. Ale złakniony filmów internauta też raczej włącza dziś na komputerze jeden z serwisów VoD (jak choćby polskie iPla, Kinoplex czy TVN Player), niż zasiądzie przed telewizorem, by co kwadrans pokornie znosić kolejne reklamy proszków i pieluch.

A przecież serwisy internetowe nie stoją w miejscu. Portale kuszą filmami na życzenie, powiększają redakcje, przygotowują coraz więcej materiałów wideo. Renomowany serwis blogowy Huffington Post kilkanaście dni temu ujawnił plan uruchomienia własnej stacji informacyjnej, której program będzie nadawany online przez całą dobę. Wystarczy włączyć komputer, wejść na stronę i zamiast czytać, zacząć oglądać.

Mniejszy wpływ na opinię publiczną to zarazem mniejsze dochody. Firma doradcza Deloitte szacuje, że w minionym roku widzowie na całym świecie obejrzeli  4,49 biliona godzin programów telewizyjnych. Łączne przychody wszystkich stacji telewizyjnych ze sprzedaży towarzyszących im reklam sięgnęły w tym czasie 125,6 mld dolarów, w tym wzrosną do 135 mld dolarów. Do 2016 roku – to już obliczenia z raportu firmy badawczej Magnaglobal – przychody reklamowe wszystkich telewizji sięgną 166,4 mld dolarów, czyli będą o blisko 32 proc. większe niż w ubiegłym roku. Ale co z tego, skoro internet w tym samym czasie czeka skok przychodów reklamowych o 65 proc. – do  117,5 mld dolarów. Przy takim tempie odpływu dochodów z reklam do sieci i przy olbrzymich kosztach produkcji programów TV, moment, w którym działalność nadawcza stanie się nieatrakcyjna, może nie być wcale odległy. Firma Ernst & Young szacuje, że na całym świecie rentowność stacji telewizyjnych oscyluje dziś wokół 18 proc. i jest o prawie 3 punkty procentowe niższa niż 6 lat temu (dane dla Polski wyglądają podobnie). Rentowność mediów internetowych sięga tymczasem 35 proc. i wciąż rośnie w tempie około  1 punktu procentowego rocznie.

TV 1,5

Na razie jednak telewizje zamiast rewolucji wybierają ewolucję. Większość stacji dopieszcza swoje witryny WWW, na których pozwala widzom komentować informacje i programy. Przede wszystkim zaś prezentują najciekawsze materiały antenowe w formie tzw. streamingu. Tak można było na przykład na żywo oglądać rewolucję na placu Tahrir w stacji Al-Dżazira. Przy szybkim łączu internetowym ten sposób emisji jeszcze się sprawdza, ale posiadacze wolniejszych dostają białej gorączki, zaś przy większym zainteresowaniu materiałem zwykle nie da się go w ogóle odtworzyć online.

Trwają też eksperymenty z wideo na żądanie; tutaj prym wiodą zwłaszcza platformy cyfrowe, które mają technologię potrzebną, by świadczyć takie usługi na masową skalę. – Wciąż jednak nie jest to nowa, w pełni interaktywna telewizja, na wzór internetu w wersji Web 2.0 – zauważa dr Mirosław Filiciak z Centrum Badań nad Kulturą Popularną. – Nadawcy obok programu w tradycyjnym wydaniu stawiają po prostu drugą sieciowo-komputerową nogę – tłumaczy.

A przy okazji podstawiają ją producentom telewizorów. Ta branża tonie w najpoważniejszym kryzysie od początku istnienia. Sony, które tylko w zeszłym roku straciło na tym biznesie 2,2 mld dolarów, w listopadzie zdecydowało o zmniejszeniu produkcji odbiorników TV aż o 50 proc., holenderski Philips wypchnął nierentowny biznes telewizyjny do nowego joint venture z firmą TPV Technology z Hongkongu.

Problemy ma też Panasonic, który dokłada do produkcji telewizorów od 10 lat,  a ostatnio musiał zakończyć produkcję odbiorników w dwóch japońskich fabrykach. Jako tako radzą sobie jeszcze tylko koreańscy producenci telewizorów, Samsung i LG, które w zeszłym roku zarobiły na tej działalności odpowiednio 166 i 104 mln dolarów. Ale to już tylko ułamek kwot, które oba koncerny zgarniały jeszcze kilka lat temu.

Nadzieje na rozkręcenie sprzedaży trójwymiarową technologią 3D palą na panewce. Sprzedaż telewizorów 3D rośnie tylko dlatego, że producenci, tnąc marże, oferują tę technologię w coraz tańszych modelach. Moda na 3D nie przyjmuje się z wielu powodów, ale jednym z najistotniejszych jest konieczność oglądania trójwymiarowego przekazu w specjalnych okularach. Ani to wygodne, ani oszczędne, bo trzeba je dodatkowo dokupić  za kilkaset złotych.

Producenci sprzętu telewizyjnego sięgają więc po rozwiązania sprawdzone w innych produktach, np. w komputerach i komórkach. Hitem tegorocznych targów CES w Las Vegas były telewizory z matrycami w technologii OLED znanej dotąd użytkownikom smartfonów. Wyświetlacze OLED mają niebawem zastąpić panele LCD. Dzięki temu obraz w odbiorniku będzie wierniej odwzorowywać kolory, a telewizor może stać się dzięki temu o wiele cieńszy i lżejszy. LG pokazało już odbiornik o grubości zaledwie 4 mm.

Trwają też eksperymenty ze sterowaniem telewizorem za pomocą głosu – odbiorniki rozumieją już najważniejsze komendy, czyli zmiany kanału i regulację dźwięku. Microsoft pracuje z kolei nad przeniesieniem do telewizji technologii Kinect znanej z konsol gier, która pozwala sterować urządzeniem za pomocą gestów i ruchów. Pierwsze takie odbiorniki mają trafić do sprzedaży jeszcze w tym roku. Google zaś chce wyposażyć telewizory w technologię rozpoznawania twarzy. Odbiornik będzie wiedział, który z domowników z niego korzysta i np. automatycznie włączy się na ulubionej stacji albo odpowiednio ustawi głośność. Wszyscy wreszcie zastanawiają się, co wniesie do świata telewizji firma Apple, której zmarły niedawno szef Steve Jobs w zeszłym roku zapowiadał rzekomo rewolucyjny produkt, mający rozwiązać większość bolączek.

Obraz do użytku

Bez względu na to, co pokaże Apple, medioznawcy zgadzają się, że stacje muszą jeszcze bardziej dostosować ofertę do oczekiwań klientów wychowanych na serwisach internetowych, w których – jak zauważył wybitny socjolog internetu Manuel Castells – nie istnieje ramówka ani czas emisji. – To pokolenie konsumentów mediów nie będzie pokornie czekać tydzień na emisję kolejnego odcinka serialu, skoro w sieci w kilka sekund może znaleźć całość – mówi prof. Maciej Mrozowski z warszawskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.

Socjolodzy zauważają ostatnio olbrzymią zmianę sposobu odbioru mediów. Przekaz medialny, który dotąd był tylko odbierany, dziś coraz częściej jest przez odbiorców używany. Do nauki, do zabawy, do celów artystycznych. Informacja w cyfrowej formie daje się nie tylko łatwo zapisać, lecz także modyfikować. Dlatego Facebook roi się od skanów gazet i filmików z programów telewizyjnych, a na YouTube można znaleźć tysiące pastiszy i przeróbek filmów i teledysków. Prawnicy koncernów medialnych mogą wyleźć ze skóry, tłumacząc, że to nielegalne. We współczesnych mediach kontent jest jak woda – płynie najkrótszą ścieżką, czyli z ręki do ręki.

Dlatego część medioznawców przewiduje, że w ciągu najbliższych kilkunastu lat z telewizji znikną ramówki. Ich miejsce zajmie coś na kształt wielkiego serwisu z materiałami wideo na życzenie, uzupełnianego o newsy i nowe produkcje. Widz będzie mógł zaprogramować telewizor i z setek pozycji różnych stacji ułożyć sobie program. A także w każdej chwili wrócić do oglądanych wcześniej materiałów. Ramówka w obecnej postaci to wprawdzie przydatne reklamodawcom narzędzie do planowania kampanii reklamowych, ale telewizja szyta na miarę, nadawana wtedy, gdy chce widz, to prawdziwa przyszłość i właściwie synonim modnego dziś w tej branży pojęcia narrowcastingu.

Dla każdego coś miłego. Dla elity – opera, publicystyka lub meandry scenariuszy współczesnych superseriali. Dla aktywnych, rozmownych czy twórców – jak najwięcej możliwości interaktywnego uczestnictwa w programie. Zaś dla reszty, czyli większości – klasyczna telewizyjna papka.

Telewizja przyszłości swoją zawartością przypominać będzie zatem dzisiejszą, a może nawet będzie od niej gorsza i głupsza. Różnica polegać będzie na tym, że ambitna publicystyka i rozrywka z klasą nie będą już musiały konkurować o ten sam czas antenowy z tandetą dla mas. Każdy obejrzy sobie to, co chce. Wtedy, kiedy zechce. A potem napisze o tym na Facebooku swoim znajomym.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement