Uciszyć WikiLeaks? To początek końca swobodnej wypowiedzi w Internecie.

07.12.2010
Uciszyć WikiLeaks? To początek końca swobodnej wypowiedzi w Internecie.

Polowanie na WikiLeaks trwa w najlepsze. Po tym jak serwis opublikował tysiące tajnych dokumentów dotyczących wojny w Afganistanie i Iraku oraz skompromitował wielu czołowych światowych polityków, ze współpracy rezygnują kolejne firmy, które mają kontakt z WikiLeaks.

Przypomnijmy – WikiLeaks to strona działająca w oparciu o MediaWiki prowadzona przez Australijczyka, Juliana Assange. Serwis WikiLeaks umożliwia publikowanie  informacji, w tym także ściśle tajnych informacji rządowych i korporacyjnych przez anonimowych informatorów. Według autorów WikiLeaks, niemożliwe jest podanie informacji jak zdobywane są informacje, a tym samym osoby, które odpowiedzialne są za dostarczanie raportów i innych dokumentów są całkowicie zwolnione z ryzyka wynikającego z ujawnienia poufnych wiadomości. WikiLeaks działa w Internecie od 2006, jednak to w niedzielę ubiegłego tygodnia zrobiło się o niej naprawdę głośno nie tylko w sieci, ale niemal w każdym rodzaju mediów na całym świecie.

Opublikowane dokumenty dotyczące poufnej korespondencji, przede wszystkim amerykańskich dyplomatów, spowodowało ostrą reakcję wielu rządów, w tym największą oczywiście Stanów Zjednoczonych. Od samego początku, nim „zakazane” treści przedostały się do opinii publicznej, Waszyngton starał się zniwelować problem, jaki niesie ze sobą ujawnienie tajnych informacji dyplomatycznych na temat wielu krajów. Oczywiście oprócz kontaktów z sojuszniczymi krajami i uprzedzeniu ich o zaistniałym fakcie, Biały Dom rozpoczął szeroką akcję w mediach mającą na celu złagodzenie wydźwięku informacji. Ludzie Obamy nie tylko rozpoczęli akcję uciszania WikiLeaks w mediach. W niedzielę po południu adres WikiLeaks został zablokowany przez zmasowany atak typu DDoS. Przypuszcza się, chociaż to niepotwierdzone, że za atakiem tym stoją hakerzy którzy pracowali na zlecenie rządu USA. Po tygodniu od opublikowania poufnych informacji, Stany Zjednoczone nadal wywołują nacisk na wszystkich, którzy mają z WikiLeaks cokolwiek wspólnego. Chęć zamknięcia na dobre WikiLeaks i ukaranie Juliana Assange, który ścigany jest listem gończym przez CIA, odbija się na inne firmy, które mają jakikolwiek kontakt z Wiki.

Kolejnym obostrzeniem z jakim spotkało się WikiLeaks jest zamknięcie konta przez serwis transakcyjny PayPal. Dzięki niemu organizacja Juliana Assange zbierała dotacje pieniężne na swoją dalszą działalność. Oczywiście dotację kierowane przez PayPal nie są jednym źródłem dochodów, ale na pewno większość środków finansowych pochodzi właśnie ze współpracy z PayPal. Decyzja o zamknięciu konta na pewno boleśnie odbije się na kondycji WikiLeaks, jednak jej przedstawiciele poinformowali, że strona będzie działać nadal i nie zamierza przerywać publikacji kolejnych tajnych dokumentów. Według zarządu PayPal, zamknięcie konta WikiLeaks spowodowane jest złamaniem warunków, na jakich udostępniano konto w serwisie transakcyjnym. Warunkami tymi są m.in usługi transakcyjne, które nie mogą być wykorzystywane do zachęcania, promowania, ułatwiania czy instruowania innych do zaangażowania się w nielegalne działania.

Za PayPal poszedł Amazon. Pod wpływem nacisków ze strony Kongresu USA, administratorzy Amazona zdecydowali się wyłączyć serwer, na którym znajdowała się strona WikiLeaks. W oficjalnym wytłumaczeniu Amazon informuje, że zamknięcie konta spowodowane jest zagrożeniem informatycznej infrastruktury firmy ze strony zmasowanego ataku DDoS. W ubiegły piątek do wymienionej dwójki, która wycofała się ze ?wspierania? WikiLeaks, dołączyła trzecia firma EveryDNS, która była odpowiedzialna za parkowanie domeny WikiLeaks.org. Tego samego dnia WikiLeaks przekierował swoich czytelników na szwajcarską domenę. Właścicielem szwajcarskiej domeny jest Partia Szwajcarkich Piratów, która powstała dwa lata temu. WikiLeaks trafiło chyba na odpowiedniego partnera, bowiem Patia Piratów według ich przedstawicieli stawia sobie za cel legalizację wymiany plików i ochronę prywatności internautów.

Ostatnio w Internecie przewijają się wątki dotyczące kwestii cenzury w sieci. Sprawa WikiLeaks jest najlepszym przykładem próby cenzury Internetu, który do tej pory uchodził za oazę swobodnej wypowiedzi i publikacji informacji. Czy WikiLeaks będzie w stanie kontynuować swoją działalność mając na karku służby specjalne USA i innych krajów z nimi sprzymierzonych? Czy Szwajcarka Partia Piratów dotrzyma obietnicy swobodnej wypowiedzi? Osobiście uważam, że kwestią czasu jest zamknięcie WikiLeaks i zerwania współpracy z Partią Piratów. Mimo celu jaki ma WikiLeaks i poparcia wielu osób, sytuacja pokazuje nam, że cenzura niewygodnych informacji w Internecie ma właśnie swój początek. Myślę, że wkrótce blokowanie niewygodnych treści będzie popularyzować się coraz szerzej nie tylko w przypadku informacji dotyczących rządowych dokumentów, ale wszelkich informacji na temat polityków, rządów itp.

Jestem całym sercem za WikiLeaks, jednak z przykrością muszę stwierdzić, że oaza nieskrępowanej wypowiedzi w Internecie ma się ku końcowi.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement