Prawo do bycia głupim, czyli GIODO kontra Facebook

13.12.2010
Prawo do bycia głupim, czyli GIODO kontra Facebook

„W Polsce i każdym innym kraju świata istnieje społeczne prawo do bycia głupim” – cytat Wojciecha Wiewiórkowskiego, Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych dotyczy ułomności polskiego prawa w stosunku do nowych form komunikacji. Walka GIODO z Facebookiem to dotychczas walka z wiatrakami i nic nie wskazuje, że to się zmieni. Facebook potęgą jest i śmieje się w twarz takim inicjatywom. I słusznie, bo im więcej ?głupców?, tym lepiej dla niego, jak i dla każdego innego podobnego portalu.

GIODO ma wiele wątpliwości dotyczących ochrony danych osobowych polskich użytkowników Facebooka. Chodzi o nieprzestrzeganie przepisów polskiego i europejskiego prawa, o politykę prywatności producentów facebookowych aplikacji i nawet o to, że przy Facebooku polskie portale są dyskryminowane. Przecież one muszą dostosować się do tutejszego prawa, ogłaszać wszem i wobec zmiany w regulaminach (jak niedawno jeszcze nk.pl), a twór Zuckerberga robi, co chce.

Wiewiórkowski świetnie podsumował polskie społeczeństwo, które korzysta z wielu serwisów nie czytając regulaminów. Mamy do tego prawo, jak najbardziej – możemy nieświadomie, jak i świadomie narażać się na kłopoty i nieprzyjemności. Możemy podawać swoje dane wszędzie i nikt nam tego nie zabroni. GIODO próbuje jednak chronić nas bez naszego dużego udziału, wywołując i zapraszając do dyskusji „na górze”. GIODO nie ma żadnej inicjatywy legislacyjnej, więc do działania potrzebuje poparcia innych, mających większe możliwości organów. Ale gdzie w tym wszystkim zwykły użytkownik?

Samo umieszczanie na serwisach wskazówek, jak bezpiecznie korzystać z internetu nie pomoże w uświadamianiu. Jak możemy przeczytać na nk.pl:

Internet jest pamiętliwy! Zachowaj ostrożność w dzieleniu się informacjami o sobie ? cokolwiek napiszesz na swój temat lub na temat innych osób, usunięcie takiej informacji i wszystkich powielonych jej kopii z sieci Internet jest bardzo trudne lub wręcz niemożliwe.

Bądź ostrożny w nawiązywaniu znajomości w sieci ? tak jak w życiu – osoby, które poznajesz w sieci, mogą nie być tymi, za które się podają i wcale nie muszą chcieć być Twoimi przyjaciółmi.

I tak dalej, i tak dalej… Czyli nic, czego nie wiadomo było wcześniej. Prawie nikt nie czyta takich porad, poukrywanych gdzieś w gąszczu zakładek, tym bardziej, że przecież znajomi i cały społecznościowy świat czeka! ?Dalej?, ?Dalej?. ?Zaakceptuj?, ?Rozpocznij korzystanie? i już. Kilka zbędnych kliknięć. To tu właśnie leży największy problem – w użytkownikach. Prawo prawem, zresztą i tak GIODO może kontrolować polskie portale, a już Facebookowi nic nie zrobi (nie ten kraj, nie ta siła rażenia, nie ta liga). Gdyby jednak zacząć naprawdę uświadamiać internautów o skutkach każdego działania, i to nie delikatnie, ale w sensowny sposób, może wcale nie trzeba byłoby robić z Facebook?a kozła ofiarnego?

Ustawa o ochronie danych osobowych ma już 13 lat i zasadniczo nie podstawowe zapisy nie zmieniły się od tego czasu. 13 lat – w 1997 roku nikt raczej nie spodziewał się społecznościówek, aż tak globalnego przepływu informacji i tego, że każdy może sam tworzyć, edytować i umieszczać w internecie treści. Potrzeba stworzenia tej ustawy od podstaw, z jaśniejszymi i dostosowanymi do obecnych realiów zapisami jest całkowicie zrozumiała, wszystkim nam potrzeba przejrzystych reguł przetwarzania danych osobowych (bo gdy ja umieszczę czyjeś zdjęcie na, pozostańmy przy Facebook?u – to kto jest administratorem danych tejże osoby – ja czy portal?).

Te kwestie trzeba rozwiązać jak najszybciej, jednak nie zwalajmy całej odpowiedzialności na ustawę i portale zarabiające na danych osobowych. One korzystają tylko z możliwości, jakie daje prawo. Prawda jest taka, że to my decydujemy o tym, kto, co, jak i ile na nas zarobi oraz jak wykorzysta te informacje. Że powtórzę – „W Polsce i każdym innym kraju świata istnieje społeczne prawo do bycia głupim”.

Niestety.

Rys. Kamil Tatara

Dołącz do dyskusji

Advertisement