Układ analogów z PlayStation czy Xboksa? Kontroler Astro C40 TR oferuje oba te ułożenia – recenzja

Recenzja/Gry 06.02.2020
Układ analogów z PlayStation czy Xboksa? Kontroler Astro C40 TR oferuje oba te ułożenia – recenzja

Układ analogów z PlayStation czy Xboksa? Kontroler Astro C40 TR oferuje oba te ułożenia – recenzja

Jako miłośnik konsol PlayStation nie mam żadnego problemu, aby przyznać, że ułożenie analogów w kontrolerze Microsoftu jest wygodniejsze i pozwala na nieco bardziej precyzyjne ruchy. Czołowa amerykańska firma produkująca sprzęt premium dla graczy również jest tego świadoma, tworząc pad Astro C40 TR. To bezprzewodowy kontroler dla PS4 pozwalający swobodnie zmieniać ułożenie analogów. Czekałem na coś takiego!

Oczywiście Astro C40 TR nie jest pierwszym kontrolerem z ułożeniem analogów w stylu Xboksa, którego możemy podłączyć do PlayStation 4. Nie było jednak wcześniej pada oferującego oba ułożenia grzybków jednocześnie, w ramach jednego urządzenia. Jak to działa? Zaskakująco dobrze, chociaż nie obejdzie się bez śrubokręta dołączonego do zestawu. Na szczęście z wymianą modułów analogów poradzi sobie nawet osoba z dwoma lewymi rękoma (czyli ja), ponieważ modyfikacja została oparta na łatwym, wygodnym systemie magnetycznym.

Aby zmienić ułożenie analogów w Astro C40 TR, trzeba odkręcić cztery śrubki na obudowie.

Co rewelacyjne, śrubek nie można do końca wykręcić z plastikowego elementu. Te pozostają w nim nawet po otwarciu kontrolera. Dzięki temu nie musimy się obawiać, że zgubimy jakiś malutki element. Wszystko zostało tak zabezpieczone, aby nawet w ferworze osiedlowego turnieju Tekkena zmiana ułożenia analogów była nie tylko szybka i łatwa, ale również bezpieczna oraz idiotoodporna. Jedynym elementem, który możemy zgubić, jest śrubokręt albo zamienne nakładki na przyciski dołączone do porządnego etui.

Po wyjęciu panelu ochronnego oraz modułów analogów naszym oczom ukażą się nietypowe otwory, wyróżniające Astro C40 TR na tle innych kontrolerów. To właśnie w te puste sloty możemy wkładać moduły przycisków kierunkowych i analogów. Wystarczy wsunąć moduł zgodnie z kierunkowym oznaczeniem i gotowe. Nie potrzeba żadnego dociskania, przekręcenia, przykręcania ani zasuwania. Moduły wskakują na swoje miejsce bardzo przyjemnie i naturalnie. Następnie nakładamy zdjęty panel ochronny, przykręcamy go i gotowe.

Cały proces zmiany układu analogów trwa około 20 – 30 sekund. Nie potrzebna jest do niego żadna techniczna wiedza ani specjalistyczne narzędzia. Musimy tylko pamiętać, aby po skończonym zadaniu odłożyć mały śrubokręcik na jego miejsce w etui. Jestem przekonany, że nawet małe dziecko poradzi sobie z wymianą modułów, o ile wcześniej pokaże się mu co i jak. Wątpię jednak aby małe dzieci sięgały po Astro C40 TR, bo cena tego kontrolera jest zawrotna. Taki gadżet trzyma się pod kluczem i nigdy nie daje się go w ręce młodszego rodzeństwa.

Wymiana analogów to nie jedyne unikalne możliwości kontrolera Astro C40 TR.

Jak większość padów z wyższej półki, również Astro oferuje przyciski – motylki z tyłu obudowy. Muszę przyznać, że te dodatkowe spusty naprawdę wyszły producentowi, co jest stosunkowo rzadkie i godne pochwały. Motylki potrafią być niewygodne, ze zbyt długim skokiem i zbyt odstającym, zahaczającym kształtem. W Astro C40 TR mamy z kolei przyciski ściśle przylegające do tylnej części uchwytów. Ich powierzchnia jest znaczna, skok minimalny a wcisk przyjemny i responsywny.

Na kontrolerze Astro C40 TR przeszedłem Dragon Ball Z: Kakarot i DLC do Assassin’s Creed Odyssey. Pad towarzyszył mi podczas rozgrywek w Battlefielda V, Call of Duty: Modern Warfare i The Division 2. Przez cały ten czas ani razu, ANI RAZU nie nacisnąłem dodatkowych tylnych przycisków przez przypadek. To kapitalne osiągnięcie producentów, zwłaszcza biorąc pod uwagę moje grube palce. Dla porównania, kontroler Elite od Microsoftu (chociaż świetny i ciekawy) posiada motylki które regularnie przeszkadzają mi podczas rozgrywki.

Niestety, po raz kolejny nie zostają spełnione moje marzenia o nagrywaniu makr. Dodatkowe przyciski pozwalają wyłącznie na przypisanie podstawowych funkcji. O żadnych kombinacjach ani sekwencjach nie ma mowy. Wielka, wielka szkoda. Zdolność nagrywania makr to coś, czego brakuje konsolowym kontrolerom premium, od kiedy tylko mam z nimi styczność. Astro C40 TR nie robi niczego, aby zmienić ten stan rzeczy. Być może firma ma związane ręce, spełniając wymogi Sony dotyczące sprawiedliwej rozgrywki. Co jednak stoi na przeszkodzie, aby makra odblokować wyłącznie w trybie bezprzewodowym (czyli nie turniejowym) albo po podłączeniu do PC.

Profesjonalni gracze zmniejszą skok spustów oraz wyregulują czułość analogów.

Kontroler Astro C40 TR otrzymał dedykowany program, w którym możemy zmienić kilka parametrów. Warto pochwalić twórców za to, że ich aplikacja pomocnicza jest dostępna nie tylko na Windows, ale również MacOS. Za jej pomocą skalibrujemy czułość analogów, co doceni każdy weteran sieciowych strzelanin. Gracze na poziomie semi-pro i wyższym mogą dopasować czułość pod jeden z dwóch profilów, przełączanych za pomocą suwaka na obudowie kontrolera. Widziałem na własne oczy, jak grają najlepsi polscy wymiatacze w Destiny 2 oraz Call of Duty i nie mam wątpliwości, że taka opcja spodobałaby się każdemu z nich. Regulacja czułości analogów świetnie idzie w parze z alternatywnymi grzybkami o dłuższej podstawie, dołączonymi do zestawu.

Dzięki programowi możemy także edytować skalę aktywacji spustów. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zamienić 40 proc. aktywacji na 100 proc., a następnie zmniejszyć fizyczny skok L2 oraz R2 o ponad połowę dzięki dedykowanym suwakom na pleckach urządzenia. Wtedy każdy pocisk, każda wiązka lasera i każda rakieta zostanie wystrzelona szybciej niż gdybyśmy wykonywali tę samą czynność, w tym samym czasie, przez tego samego użytkownika, takimi samymi ruchami, ale trzymając klasycznego DualShocka 4. Z kolei jak wiadomo na scenie semi-pro i wyższej liczy się każdy ułamek sekundy. Możliwość urwania kilku setnych przy każdym wystrzale to zaleta nie do podważenia.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie korektor audio dla głośniczka umieszczonego w kontrolerze. Sam w życiu bym na to nie wpadł. Dedykowany program Astro pozwala także na regulację stopnia wibracji, a także włączanie i wyłączanie diody świetlnej. Za pomocą aplikacji skonfigurujemy i zapiszemy dwa profile użytkownika, między którymi możemy się potem przełączać w locie, za pomocą suwaka. Pad otrzymał własną pamięć, dzięki czemu ukochane profile z ręcznie kalibrowanym skokiem i czułością bez problemu wczytamy na każdym LAN party czy turnieju. Ogólny poziom aplikacji jest naprawdę zadowalający i tym bardziej szkoda, że program nie pozwala nagrywać makr.

Za to do frustracji doprowadza mnie fakt, że Astro C40 TR nie potrafi włączyć PlayStation 4.

Jestem bardzo wygodnickim graczem. Zostałem już przyzwyczajony do tego, że chwytam za bezprzewodowego DualShocka, siadam na kanapie, wciskam jeden przycisk, a konsola oraz telewizor włączają się same. Do tego TV automatycznie przeskakuje na źródło HDMI z PlayStation 4 Pro, potwierdzając odbiór sygnału 2160p HDR. Niestety, kontroler Astro C40 TR w trybie bezprzewodowym za żadne skarby świata nie potrafi uruchomić konsoli, co dopiero mówić o telewizorze. Za każdym razem muszę wciskać przycisk na obudowie PS4, albo… sięgać po DualShocka 4, a następnie przełączać się na sprzęt Astro. Ugh.

Nie wiem czyja to wina. Być może Sony nie pozwala uruchamiać swojej konsoli kontrolerom firm trzecich. Jednak jako osoba wydająca na pada około 800 zł, nie powinno mnie interesować, kto zawinił. Płacę kupę kasy, no to wymagam. Ma działać jak w zegarku, a nie działa. I chociaż rozchodzi się wyłącznie o podniesienie kupra z kanapy, przejścia kilku metrów, wciśnięcia przycisku konsoli i powrotu na wygodne siedzisko, liczy się sam fakt, że produkt premium jest pod tym względem gorszy i mniej wszechstronny od standardowego, czterokrotnie tańszego kontrolera.

Skoro już narzekam na drugorzędne kwestie, warto wspomnieć o adapterze USB WiFi 2,4 GHz. Sam fakt, że Astro C40 TR posiada tryb bez kabla to kapitalna sprawa, ponieważ wiele profesjonalnych padów nie wspiera łączności bezprzewodowej. Powód? Na turniejach i meczach rankingowych gra się tylko po kablu, aby zminimalizować opóźnienie oraz zabezpieczyć się przed jakimikolwiek interferencjami. Dlatego jako kanapowy leń bardzo doceniam moduł WiFi w sprzęcie dla pro-entuzjastów. Z drugiej strony brak wsparcia dla łączności BT bez adaptera sprawia, że zajmujemy cenne gniazdo USB w PS4. Wszakże USB potrzebuje również dysk zewnętrzny, bezprzewodowy zestaw słuchawkowy oraz zestaw PSVR. Nie obejdzie się bez rozdzielacza.

Czas działania na jednym ładowaniu jest poprawny, ale obyło się bez szału.

Grając bez kabla, Astro C40 TR pozwala na około 8 – 10 godzin przyjemności, w zależności od wykorzystania wbudowanego głośnika. Uzyskany czas jest dodatkowo redukowany do 6 – 7 godzin, jeśli jednocześnie gramy, korzystamy z zestawu słuchawkowego 3,5 mm podłączonego do kontrolera oraz rozmawiamy przez mikrofon. Pod względem wytrzymałości akumulatora nie jest więc tragicznie, ale rewelacyjnie również nie jest. Jak na taką masę produktu, można było się spodziewać czegoś więcej. Za zaletę należy za to uznać możliwość ładowania pada byle jakim kablem z końcówką microUSB. Dla porównania, taki Razer tak zmodyfikował gniazda microUSB swoich kontrolerów premium, aby tylko jego okablowanie nadawało się do ładowania.

Niestety, nieużywany Astro C40 TR nie przejdzie samoczynnie w stan spoczynku. Włączony kontroler będzie dychał, aż nie padnie. Przed rozładowaniem zacznie jeszcze wibrować oraz wydawać z siebie dźwięki. O wiele lepszym rozwiązaniem byłoby automatyczne wyłącznie po kilkunastu minutach bezczynności.

Pod względem samej rozgrywki, ergonomii i jakości użytkowania jest dobrze. Cholernie dobrze.

Kontroler Astro C40 TR znacząco różni się od klasycznego DualShocka 4. Jest odczuwalnie masywniejszy, grubszy, cięższy i bardziej zbity. Znacznie bliżej mu do pada Microsoftu niż rozwiązania stworzonego przez Sony. Gdy chwyciłem za DS4 po kilku godzinach z C40, miałem wrażenie, że trzymam w dłoniach jakąś zabawkę. Atrapę, do tego dziwnie małą. Doświadczenie płynące z obsługi kontrolera Astro jest kompletnie inne od doświadczenia z DualShockiem. Ma to swoje dobre, jak i złe strony.

Jeśli dla kogoś DualShock 4 jest bliski ideału, Astro C40 TR może mu w ogóle nie przypaść do gustu. Jeśli jednak tak jak ja zdajesz sobie sprawę z minimalnie większej precyzji na padach Microsoftu, lepszego ułożenia analogów i lepszej pracy kciuków, C40 będzie kapitalną alternatywą wobec domyślnego, systemowego rozwiązania. Mnie kontroler Astro przypadł do gustu z jeszcze jednego powodu: uwielbiam czuć, że mam coś pod ręką. Dlatego od zawsze wybieram myszki o większej masie, mechaniczne klawiatury z odczuwalnym sprzężeniem zwrotnym czy masywne, solidne kontrolery. Z kolei 310g w Astro C40 naprawdę robi robotę. Nie polecam za to pada osobom o małych dłoniach.

Oczywiście to nie jest tak, że dzięki Astro C40 TR stałem się lepszym, bardziej skutecznym graczem. K/D ratio w Modern Warfare nie wystrzeliło mi w górę niczym rakieta. Mam jednak pewność, że zyskałem większą kontrolę nad konkretnymi scenariuszami, manewrami i wydarzeniami na serwerach gry. Jako gracz, który konsolowego PvP uczył się m.in. na pierwszych odsłonach HALO, zdaję sobie sprawę z wielkich możliwości dopasowania kontrolera do własnego stylu gry. Dzięki dobrej aplikacji pomocniczej, wyższym analogom, motylkom, edycji czułości, krótszym spustom oraz wbudowanym profilom Astro C40 TR pozwala osiągnąć mierzalną przewagę nad DualShockiem 4.

Osobnym zagadnieniem jest to, czy taką przewagę poczuje, zrozumie i wykorzysta przeciętny gracz. Uważam, że nie. Kontroler Astro C40 TR to produkt klasy premium dla wąskiej grupy entuzjastów urywających setne sekundy na każdej czynności. Pad dla sieciowych weteranów kochających rozgrywkę na konsoli, którzy czują, że możliwości DualShocka coraz częściej ograniczają ich wyniki.

Największe zalety:

  • Dwa ułożenia analogów w jednym padzie
  • Dodatkowe, dłuższe analogi o większej precyzji
  • Dobra aplikacja pomocnicza
  • Suwaki skoków i profili
  • Działa bezprzewodowo z PS4 i PC
  • Wsparcie na MacOS
  • Daje mierzalną przewagę nad DualShockiem 4

Największe wady:

  • Zawrotna cena (ponad 800 zł)
  • Kontroler nie potrafi włączyć PS4
  • Brakuje funkcji samoistnego wyłączenia
  • To nie jest pad dla małych dłoni
  • Zajmuje kolejne gniazdo USB w PS4

Jeśli czujesz, że brakuje ci 5 proc. wychwytu na prawej gałce, jeśli uważasz skok w R2 za wadę i jeśli dobija cię rzucanie granatów z oderwaniem palców od grzybków i strefy L2+R2, wtedy Astro C40 TR rozwiąże wiele twoich problemów. Do tego bardzo prawdopodobne, że poprawi rezultaty. Śmiem jednak zakładać, że możliwości kontrolera znajdują się poza podstawową paletą oczekiwań 80 – 90 proc. posiadaczy PlayStation 4.

Oraz poza możliwościami ich portfeli.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji