Jak przekształcić laptopa w komputer stacjonarny, żeby było ładnie i wygodnie – poradnik krok po kroku

Artykuł/Technologie 10.02.2020
Jak przekształcić laptopa w komputer stacjonarny, żeby było ładnie i wygodnie – poradnik krok po kroku

Jak przekształcić laptopa w komputer stacjonarny, żeby było ładnie i wygodnie – poradnik krok po kroku

Ok, laptop w roli komputera stacjonarnego spisuje się gorzej niż komputer stacjonarny z prawdziwego zdarzenia. Czasem jednak trzeba sobie radzić – jak zamienić laptop w komputer stacjonarny?

Od dwóch miesięcy pracuję na MacBooku Pro 16. Więcej o tej maszynie i o tym, jak spisuje się jako desktop i jako laptop, możecie przeczytać tutaj:

Pamiętam czasy, gdy jeszcze jako student korzystałem ze starego Thinkpada T530 jako komputera stacjonarnego. Nie mogę powiedzieć, żebym miło wspominał ówczesny wygląd mojego biurka…

Laptop przypominał wtedy tarantulę. Wystawały z niego ustawicznie:

  • kabel do zasilania
  • kabel HDMI
  • kabel od głośników
  • przewody od klawiatury i myszki
  • kabel ethernet (bo Wi-Fi było fatalne)

Do tego całość stała na podkładce chłodzącej, bo laptop grzał się niemiłosiernie.

Potem korzystałem przez kilka lat z MacBooka Air w roli desktopa i choć było to rozwiązanie nieco bardziej eleganckie, tak daleko mu było to ideału. Nadal konieczne były trzy kable:

  • zasilanie (RIP złącze MagSafe)
  • kabel miniDP
  • kabel od głośników

Planując przekształcenie MacBooka Pro 16 w desktop postawiłem sobie prosty cel – ze wszystkimi peryferiami ma go łączyć jeden kabel. I tak też zrobiłem.

Laptop jako desktop – czy to ma sens?

Jak najbardziej. Choć komputery stacjonarne zasadniczo lepiej spisują się w czasie długotrwałej pracy pod obciążeniem, tak wykorzystywanie laptopa zarówno w domu/pracy jak i w drodze ma mnóstwo sensu.

Przede wszystkim ma to sens ekonomiczny. Jeśli już mamy jeden komputer mobilny, który spełnia nasze wymagania, dlaczego mielibyśmy kupować drugi, który robiłby to samo nie ruszając się z biurka?

Trudno też przecenić wygodę posiadania jednej maszyny, którą zabieramy ze sobą wszędzie. Nie trzeba pamiętać o przenoszeniu plików między komputerami, wszystko mamy zawsze ze sobą – w domu, w pracy, w terenie.

Współczesne laptopy, nawet te 13-calowe, są zresztą na tyle wydajne, że większości ludzi bez problemu mogą one zastąpić stacjonarny komputer. A nawet ci bardziej wymagający użytkownicy, jeśli tylko kupili odpowiednio mocnego laptopa, nie poczują różnicy między laptopem, a porównywalnym komputerem stacjonarnym.

Dodam również, że jeśli nie mamy możliwości postawienia komputera stacjonarnego pod biurkiem i musimy go trzymać na biurku, to laptop w tym układzie wygląda nieporównywalnie bardziej elegancko, a jeśli używamy go z zamkniętą klapą, zajmuje też nieporównywalnie mniej miejsca.

Testuję aktualnie kapitalne biurko siedząco-stojące od polskiej firmy Deskwise (recenzja niebawem!) i konfiguracja z MacBookiem Pro 16 wygląda na nim znacznie lepiej niż wielka stacjonarka, zajmująca 1/5 powierzchni blatu.

Laptop jako desktop – jak się do tego zabrać?

Choć ten tekst dotyczy głównie komputerów Apple’a, w podobny sposób można skonfigurować każdego laptopa wyposażonego w złącze Thunderbolt 3, albo przynajmniej USB-C.

Jedyne, co może się nie udać, to kwestia pojedynczego kabla – laptopy z Windowsem (zwłaszcza te podobnego kalibru co MBP 16) zwykle wymagają więcej prądu, niż można przekazać protokołem USB Power Delivery.

Konieczne więc będzie podłączenie dwóch kabli.

Krok pierwszy to stacja dokująca

Jeśli chcemy osiągnąć połączenie laptopa z akcesoriami jednym przewodem, trudno będzie to zrobić inaczej niż dedykowaną stacją dokującą. Można się pokusić co prawda o kupno monitora, który posłuży nam za stację dokującą, ale wiążą się z tym dwa problemy – niewiele jest monitorów, które są w stanie podać więcej niż 60 W mocy do laptopa, a te, które to potrafią, są koszmarnie drogie. Stacja dokująca Thunderbolt 3/USB-C to zdecydowanie tańsza opcja, no i możemy przy niej wykorzystać monitor, który już posiadamy.

Osobiście nie mam zamiaru rozstawać się z moim BenQ SW320, więc tym bardziej potrzebowałem solidnego rozwiązania zewnętrznego.

Początkowo patrzyłem na bardzo ciekawe urządzenie od Lacie: dysk 2big, który jest jednocześnie DAS-em i stacją dokującą. Lacie 2big ma jednak dość ograniczony zestaw portów rozszerzeń. Po podłączeniu MacBooka miałbym do dyspozycji tylko jeden port TB3, jeden port USB-C, gniazdo DisplayPort oraz gniazdo USB-A na froncie obudowy, obok slotów na karty pamięci.

Postawiłem więc na stację dokującą CalDigit TS3 Plus, która może i nie ma wbudowanego dysku, ale ma za to więcej portów.

Z przodu mam wygodny dostęp do slotu na kartę SD, gniazda słuchawkowego, mikrofonowego oraz dwóch portów USB – jeden C jeden A.

O wiele ciekawiej jest z tyłu. Znajdziemy tu kolejny port USB-C o przepustowości 10 Gbps, złącze Thunderbolt 3, cztery porty USB-A 5 Gbps, gniazdo Display Port, optyczne złącze audio i rzecz bardzo dla mnie ważną – port RJ-45.

Na gnieździe Ethernet zależało mi o tyle, iż mam w domu podłączony Światłowód Orange o przepustowości 1 Gb/s. Przez Wi-Fi byłem w stanie osiągnąć prędkość maksymalnie 450 Mb/s, czyli ponad dwukrotnie niższą. Kabel był więc koniecznością.

Stacja dokująca od CalDigit jak na razie spisuje się świetnie, choć brakuje mi w niej dodatkowego złącza 3,5 mm z tyłu obudowy. W efekcie nie mogę podłączyć do niej głośników bez zakłócania biurkowego feng shui (podłączam je zamiast tego do gniazda w monitorze).

CalDigit TS3 Plus nie potrafi co prawda dostarczyć pełnych 96 W mocy, które pobiera MacBook Pro 16 z fabrycznej ładowarki, ale dostarcza 85 W, co w zupełności wystarczy.

Krok drugi to oczywiście monitor

Można co prawda podłączyć stację dokującą do laptopa, by zyskać więcej portów rozszerzeń i używać go dalej jako laptopa, ale znacznie lepiej jest na biurku podłączyć do niego zewnętrzny, większy monitor.

Tutaj wybór jest już kwestią w pełni indywidualną. Ja postawiłem na profesjonalny monitor graficzny, kto inny postawi na monitor ultrawide lub panel z wysoką częstotliwością odświeżania.

Warto się jednak upewnić, czy wybrana przez nas stacja dokująca (i nasz laptop, przy okazji) wspiera parametry konkretnego monitora albo dany typ przewodów.

W moim przypadku okazało się, że MacBook Pro, zapewne za sprawą systemu operacyjnego, nie lubi się z kablami Display Port 1.4, które wspiera stacja dokująca. Za nic nie mogłem utrzymać stabilnego połączenia z monitorem używając tego kabla, choć działał on bezproblemowo w parze z moim pecetem i drugim laptopem.

Rozwiązaniem okazała się zmiana kabla na Display Port 1.2. Wszystkie problemy zniknęły jak ręką odjął.

Dodam też, że w przypadku komputerów Apple’a warto nieco bardziej rozważyć dobór rozmiaru i rozdzielczości monitora. Już tłumaczę.

W przeciwieństwie do Windowsa 10, gdzie skalowanie interfejsu nie ma żadnego wpływu na płynność działania komputera, na macOS interfejs skalowany jest albo w domyślnej rozdzielczości monitora, albo w rozdzielczości skalowanej. Gdy stosujemy to drugie wyjście, system renderuje obraz w rozdzielczości dwukrotnie wyższej od zadanej rozdzielczości skalowania – czyli jeśli obrazek wygląda jak na monitorze 2560 x 1440 px, to de facto macOS renderuje go w rozdzielczości 5120 x 2880 px.

To sprawia, że nieodpowiednie skalowanie może znacząco spowolnić nasz komputer, ale też, że obrazek na niektórych monitorach może nie wyglądać dobrze.

Na monitorze 32” interfejs w natywnym 4K jest za mały, by móc z niego komfortowo korzystać. Idealnie wygląda skalowanie do 3008 x 1692, ale wtedy rozdzielczość jest za wysoka do wyrenderowania nawet dla MacBooka Pro 16.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa

Najmniej obciążające komputer skalowanie do 1920 x 1080 px wygląda z kolei tragicznie na monitorze 4K – wszystko jest za wielkie. Zostaje więc skalowanie 2560 x 1440 px, które nie jest idealne, ale jest dobrym kompromisem.

Na monitorze 4K o przekątnej 27” lub monitorze typu ultrawide 34” ten problem by nie istniał. Podobnie jak nie istniałby na monitorze o rozdzielczości Full HD.

Dobierając panel do Maca warto więc zadbać o to, by jak najlepiej pasował on do interfejsu macOS. Nie bez przyczyny dedykowane monitory LG Ultrawide mają taką a nie inną przekątną i rozdzielczość.

Krok trzeci (opcjonalny) – podłączamy klawiaturę, myszkę i głośniki

Ten krok jest opcjonalny, gdyż zawsze możemy przecież pracować na laptopie z otwartą klapą, stawiając go przed monitorem. Wtedy wykorzystujemy wbudowaną klawiaturę i gładzik laptopa, możemy też nawet korzystać z wbudowanych głośników, jeśli sobie tego życzymy.

Takie rozwiązanie nie jest jednak najbardziej ergonomiczne na świecie. Lepiej jest odstawić laptop na bok i – niezależnie od tego, czy pracujemy z otwartą, czy zamkniętą klapą – podłączyć dedykowane akcesoria.

Osobiście korzystam z peryferiów bezprzewodowych, bo często przesuwam je po biurku i je z niego zdejmuję na potrzeby zdjęć. W kwestii myszki postawiłem na Logitech MX Master 3, zaś w kwestii klawiatury wybrałem Magic Keyboard drugiej generacji. O ile myszka Logitecha działa jak złoto (choć po kilku miesiącach szara wersja zaczyna się brzydko odbarwiać…), tak klawiatura jest co najwyżej przeciętna.

O wiele bardziej wolałbym podłączyć do Maca Logitech MX Keys, ale niestety, projektanci umieścili w niej prawy klawisz cmd nie obok spacji, a na wysokości prawego małego palca. Wpisywanie polskich znaków jest więc tam skrajnie niewygodne.

Jeśli mamy stację dokującą wyposażoną w dostateczną liczbę portów, można się pokusić o podłączenie peryferiów przewodowych. Z pewnością docenią to gracze, którzy do swoich laptopów gamingowych będą chcieli podłączyć porządne klawiatury mechaniczne i myszki albo przewodowe, albo bezprzewodowe wymagające „dongla” USB do podłączenia.

Zostaje jeszcze w pełni indywidualna kwestia audio. Znam ludzi, którzy są w pełni usatysfakcjonowani brzmieniem głośników wbudowanych w monitor (i dziwię się, że jeszcze jesteśmy kolegami…). Znam też ludzi, którzy głośników nie używają w ogóle i korzystają wyłącznie ze słuchawek.

Osobiście jednak muszę mieć na biurku parę dobrych głośników, bo lubię słuchać muzyki w czasie pracy. Jakiś czas temu zastąpiłem moje wysłużone Edifiery RT1280 monitorami aktywnymi Presonus Eris E3.5 i… trochę je kocham, trochę nienawidzę. Kocham to, jak brzmią – w tej cenie nie słyszałem lepiej grających głośników. Nienawidzę za to faktu, że nie są porządnie ekranowane, więc jeśli położę na nich telefon, to każde połączenie poprzedza krótkie „ty tyryty tyryty”, jakby znów był 99’. Nie muszę chyba dodawać, że będą pierwszym elementem, który zniknie z mojego biurka w tym roku.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa

Użytkownicy komputerów Apple’a mogą korzystać też z bezprzewodowych słuchawek Bluetooth, jak Sennheisery PXC 550 II, które obecnie testuję. Posiadacze komputerów z Windowsem 10 mają tu mniej szczęścia – Bluetooth audio działa tak kapryśnie, że większość słuchawek bezprzewodowych Bluetooth albo nie łączy się z Windowsem 10 wcale, albo działa w bardzo ograniczonym zakresie. Zostają więc słuchawki przewodowe lub słuchawki podłączane przy użyciu adaptera USB.

Krok czwarty – podłącz co tylko zechcesz

Największą zaletą komputera stacjonarnego był dla mnie właśnie komfort podłączenia dowolnej liczby akcesoriów, bez obaw o to, że zabraknie mi złączy.

Gdy postanowimy zamienić laptop w desktopa, siłą rzeczy jesteśmy ograniczeni liczbą portów, które ma albo sam laptop, albo stacja dokująca.

Tutaj jednak zawsze można znaleźć wyjście z sytuacji. Jeśli stacja dokująca ma za mało gniazd, zawsze można podłączyć dodatkowy replikator portów.

Sam oprócz wspomnianych wyżej peryferiów regularnie podłączam co najmniej dwie rzeczy – karty pamięci i dyski zewnętrzne.

MacBook Pro 16 nie ma wbudowanego slotu na karty SD, więc gniazdo w stacji CalDigit TS3 Plus to wybawienie.

MacBook Pro 16 recenzja długoterminowa
Jeden kabel łączy MacBooka z wszystkimi akcesoriami i dostarcza prąd.

1 TB wbudowanego SSD również nie na wszystko wystarcza, więc do stacji dokującej niemal stale podpięty jest zewnętrzny napęd SSD, który pełni rolę tzw. „scratchdisku”, czyli dysku roboczego do obróbki wideo czy zdjęć. Obecnie tę rolę pełni SanDisk Extreme Pro SSD o pojemności 1 TB, którego aktualnie testuję.

Do peceta podłączałem też zewnętrzny DAS z dyskami HDD, celem robienia kopii zapasowej. Ale jako że mechanizm odłączania dysków w macOS jest wyjątkowo upierdliwy („wciśnij wysuń przed usunięciem dysku” – no który mamy rok??), tę rolę pełni mój bezgłośny NAS od Qnapa. Dzięki temu, że MacBook jest podłączony do routera kablem, transfer plików na dysk sieciowy przebiega błyskawicznie.

Tym sposobem zapewniam sobie kopię zapasową w trzech miejscach – jedną na wbudowanym dysku Maca, jedną na zewnętrznym dysku na wypadek awarii komputera i jedną w chmurze OneDrive, na wypadek prawdziwego wypadku (kradzieży, pożaru, etc.).

Krok piąty – zapanuj nad bałaganem

Ostatnim krokiem, gdy już podłączymy wszystkie gadżety do laptopa, jest sprawienie, by całość prezentowała się w miarę estetycznie.

Jeśli pracujemy z otwartą klapą laptopa, dobrze jest zadbać o jakąś podstawkę. Takie rozwiązanie ma co najmniej dwie zalety – stawia ekran laptopa w bardziej ergonomicznej pozycji, na równi z monitorem, oraz uwalnia miejsce na biurku.

Z rozwiązań, które osobiście przetestowałem, bardzo polecam niedrogą, regulowaną podstawkę Millenium Laptop Stand. To prosta, ale solidna metalowa konstrukcja, która zapewnia laptopowi odpowiedni przepływ powietrza. Podstawka jest też w całości pokryta gumowanym materiałem w miejscach styku z komputerem, więc nie ma obaw, że przypadkiem porysujemy laptopowi obudowę.

Podstawka jest też dostępna w formie ramienia doczepianego do blatu biurka – dla tych, którzy chcą oszczędzić jak najwięcej miejsca.

Jeśli pracujemy z zamkniętą klapą, również dobrze jest znaleźć podstawkę, dzięki której postawimy laptop w pionie, by zajmował on mniej miejsca.

Sam jak na razie kładę laptop zamknięty na brzegu biurka, ale docelowo chciałbym go umieścić na podstawce pokroju Twelve South BookArc, która utrzymuje laptop w pionie, jednocześnie nie blokując wylotu powietrza (jak np. aluminiowe uchwyty).

Laptop to nie tylko komputer przenośny.

To po prostu komputer. Taki, który w każdej chwili może stać się domowym centrum rozrywki lub głównym narzędziem pracy, podłączonym do niezbędnych akcesoriów.

Niby to nic nowego. Sam przecież korzystałem z laptopa w ten sposób już blisko 10 lat temu. Dopiero od niedawna jednak, dzięki zastosowaniu portu Thunderbolt 3, możliwe jest tak wygodne połączenie wszystkich peryferiów, przy jednoczesnym ładowaniu komputera jednym kablem.

I tak jak kiedyś laptop jako desktop był opcją wykonalną, ale nieszczególnie elegancką, tak dziś role się odwróciły – przekształcenie laptopa w desktop może być nie tylko banalnie proste, ale też znacznie bardziej eleganckie niż korzystanie z klasycznej „stacjonarki”.

PS. Tydzień po napisaniu tego tekstu musiałem niestety rozmontować powyższy setup i powrócić do starego, dobrego komputera stacjonarnego z Windowsem 10. Powód? Notoryczne przegrzewanie się MacBooka Pro 16 w parze z monitorem 4K. Więcej o tym problemie możecie przeczytać w osobnym tekście – problem istnieje od lat i Apple nic z nim nie robi. Sądziłem, że zmiana skalowania monitora załatwi sprawę, ale niestety tylko wydłużyła nieco czas nagrzewania; po 3-4 godzinach wzmożonej pracy mój (teoretycznie mocniejszy) MacBook działał dwukrotnie wolniej niż blisko dwuletni desktop. Morał z tego taki – jeśli chcecie korzystać z Maca stacjonarnie, lepiej kupcie iMaca lub… MacBooka Pro 13. O ironio, mniejsze laptopy bez dedykowanego GPU problemu z przegrzewaniem się nie mają.

Dołącz do dyskusji