To świetny moment aby wrócić do darmowego Apex Legends. Nowy Revenant absolutnie wymiata

Relacja/Gry 07.02.2020
To świetny moment aby wrócić do darmowego Apex Legends. Nowy Revenant absolutnie wymiata

To świetny moment aby wrócić do darmowego Apex Legends. Nowy Revenant absolutnie wymiata

Czwarty sezon Apex Legends właśnie się rozpoczął. Wraz z nim zmieniła się mapa gry, dokręcono balans rozgrywki, a zabójca Revenant jest już grywalną postacią. Nawet taki amator jak ja musi przyznać, że gra się nim świetnie. Chociaż zdecydowanie nie jest to najbardziej wszechstronny (anty)bohater.

Kilka dni temu rozpływałem się nad tym, jak zachwyciła mnie kampania reklamowa zapowiadająca Revenanta. To był naprawdę oryginalny, kreatywny zabieg marketingowy. Teraz mechaniczny zabójca trafił do katalogu grywalnych herosów (legend), wyrastając na nową ikonę Apex Legends. To właśnie Revenant przyciągnął mnie na nowo do sieciowej strzelaniny, z którą nie miałem kontaktu od miesięcy. Boleśnie odbiło się to na moich wynikach w tym battle royale.

Nowa postać jest świetna, chociaż raczej nie najbardziej wszechstronna.

Revenant to zabójca, nie żołnierz. Dlatego w moich rękach ten przerażający android najlepiej spisuje się jako jednostka flankująca oraz wsparcie. Gdy postawny Gibraltar bierze na siebie uwagę przeciwników, cichy Revenant powinien szukać lepszego kąta dla ataku, aby zmaksymalizować pierwsze uderzenie. Bo to właśnie od tego pierwszego uderzenia zależy naprawdę wiele.

Specjalna umiejętność aktywna nowej postaci to Silence – swoisty energetyczny granat, który zadaje obrażenia oraz blokuje umiejętności specjalne przeciwników na 10 sekund. Co świetne i nieoczywiste, przygotowując się do rzucenia Silence, Revenant wciąż może strzelać z broni, a nawet chwycić w dłoń drugi, klasyczny granat! Dzięki temu pierwsze uderzenie obszarowe może być tym decydującym: zadajesz obrażenia, blokujesz wrogie umiejętności i np. podpalasz przeciwników.

Ultimate naszego zabójcy jest dyskusyjne. Rewelacyjne w budynkach, kiepskie na zewnątrz.

Teoretycznie Death Totem brzmi jak bardzo potężna umiejętność. Z jej opisu wynika, że dzięki artefaktowi członkowie naszej drużyny (oraz sam Revenant) nie mogą umrzeć. Zamiast zostać powalonym bądź zabitym, wracamy z resztą życia w miejsce gdzie został położony totem. Świetne? Trochę tak, trochę nie.

Jeśli Death Totem został położony na drugim piętrze budynku, z daleka od wzroku przeciwnika, drużyna faktycznie może powiedzieć, że dostała drugą szansę. Najczęściej totemy stawiane są jednak zaraz po rozpoczęciu walki, ponieważ istnieją jedynie przez określony, dosyć krótki czas. Oznacza to, że przeciwnicy mają sporą szansę na zobaczenie mrocznego artefaktu.

Doskonałą kontrą wobec totemu Revenanta jest Caustic ze swoją chmurą trującego gazu. Wystarczy żeby zielone obłoki pojawiły się w pobliżu artefaktu, a przeniesieni gracze obudzą się w śmiertelnej pułapce. Mniej dobrą, ale również skuteczną kontrą wobec totemu jest nalot w wykonaniu Gibraltara. Jeśli wroga drużyna wie, gdzie położony jest totem, jego praktyczność spada niemal do zera. Z kolei jeśli Revenant nieco oddali się od walki, aby aktywować artefakt w bezpiecznym miejscu, nie będzie mógł jednocześnie wspierać towarzyszy ogniem.

Z tych powodów Revenant spisuje się świetnie jako postać defensywna.

Jeśli nasza drużyna zapewniła sobie wygodne miejsce do obrony, znaczenie totemu zlokalizowanego gdzieś w piwnicy albo na piętrze jest gigantyczne. W takich sytuacjach Revenant kapitalnie współpracuje z herosami Caustic i Lifeline. Wskrzeszanie, leczenie, a do tego trujące obłoki – większość wrogich drużyn próbujących odbić budynek nie ma na to szans.

Zaskoczony i będący w potrzasku, Revenant traci na znaczeniu. Jeśli jednak mamy okazję przygotować zasadzkę na przeciwnika, jeśli mamy szansę przeprowadzić pierwsze uderzenie, tutaj mechaniczny zabójca błyszczy karmazynowym lakierem. Daje realną przewagę drużynie. Jeżeli jednak to nieświadomy Revenant jest na muszce przeciwnika, może być kiepsko. Zwłaszcza, że nowy heros otrzymuje pięć proc. więcej obrażeń niż większość legend.

Za to jako w kwestii wykonania Revenant nie ma sobie równych.

To dla mnie najciekawsza, najbardziej wyrazista i najbardziej barwna postać, jaka pojawiła się w Apex Legends. Dialogi zabójcy są kapitalne. Jego ruchy niepokojące. Jego głos nie do zapomnienia. Animacja braku aktywności dla tej legendy to absolutne 10/10, aż włos jeży się na głowie. Tak samo animacja podczas lotu, gdy Revenant zamienia się w widmo z nienaturalnie wydłużonymi kończynami.

Granie jako Revenant jest po prostu przyjemne. Zwłaszcza, że heros potrafi błyskawicznie poruszać się podczas kucania, a do tego szybciej wspina się na budynki i skacze nieco wyżej. Może nie jest to najlepsza postać dla niedoświadczonych graczy takich jak ja, ale w menu wyboru herosa naprawdę trudno odmówić temu syntetycznemu koszmarowi. Jest tak mroczny i zły, że aż dobry. Uwielbiam go wybierać, zapewne ku rozpaczy pozostałych członków drużyny.

Revenant to doskonały powód aby wrócić do Apex Legends. Zwłaszcza, że wraz z nowym sezonem producenci przygotowali szereg atrakcji. Mapa została radykalnie zmieniona. Karabiny snajperskie otrzymały własną amunicję. Broń L-STAR dawniej pojawiająca się wyłącznie z zrzutach zaopatrzenia teraz jest do zdobycia podczas eksploracji. Kary dla osób wychodzących w trakcie meczu zostały zwiększone, a battle pass wypełniono nowymi kosmetykami do zgarnięcia.

Ach, no i producenci przygotowali prezent z okazji pierwszych urodzin Apex Legends dla każdego, kto zaloguje się do gry.

Dołącz do dyskusji