Już nawet sekretarz ONZ nie wierzy, że politycy zrobią cokolwiek w sprawie globalnego ocieplenia

Felieton/Ekologia 04.12.2019
Już nawet sekretarz ONZ nie wierzy, że politycy zrobią cokolwiek w sprawie globalnego ocieplenia

Już nawet sekretarz ONZ nie wierzy, że politycy zrobią cokolwiek w sprawie globalnego ocieplenia

Wiem, że niektórym nadal trudno w to uwierzyć, ale zapoczątkowane przez aktywność człowieka zmiany klimatyczne uporczywie stają się coraz większym problemem. Nadal również nie robimy zbyt wiele, żeby tym problemem być przestały. Ale zorganizowaliśmy kolejny szczyt klimatyczny – tym razem w Madrycie.

Delegacje najbardziej potrzebnych tam krajów, czyli Stanów Zjednoczonych i Chin, pojawiły się w Hiszpanii, owszem. Ale ich skład sugeruje, że pełnią tam co najwyżej funkcje reprezentatywne i ich członkowie nie obiecają w Madrycie raczej nic ciekawego.

Jedyną ciekawą rzeczą jest sam skład amerykańskiej reprezentacji, złożony tylko i wyłącznie z członków tamtejszej partii demokratycznej. Do Madrytu nie przyjechał ani jeden przedstawiciel Republikanów. Donald Trump, zamiast w Hiszpanii, przebywa obecnie w Londynie, gdzie bierze udział w uroczystościach na cześć 70. urodzin NATO i nie ma czasu na zajmowanie się kryzysem klimatycznym, który według niego i tak jest jednym wielkim przekrętem naukowców. Mówimy tu o głowie państwa, które emituje najwięcej dwutlenku węgla, jeśli chodzi o emisję per capita. Gratuluję.

Sekretarz generalny ONZ, António Guterres, na razie skupił się jednak na krytyce Chin. Uwaga, cytuję:

— Chociaż Chiny są obecnie największym inwestorem w energię odnawialną, są również największym na świecie podmiotem korzystającym z węgla i konsumentem największej ilości energii. Obecny sposób, w jaki Chiny zasilają swoją gospodarkę, w porównaniu do tego, o co prosi ich reszta planety, jest daleki od uznania za bycie rozwiązanym problemem.

Szczyt klimatyczny w Madrycie to kolejny zjazd polityków, z którego nie wyniknie nic wielkiego

Rzeczywiście, Guterres ma rację. Problem polega jednak na tym, że Chiny nie są jedynym krajem, do którego można mieć zastrzeżenia. Tak właściwie to żaden kraj, który emituje do atmosfery znaczącą część gazów cieplarnianych, nie zredukował jej na tyle, żeby zmieścić się w limitach ustalonych w ramach porozumienia paryskiego. Niektóre kraje trochę się ograniczyły, owszem, ale w ogólnym rozrachunku i ujęciu: nic to nie daje.

Z najnowszego raportu ONZ wynika zresztą, że przy obecnym tempie emisji średnia globalna temperatura wzrośnie nie o 1,5, czy o 2 stopnie Celsjusza, tylko o… 3,2 stopnia.

Wzrost ten jest wystarczający, żeby wywołać klimatyczną reakcję łańcuchową: podniesienie się poziomu mórz, topnienie pokryw lodowych, coraz bardziej ekstremalne zjawiska pogodowe, migracje klimatyczne, śmierć raf koralowych, powiększający się obszar stref beztlenowych w oceanie, zmiany bądź całkowite zatrzymanie się niektórych prądów morskich, i tak dalej, i tak dalej…

Nie są to żadne szokujące doniesienia

Do identycznych wniosków doszli również autorzy ostrzegawczego artykułu, który ukazał się w czasopiśmie Nature, którzy ostrzegają wprost: dalsza ignorancja w temacie emisji gazów cieplarnianych doprowadzi do katastrofy klimatycznej i sprawi, że życie na naszej planecie będzie o wiele trudniejsze niż dzisiaj.

Naukowcy ostrzegają zresztą przed ignorancją w tym temacie już od kilku dekad, więc tegoroczne doniesienia trudno nazwać przełomowymi. Wszystko leży jednak w rękach polityków, którzy z uporem godnym lepszej sprawy ignorują wszystkie naukowe raporty, żeby nie przeszkadzać w rozwoju swoim rodzimym gałęziom przemysłu.

— Wciąż brakuje woli politycznej. Woli do ustalenia wyższych cen węgla. Woli do zaprzestania subsydiowania paliw kopalnych. Woli do zaprzestania budowy elektrowni węglowych. Woli do przeniesienia opodatkowania z dochodu na węgiel. I woli do opodatkowania zanieczyszczenia zamiast ludzi. – mówi sekretarz generalny ONZ, António Guterres.

Ekologia po prostu nie idzie w parze z interesem państwowym

Trudno się z nim nie zgodzić. Nie bardzo rozumiem zresztą, jaki jest sens w organizowaniu kolejnych szczytów klimatycznych, z których nic nie wynika. Niby co ma się stać w Madrycie? Tysiące urzędników państwowych, którzy w większości przylecieli do stolicy Hiszpanii samolotami, będzie debatować nad tym, dlaczego właściwie nie uda się spełnić warunków, które ustalili cztery lata temu w Paryżu?

Szczyty klimatyczne w obecnej formie nie mają większego sensu. Każdy kraj zorientowany jest na prowadzenie swojej własnej polityki energetycznej, która zazwyczaj ma niewiele wspólnego z jakąś tam ekologią.

Gdyby było inaczej, taka Europa na przykład już dawno ruszyłaby z masową budową elektrowni jądrowych, zamiast bawić się w podwodne gazociągi. No ale, tak jak powiedział Pan Guterres, do tego potrzebna jest wola. Bo technologie, które pozwoliłyby nam na znaczącą redukcję emisji gazów cieplarnianych, już mamy.

Także pozwólcie, że podsumuję szczyt klimatyczny w Madrycie, zanim się skończy: nic wielkiego się nie zdarzy, żaden kraj nie wprowadzi żadnych daleko idących zmian, a Ziemia będzie ocieplać się dokładnie w takim samym tempie, jak robi to dzisiaj. Przyszłym pokoleniom życzymy powodzenia w radzeniu sobie z naszą spuścizną. Dacie radę. Albo nie. Nie wiadomo.

Dołącz do dyskusji