Zakup od pierwszego wejrzenia (albo i nie). Garmin vivomove Style – recenzja

Recenzja/Sprzęt 06.12.2019
Zakup od pierwszego wejrzenia (albo i nie). Garmin vivomove Style – recenzja

Zakup od pierwszego wejrzenia (albo i nie). Garmin vivomove Style – recenzja

Wszystko, co najlepsze z klasycznego zegarka, połączone ze wszystkim, co najlepsze ze smart zegarka i zegarka sportowego. Tak przynajmniej w teorii zapowiada się Garmin vivomove Style. A jak jest w rzeczywistości?

Blisko. Momentami bardzo blisko. Ale to pytanie wymaga niestety zdecydowanie dłuższej odpowiedzi.

Garmin vivomove Style – czyli właściwie co?

Na początek ustalmy może, czym dokładnie jest vivomove Style. Jeśli komuś ta nazwa wydaje się znajoma, to zdecydowanie ma rację. Garmin miał już w swojej ofercie urządzenia z tej serii, która skupia tzw. zegarki hybrydowe – wyglądające na pierwszy rzut oka jak klasyczne (fizyczne wskazówki i takie tam), ale jednocześnie potrafiące o wiele, wiele więcej.

Na start, jeszcze w 2016 r., był po prostu vivomove. Jego hybrydowość polegała głównie na wyświetlaniu procentowego postępu w liczbie wykonywanych dziennie kroków i synchronizacji z telefonem. To tyle. Ten zegarek miał głównie dobrze wyglądać i – przynajmniej na grafikach producenta – tak było.

Rok później zadebiutował vivomove HR. Pomysł był ten sam, ale wykonanie zdecydowanie inne. Dodano między innymi zatopiony w tarczy malutki wyświetlacz (kiepsko widoczny w słońcu), trochę funkcji smart i opcję nadgarstkowego pomiaru tętna. Było coraz lepiej, ale jeszcze do perfekcji brakowało sporo.

I wreszcie w 2019 r. na rynek trafiły kolejne produkty z tej serii. Vivomove 3 oraz 3S, a także vivomove Style i Luxe. Czym się charakteryzują i co je różni?

vivomove 3 i 3S:

  • rozmiar koperty: 39 mm (3S), 44 mm (4)
  • ramka ze stali nierdzewnej, cztery kolory do wyboru
  • materiał obudowy: tworzywo wzmocnione włóknem szklanym
  • ochrona ekranu: chemicznie wzmocnione szkło
  • paski z opcją szybkiem wymiary (20 mm)
  • materiał paska: silikon
  • dotykowy ekran: tak
  • kolorowy ekran: nie
  • rodzaj wyświetlacza: OLED
  • rozdzielczość wyświetlacza: 64 × 132 pikseli (3S i 3)
  • wymiary wyświetlacza: 8,90 x 18,30 mm (3S i 3)
  • wodoszczelność: pływanie, 5 ATM
  • akumulator: do 5 dni bez ładowania
  • funkcje sportowe: do 7 trybów treningu, pomiar stresu, Body Battery, synchronizacja z Garmin Connect, pomiar tętna, monitorowanie nawodnienia, monitorowanie snu, połączony GPS, monitorowanie aktywności, monitorowanie oddechu

Jeśli chodzi o układ ekranu/ekranów, to vivomove 3 i 3S są bardzo podobne do vivomove HR. Ekran znajduje się wyłącznie w dolnej części tarczy i nie jest kolorowy. Jest natomiast dotykowy.

vivomove Style i Luxe:

  • rozmiar koperty: 42 mm
  • materiał koperty: aluminium (Style), stal nierdzewna (Luxe)
  • materiał obudowy: aluminium (Style), stal nierdzewna (Luxe)
  • ochrona ekranu: Gorilla Glass 3 (Style), szkło szafirowe (Luxe)
  • paski z opcją szybkiej wymiany (20 mm)
  • materiał paska: nylon, silikon (Style), skóra (Luxe)
  • dotykowy ekran: tak
  • kolorowy ekran: tak
  • rodzaj wyświetlacza: AMOLED
  • rozdzielczość wyświetlacza: 240 × 240 pikseli
  • wymiary wyświetlacza: 24,10 x 18,70 mm
  • wodoszczelność: pływanie, 5 ATM
  • akumulator: do 5 dni bez ładowania
  • funkcje sportowe: do 7 trybów treningu, pomiar stresu, Body Battery, synchronizacja z Garmin Connect, pomiar tętna, monitorowanie nawodnienia, monitorowanie snu, połączony GPS, monitorowanie aktywności, monitorowanie oddechy
  • dodatkowo: obsługa płatności Garmin Pay

W kwestii możliwości Style i Luxe nie oferują więc wiele więcej, chyba że niezwykle ważne jest dla was (dla mnie jest) wsparcie dla Garmin Pay. Kluczową różnicą jest tutaj materiał, z jakiego wykonane zostały poszczególne elementy zegarka i fakt, że udało się w niego wkomponować dodatkowy… kolorowy ekran dotykowy. Tak, po wybudzeniu zegarka gestem albo dotykiem naszym oczom ukazuje się w pełni funkcjonalny wyświetlacz dotykowy, a przy okazji wskazówki wykonują swój mały taniec – zależny od tego, co mają nam pokazywać.

Brzmi doskonale? No to sprawdźmy, jak spisuje się to na co dzień.

Garmin vivomove Style jako codzienny, ładny zegarek.

Wygląd to kwestia gustu, więc nie poświęcę mu zbyt wiele miejsca – co innego natomiast wygoda.

A vivomove Style zdecydowanie należą się plusy za wygodę, głównie wynikającą z jego rozmiarów. Cała obudowa ma zaledwie 42 mm średnicy i 11,9 mm grubości, przy śmiesznie niskiej masie 25,5 g (z paskiem nylonowym – 35 g). Mój codzienny 945 przy vivomove Style nagle zaczął wydawać się jakiś taki zbyt duży i zbyt ciężki.

Jeśli więc wymagacie od zegarka, żeby był kompletnie, absolutnie niewyczuwalny nawet wtedy, kiedy nosicie go bez zdejmowania kolejny dzień z rzędu – ten wymóg vivomove Style odznacza na liście z łatwością.

Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o samym pasku z nylonowej plecionki. Jest – przynajmniej jak na mój gust – zdecydowanie zbyt sztywny i podczas zakładania go nie mogłem pozbyć się wrażenia, że raczej załamuje się on na mojej ręce, niż układa na niej. Podobnie podczas treningów nie byłem w tanie zapiąć go wygodnie tak, żeby nie przemieszczał się podczas ruszania ręką.

Zakładam, że z czasem pasek odrobinę zmięknie i będzie wygodniejszy. Zawsze można też kupić pasek z innego materiału – przykładowo silikon będzie dużo łatwiejszy do utrzymania w czystości, jeśli dużo trenujemy. A jeśli nie – możemy wtedy zostać przy nylonie. Wygląda dobrze, nie obciera i nie męczy przesadnie ręki.

Co do samego wyglądu zegarka – mam mieszane uczucia.

Głównie pewnie dlatego, że egzemplarz testowy otrzymałem w raczej smutnej wersji kolorystycznej, tj. wszystko co się da na czarno, która przy okazji – pewnie przez swoją niską masę – nie daje raczej specjalnie premiumowego poczucia w dotyku.

Trochę przy tym szkoda, że nie ma większych możliwości tworzenia własnych zestawów na start. Gdybym miał bowiem kupować vivomove Style, pewnie wybrałbym wersję z jasną tarczą i kopertą, ale zdecydowanie nie z zielonym paskiem. I w obecnej sytuacji nie mogę zamówić takiego zestawu – muszę go sobie skompletować osobno.

Nie da się jednak ukryć, że jeśli ktoś przejmuje się tym, co do czego pasuje, to prędzej na wyjście na miasto – nawet nieformalne – założyłby vivomove Style zamiast np. 245. Chociażby po to, żeby musieć się trochę mniej tłumaczyć z tego, cóż to znowu założył na rękę i gdzie to ma wskazówki.

Do samej jakości wykonania nie mogę się nijak przyczepić. Aluminiowe elementy są dobrze spasowane i solidne w dotyku. Tak samo solidne jest szkiełko kryjące wyświetlacz, choć niestety – z racji jednej dostępnej formy nawigacji – trzeba je dość często czyścić, bo inaczej wygląda naprawdę nieładnie.

Tak, vivomove nie ma żadnych przycisków. Co prowadzi nas do kolejnego ważnego punktu:

Jak się tym w ogóle steruje?

Akumulator starcza na mniej więcej 3-4 dni dość intensywnego użytkowania.

Odpowiedź skrócona brzmi: dotykiem. Ale to tylko część historii.

Wyświetlacz można aktywować na dwa sposoby – albo podniesieniem nadgarstka (wykrywanie działa bardzo dobrze), albo podwójnym dotknięciem. Wtedy naszym oczom ukarze się wybrana przez nas cyfrowa tarcza zegara (tak, jest kilka do wyboru).

Potem możemy przewijać ekrany w prawo i w lewo, dostając dostęp m.in. do widgetów kroków, pokonanych pięter, minut intensywnej aktywności, Body Battery, Stresu, nawodnienia, tętna, oddechu, sterowania muzyką, pogody, kalendarza, powiadomień, etc.

Co najbardziej efektowne, jeśli któryś z tych parametrów ma formę graficzną, np. wykresu, to wskazówki układają się we wskaźnik tego parametru. Efektowne, choć nie jestem pewien, czy na dłuższą metę nie byłoby trochę męczące. Z drugiej strony – dzięki temu nie zasłaniają żadnych informacji, a jeśli mogłyby zasłaniać, a nie są wykorzystywane do pokazywania czegokolwiek – rozsuwają się tak, żeby nie przeszkadzać. Co – tak, zgadliście – uniemożliwia czasem odczytanie godziny podczas przebywania w danym widgecie.

Ekran główny po wybudzeniu można też przesunąć w dół. Trafimy wtedy do menu skrótów, w którym znajdziemy m.in. skrót do Garmin Pay, przejścia do trybu cichego i powrotu do ekranu głównego.

Kolejne menu ujawni się nam, kiedy przytrzymamy palec na aktywowanym ekranie głównym. To tutaj możemy zmieniać ustawienia zegarka, to tutaj możemy aktywować monitorowanie treningu albo np. nastawić stoper. Niektóre elementy obsługi są przy tym podobne do tych z np. Vivosporta – chociażby podwójne dotknięcie ekranu do uruchomienia aktywności.

I czy to dobrze działa?

Zaskakująco dobrze, choć nie idealnie.

Przede wszystkim, co było moją główną obawą, kolorowy wyświetlacz jest nie tylko niezłej jakości (choć czasami wygląda trochę jak przez mgłę, a podświetlone elementy mają specyficzna poświatę, widoczną na zdjęciach), ale i widać go nawet w słońcu. Może i nie jest najbardziej kontrastowym i najjaśniejszym wyświetlaczem w historii, ale po prostu w większości sytuacji daje radę.

Nie ma też większych problemów z rejestrowaniem naszych dotknięć i przesunięć, chociaż nie – nie jest to ani Apple Watch, ani Garmin Venu. Czasem niektóre gesty nie są rejestrowane, czasem niektóre trzeba powtórzyć. Nie jest to częste, ale nie jestem w stanie napisać, że wszystko działa doskonale.

Zdecydowanie też trzeba się przyzwyczaić do tego, kiedy ekran trzeba przesuwać, kiedy tapać, kiedy tapać podwójnie, a kiedy przytrzymywać. Po pewnym czasie wydaje się to oczywiste, ale dla początkującego może się to okazać czarną magią.

Szkoda też, że nie zdecydowano się na ani jeden przycisk fizyczny. Tym bardziej, że zdecydowanie nie zaszkodziłyby raczej niezbyt urozmaiconej obudowie vivomove Style.

Garmin vivomove Style – funkcje sportowe

Mały, ale imponujący dodatek – wskazówki na poszczególnych widgetach nie pokazują godziny, a zmieniają się w analogowy wskaźnik danego parametru.

Tutaj można podzielić opis na dwie częścji:

Monitorowanie codziennej aktywności.

Pod tym względem vivomove Style wypada naprawdę dobrze, monitorując właściwie wszystkie istotne parametry dotyczące aktywności, w tym chociażby:

  • kroki
  • sen (wraz z podziałem na fazy, etc.)
  • saturację krwi tlenem
  • kalorie
  • piętra w górę
  • minuty intensywnej aktyności
  • tętno (przez całą dobę)
  • Body Battery
  • stres
  • cykl menstruacyjny
  • nawodnienie
  • oddychanie

Niczego istotnego raczej nie brakuje. Możemy spokojnie nosić przez cały dzień leciutkiego vivomove’a i mieć wyniki jak z busolo-Fenixa. Idealnie.

Zostaje jednak kwestia druga:

Monitorowanie treningów.

To zależy.

Zaczyna się dobrze – w przypadku nowych modeli vivomove Garmin pozwala bowiem wykorzystywać GPS telefonu. Pomimo więc faktu, że vivomove Style (i żaden inny) nie ma swojego modułu lokalizacyjnego, możemy zapisywać kompletne treningi na świeżym powietrzu, wraz ze śladem, o ile mamy przy sobie telefon. Cała procedura jest prosta i bezbolesna, choć niestety – przynajmniej na iOS – wymaga uruchomienia aplikacji i zaakceptowania prośby o lokalizowanie.

Spory plus, choć nie wiem, czy nie był to po prostu do tej pory minus – Fitbit pozwalał na takie rozwiązanie od lat, nawet w najprostszych opaskach.

Lista wspieranych sportów nie jest niestety przesadnie długa i obejmuje:

  • kardio
  • bieg
  • maszyny siłowe (z liczeniem powtórzeń)
  • jogę
  • jazdę rowerem
  • pływanie na basenie (z liczeniem dystansu i pomiarem tętna)
  • chód
  • inne
  • maszyny eliptyczne
  • stepper

Jest więc właściwie wszystko, a może i nawet więcej, niż można byłoby się spodziewać po sprzęcie hybrydowym. Pamiętam, że mój pierwszy Forerunner 305 miał tylko opcję biegania i inne.

Trochę natomiast bawi, że nie można mieć tych wszystkich aktywności do wyboru jednocześnie na zegarku. Lista może mieć maksymalnie 6 pozycji, z czego dwie są na stałe zarezerwowane dla biegu i chodu. No, przynajmniej teoretycznie, bo u mnie eliminacja chodu z listy nie stanowiła najmniejszego problemu.

Tak wygląda ekran w trakcie treningu. Zmieniać możemy tylko dolny ekran. Wskazówki pokazują strefę tętna (nie w tym przypadku, oczywiście).

Jeśli z kolei chodzi o pola danych, to informacja zła jest taka, że w trybie treningu jeden ekran oznacza jedno pole danych. Tzn. na ekranie wyświetlane są dwa parametry – górna część ekranu pokazuje tętno, natomiast dolna – stoper, dystans, tempo, tempo okrążenia, średnie tempo, kalorie, również tętno, strefy tętna, kroki albo czas i godzinę. Ale to tyle – zmieniać możemy tylko to, co na dole, a w trakcie biegania nawigujemy pomiędzy tym, przesuwając palec po ekranie.

Raczej przy tym odradzałbym ten zegarek osobom, które mają problemy ze wzrokiem. Rozmiar wskaźników jest raczej umiarkowanie wielki i nie ma zmiany tego stanu rzeczy.

Właściwie niewiele można zmienić w ogóle. Dla biegu można zadać alerty (czasu, dystansu, kalorii i tętna), włączyć i wyłączyć Autolap, natomiast podczas pływania w basenie długość basenu – to właściwie tyle.

No i moim zdaniem największa wada – brak obsługi akcesoriów zewnętrznych.

A dokładniej jednego konkretnego typu – czujników tętna. I jest to o tyle zabawne, że vivomove może nadawać tętno do innych urządzeń (np. do komputera rowerowe Edge), ale w drugą stronę – już nie.

Mniej zabawne jest to, że aktualnie mamy zimę, podczas której zegarki sportowe trafiają raczej na kurtkę, natomiast pobieraniem danych na temat pracy serca zajmują się osobne, dedykowane czujniki. Tutaj nie jest to możliwe, więc wszystkie próby biegania z vivomove Style ostatnio oznaczały, że albo odmrażałem sobie rękę, albo nie widziałem, co pokazuje zegarek, albo nie miałem danych dotyczących tętna. Bez sensu.

A jak działa sam wbudowany czujnik, skoro nie ma alternatywy?

Teoretycznie to ten sam czujnik tętna Garmin Elevate, który znajdziemy we wszystkich innych nowych urządzeniach Garmina. I czujnik, który w moim przypadku przeważnie daje naprawdę dobre rezultaty.

Podobnie jest zresztą i w tym przypadku, chociaż konieczność pogodzenia zegarka z bluzą i kurtką, a także niezbyt wygodny i stabilny dla mnie pasek powodowały, że czasem wyniki serwowane przez vivomove Style były trochę dalekie od ideału.

Przykładowo na tym wykresie z prostego, krótkiego biegu widać, że przez dobrych kilka minut vivomove właściwie zupełnie wypadł z gry, pokazując wyraźnie wyższe wyniki niż 945 (ten sam czujnik, druga ręka) i Polar OH1 Plus.

W innym przypadku, ale w bardzo podobnych warunkach, vivomove prezentował dane pokrywające się właściwie z tymi z 945, ale dopiero od ok. 6-7 minuty. Wcześniej nie zgadzał się z nim na poziomie ok. 8-10 BPM, czyli całkiem sporym.

To jednak tylko dwa przykłady z kilkunastu biegów, które odbyłem z vivomove Style, gdzie podczas większości nie miałem z nim większych problemów. Aczkolwiek zdecydowanie doceniłbym opcję podłączania zewnętrznego czujnik i… silikonowy pasek.

Na plus natomiast trzeba na pewno zaliczyć Style-owi opcję kalkulacji VO2max (pokrywa się z szacunkami 945), a także wieku sprawnościowego. Zawsze to miły detal i jakiś wskaźnik naszego stanu aktualnej sprawności.

Poza tym oczywiście karta podsumowania aktywności wyglada dość podstawowo. I ciekawostka – choć zegarek ma funkcję śledzenia nawodnienia, to nie uwzględnia nawodnienia wypoconego w trakcie treningu (robi to m.in. Venu). Tak samo, choć mierzy liczbę oddechów w ciągu dnia, nie robi tego stale w trakcie aktywności (do tego wymagany jest czujnik tętna na klatkę piersiową).

Wada numer dwa: brak przycisków

Było już raz podane jako wada, ale będzie i tutaj po raz drugi. Obsługa vivomove Style podczas aktywności nie jest tak wygodna, jak mogłaby być z chociażby pojedynczym przyciskiem. Dajmy na przykład proste pauzowanie aktywności – w tym celu musimy dwa razy dotknąć ekranu, co może nie być takie łatwe podczas szybkiego biegu.

Nie mówiąc już o – o zgrozo – bieganiu w rękawiczkach. Serio, chociaż jeden przycisk by wystarczył.

To jak jest z tym sportem?

Z jednej strony funkcje są dość podstawowe. Z drugiej strony, pamiętajmy, że jest to zegarek hybrydowy, stworzony dla tych, którzy szukają bardziej zegarka, a mniej sprzętu sportowego.

I takim osobom powinno to wszystko jak najbardziej wystarczyć. Są wszystkie podstawowe dyscypliny sportu, jest pomiar tętna, jest zapis trasy (tak dokładny, jak GPS twojego telefonu), jest VO2max, jeszcze kilka innych opcji (w tym pływanie z monitorowaniem tętna).

Chcesz więcej? Nie w tak… cóż, zegarkowym zegarku.

Garmin vivomove Style jako smart zegarek

No, smart, bo funkcji typowo smart zegarkowych nie ma tutaj zbyt wiele. Ale te, które są, działają przyzwoicie.

Przede wszystkim mamy tutaj powiadomienia. Nie liczmy na cuda, bo ekranik od ich wyświetlania jest malutki, ale z łatwością zobaczymy, kto do nas dzwoni albo kto i co napisał.

Mamy też pogodę (w formie systemowej aplikacji, nic ponad), sterowanie muzyką z telefonu (sam zegarek nie obsługuje muzyki), płatności Garmin Pay (polecam, a jeśli czyjś bank nie wspiera, to można wybrać Revoluta), zdalne wyszukiwanie telefonu i w drugą stronę – zdalne wyszukiwanie zegarka, a także kalendarz.

I to właściwie tyle – smart domem z vivomove nie posterujemy, nie zamówimy Ubera, nie wyświetlimy na nim karty pokładowej na samolot.

Ale chyba nikt tego nie oczekiwał, a ten zestaw, który jeszcze – szczególnie w połączeniu z Garmin Pay – jest ponownie nad wyraz rozbudowany, patrząc na kategorię urządzenia.

Kupować czy nie?

Mam z vivomove Style jeden problem, a właściwie to dwa, których prawdopodobnie część osób mieć nie będzie.

Pierwszy jest taki, że nie będę tego ukrywał – vivomove Style nie porwał mnie swoim wyglądem, a to jest jego najpotężniejsza zaleta. Właściwie chyba na tym opiera się cały pomysł na to urządzenie – widzisz je pierwszy raz, wiesz, że musisz je mieć, a potem dopiero zastanawiasz się, co jest ci w stanie zaoferować i pewnie to akceptujesz, bo lista możliwości vivmove jest naprawdę w porządku.

Sam natomiast jakoś nie jestem się w nim stanie od strony wizualnej zakochać. Nie dość, że ani trochę nie tęsknię za klasycznymi zegarkami, uważając je za relikt przeszłości, to jeszcze vivomove, nawet Style, cechuje się wzornictwem raczej neutralnym. Ot, zegarek. Brzydki? Absolutnie nie. Ale żeby był wyjątkowo ładny? Nie potrafię tego napisać.

I tutaj przechodzimy też do mojego drugiego problemu. Nie potrafię też napisać, że kupiłbym sobie vivomove Style, bo w wersji, którą testowałem, kosztuje… ok. 1550 zł. W wersji z jasną kopertą jest tańszy o ok. 200 zł, ale dalej jakoś to do mnie nie trafia.

Z drugiej strony – jaka jest alternatywa? Jest Withings Steel HR (wygrywa chociażby czasem pracy) i Move, są zegarki Skagena i Fossila (w tym piękny Commuter), ale żaden z nich nie jest w stanie zapewnić takiego zestawu funkcji, jak vivomove Style, dodatkowo wspartego takim zapleczem, jakim jest Garmin Connect. Żaden też nie oferuje takiego zestawu ekranów, jaki ma vivomove Smart, naprawdę zbliżając się dzięki jego obecności do prawdziwej hybrydy.

I teoretycznie można – sam bym tak zrobił – stwierdzić, że po co wydawać 1350-1550 zł na vivoactive Style, kiedy za te same pieniądze można kupić np. bardzo dobrego 245 albo nawet Venu. Tyle tylko, że to pytanie nie ma żadnego sensu.

Z prostego powodu – decyzję o zakupie podejmujesz po pierwszym spojrzeniu na ten zegarek. Nie później i nie wcześniej. Wiesz, że go chcesz – albo, że go nie chcesz – w kilka chwil po tym, kiedy go zobaczysz.

Dołącz do dyskusji