To beznadziejna gra, przy której doskonale się bawiłem. Pokemon Sword/Shield – recenzja

Recenzja/Gry 23.11.2019
To beznadziejna gra, przy której doskonale się bawiłem. Pokemon Sword/Shield – recenzja

To beznadziejna gra, przy której doskonale się bawiłem. Pokemon Sword/Shield – recenzja

Już na pierwszy rzut oka widać, że Pokemon Sword oraz Pokemon Shield to gry robione byle jak, bez jakiejkolwiek dbałości o szczegóły oraz krzty szacunku do fanów serii. A mimo to bawiłem się przy nich doskonale.

Jeżeli interesujecie się tematem gier z serii Pokemon, zapewne wiecie już wszystko na temat braków nowych odsłon. Game Freak postanowiło stworzyć nową grę najmniejszym możliwym kosztem. Studio nie zdecydowało się na zaimplementowanie w nowych tytułach wielu mechanik, takich jak Mega Ewolucje oraz Ruchy Z, które były dostępne w poprzednich odsłonach. Jest to o tyle dziwne, że możliwość ponadstandardowego ewoluowania stworków pojawiła się nawet w zeszłorocznych spin-offach serii, czyli Pokemon Let’s Go Pikachu oraz Let’s Go Eevee.

Pokemon Sword oraz Shield to też pierwsze gry z serii, które nie zawierają pełnego Pokedeksu. Spośród 890 dotychczas odkrytych gatunków pokemonów w grze pojawiło się ich zaledwie 400. Zabrakło tu wielu kultowych stworków z pierwszej generacji, a także praktycznie wszystkich legendarnych i mitycznych pokemonów – w tym wprowadzonego stosunkowo niedawno Meltana oraz jego ewolucji – Melmetala.

Pokemon Sword/Shield otwarta przestrzeń

Pokemon Sword/Shield walka

Pokemon Sword oraz Shield to wielki skok na kasę.

W poprzednim akapicie delikatnie minąłem się z prawdą, ponieważ w grze można mieć obecnie 401 pokemonów. Istnieje bowiem możliwość dokupienia mitycznego stworka z pierwszej generacji – Mew, który nie widnieje w nowym pokedeksie. By go uzyskać, należy zaopatrzyć się w Pokeball Plus, czyli dodatkowy kontroler do gier Pokemon Let’s Go oraz akcesorium do smartfonowego Pokemon Go. Jako że Mew jest przypisany na sztywno do kontrolera, to jeżeli już, tak jak ja, odebraliście Mew przy okazji premiery zeszłorocznych gier, to… jedynym wyjściem jest kupno nowego Pokeballa za niemal 200 zł.

Co zrobić, jeżeli już macie bogatą kolekcję pokemonów z poprzednich gier? Nintendo uspokaja, że będziecie mogli je przenieść do nowych tytułów najwcześniej w pierwszej połowie 2020 roku. Wówczas wystartuje umożliwiająca to usługa Pokemon Home, która będzie, jak pewnie się domyślacie, dodatkowo płatna. Oczywiście w ramach usługi będzie można przenosić wyłącznie gatunki, które znajdują się w nowym pokedeksie regionu Galar. Najbardziej zagorzali fani serii mogą zatem pożegnać się z ulubionymi stworkami, które trenowali przez ostatnie dwie dekady i które przenosili pomiędzy kolejnymi generacjami gier i konsol.

Podejrzewam jednak, że ten stan rzeczy nie jest nam dany raz na zawsze. Zauważyliśmy już, że w ostatnim czasie Game Freak wespół z Nintendo stosują dziwne kroki, które mają na celu wyciągnięcie od wiernych fanów serii jak największych pieniędzy jak najmniejszym kosztem. Dlatego podejrzewam, że za około rok do sklepów trafi poprawiona wersja gry, którą roboczo możemy nazwać Pokemon Arrow. W tytule tym znajdziemy zapewne nie tylko wszystkie usunięte pokemony, ale też mechaniki znane z poprzednich gier. Jest to tym bardziej możliwe, że w kodzie Pokemon Sword i Shield znaleziono wiele modeli niedostępnych stworków. Sam Game Freak z kolei już potrafił wydawać odgrzewane kotlety w stylu Ultra Sun i Ultra Moon.

Pokemon Sword/Shield rozmowa i dialogi

Pokemon Sword/Shield eksploracja

Także technicznie gra leży i kwiczy.

Wyżej wymienione braki to nie jedyne wady nowych gier. Irytuje mnie także oprawa graficzna, która wygląda na robioną przez średnio rozgarniętego praktykanta. Możliwość dowolnego sterowania pracą kamery jest dostępna wyłącznie w Wild Area, zaś animacje walki w dużej mierze wyglądają po prostu źle. Dotyczy to głównie starych ataków (ich lwią część też wycięto z gier) wyglądających na żywcem wyjęte z konsol Nintendo 2DS oraz 3DS. To wszystko dotyczy zresztą całej oprawy graficznej gry, która wygląda jak stary silnik pracujący na znacznie mocniejszym sprzęcie. Tezę tę potwierdza fakt, że nawet modele dużej części pokemonów zostały po prostu przeniesione z poprzednich części serii.

Ktoś może pomyśleć, że jest to czepianie się. W końcu grafika gier z serii Pokemon nigdy nie należała do najlepszych. To prawda, ale były to tytuły tworzone z myślą o konsolach przenośnych, wyposażonych w podzespoły o wyjątkowo ograniczonej mocy obliczeniowej. Nintendo Switch jest od nich nie tylko znacznie mocniejszy, ale też pozwala na grę w trybie stacjonarnym. Chociażby dlatego spodziewałbym się bardziej spektakularnej warstwy graficznej gry. Tym bardziej, że inspirowany Wielką Brytanią region Galar prezentuje się naprawdę urokliwie i dało się z niego wyciągnąć znacznie więcej. Irytuje też fakt, że muzyka w grze jest monotonna, a wszelkie postaci porozumiewają się z nami wyłącznie za pomocą napisów. Jest to jednak rozwiązanie znane także z innych gier Nintendo, więc jestem w stanie je przełknąć.

Grafika nie jest jedynym średnio działającym elementem warstwy technicznej. Kuleje także łączność online. Przez tydzień raptem kilka razy byłem w stanie wymienić się stworkiem z losowo wybranym graczem, a nie podejrzewam, żebym w pierwszych dniach po premierze był jedyną osobą na świecie grającą w Pokemon Sword oraz Pokemon Shield. Ani razu nie udało mi się też ukończyć raidu korzystając z pomocy realnych graczy zamiast wygenerowanych komputerowo botów. To najlepiej pokazuje z jak niechlujnie przygotowanymi tytułami mamy do czynienia.

Twórcy Pokemon Sword i Shield poszli na łatwiznę.

Jeżeli chodzi o samą rozgrywkę, to przypomina ona… wszystkie poprzednie gry z serii Pokemon. Wybierz partnera, stocz mnóstwo walk i przy okazji złap jak najwięcej stworków. Jedyne wprowadzone zmiany dotyczą procesu zdobywania odznak. W każdym gymie trzeba bowiem pokonać nie tylko lidera i towarzyszących mu trenerów, ale też przejść prostą minigrę. Same walki urozmaicają wyłącznie formy Dynamax (powiększone pokemony, dostępne dla wszystkich stworków) oraz Gigantamax (specjalne powiększone formy pokemonów, dostępne wyłącznie dla wybranych gatunków). O ile jednak na początku robią one wrażenie, to po pewnym czasie stają się po prostu nudne. W końcu ile można cieszyć się z tych samych pokemonów, które są po prostu większe?

Nie podobał mi się też poziom trudności, który obraża inteligencję gracza. Grając w Sword oraz Shield praktycznie cały czas jesteśmy prowadzeni za rękę i nie musimy się niczego obawiać. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że przez 24 godziny gry (tyle czasu zajęło mi ukończenie wszystkich zadań) nie przegrałem ani jednej walki. Ani jednej! Jakby tego było mało, dodatkowe zadania po zostaniu mistrzem Pokemon też są banalnie łatwe. Grę musiałem zresetować tylko raz, gdy Zacian, stworek znajdujący się na okładce Pokemon Sword, zginął… od jednego ciosu mojego Pokemona. Żeby złapać legendę, musiałem obchodzić się z nią jak z jajkiem i celowo korzystać ze słabych ataków. Było to żenujące, bo do dziś pamiętam walkę z Mewtwo w Pokemon Yellow, która była nie lada wyzwaniem.

To gry wyłącznie dla zagorzałych fanów.

Pokemon Sword i Pokemon Shield mają mnóstwo wad. Mimo tego bawiłem się przy tych grach doskonale. Seria Pokemon przez ponad dwie dekady swojej historii nie zestarzała się ani trochę, o czym przekonałem się kilka miesięcy temu przechodząc na nowo Pokemon Gold, grę z 1999 roku. Trudno więc zarzucać Game Freak, że mamy do czynienia z odgrzewanym kotletem, skoro ten cały czas smakuje dobrze. Szkoda tylko, że twórcy gry do każdego kolejnego dzieła wychodzącego z ich patelni dodają coraz mniej przypraw, robią cieńszą panierkę, a ostatnio nawet obcinają od niego zaschnięte brzegi. Wskutek tego otrzymujemy grę, która spodoba się fanom serii i nikomu więcej.

Największe zalety:

  • To nadal są dobre Pokemony
  • Model rozgrywki się nie starzeje
  • W Pokemony w końcu można grać na telewizorze

Największe wady:

  • Brak dużej części stworków
  • Grafika bazuje na starym silniku
  • Brak Mega Ewolucji i Ruchów Z
  • Brak działającego Pokemon Home
  • Funkcje sieciowe praktycznie nie działa

A szkoda, bo zupełnie nowa platforma sprzętowa oraz idąca za nią większa moc obliczeniowa oferowały ogromny potencjał i mogły sprawić, że Pokemon Sword i Shield zostaną w naszych wspomnieniach na długie lata.

Tymczasem wiem, że gdy tylko uzupełnię cały Pokedex, grę odłożę na półkę i prawdopodobnie już nigdy do niej nie wrócę.

Dołącz do dyskusji