Lista zalet jest dłuższa niż lista wad. Słuchawki Plantronics Backbeat Pro 5100 – recenzja

Recenzja/Sprzęt 29.11.2019
Lista zalet jest dłuższa niż lista wad. Słuchawki Plantronics Backbeat Pro 5100 – recenzja

Lista zalet jest dłuższa niż lista wad. Słuchawki Plantronics Backbeat Pro 5100 – recenzja

Niewielkie, wygodne, dobrze grające, ale niestety nie dla każdego. Takie właśnie są słuchawki Plantronics Backbeat Pro 5100 w skrócie. A teraz czas na dłuższą wersję. 

Żeby było łatwiej – najpierw plusy, potem minusy.

Na tak:

Ależ to małe i wygodne

Recenzja Plantronics Backbeat Pro 5100. Zalet jest więcej niż wad
Pro 5100 nie mają żadnych przycisków. Obsługuje się je serią kliknięć lub dotknięć powierzchni. Dla pojedynczego lub podwójnego tapnięcia można wybrać własne akcje.

I to wręcz zachwycająco małe i wygodne. Każda ze słuchawek ma masę poniżej 6 g, a do tego na tyle niewielkie rozmiary, że może i nie ginie całkowicie w naszym uchu, ale też zdecydowanie nie rzuca się w oczy.

Masa i wymiary dodatkowo przekładają się na wygodę codziennego użytkowania. Człowiek szybko jest w stanie zapomnieć, że ma je w uszach, zamiast tego ciesząc się po prostu muzyką.

Na plus zdecydowanie przemawia też bardzo elastyczny i miękki materiał, z którego wykonane zostały końcówki, przez co podrażnienie wnętrza uszu jest jeszcze mniejsze.

Grają dobrze. I to naprawdę dobrze

Jak na swój rozmiar oczywiście. Nie oczekujmy, że przetwornik o średnicy 5,8 mm dostarczy nam niezapomnianych wrażeń i pozwoli po ciężki dniu pracy zatopić się w odmęty muzyki klasycznej, podczas odpoczynku na kanapie. Nie.

O ile jednak znajdziemy odpowiednie dopasowanie (o czym trochę później w wadach), zdecydowanie nie powinniśmy być rozczarowani. Izolacja od hałasów z zewnątrz jest naprawdę wysoka, a charakterystyka dźwięku… dość uniwersalna. Wysokie tony są czyste i wyraźne, natomiast bas – choć nie powali nikogo na ziemię – naprawdę daje radę.

Recenzja Plantronics Backbeat Pro 5100. Zalet jest więcej niż wad

W przypadku słuchawek sportowych (albo gdybym był fanem cięższego brzmienia), pewnie najbardziej narzekałbym na to ostatnie. Ale że nie są to słuchawki sportowe, a także nie zamierzam zmieniać swoich przyzwyczajeń muzycznych – nie będę się czepiał.

Spory też plus za wspomnianą już wcześniej izolację od otoczenia. Nie jest ona wprawdzie w żaden sposób aktywna, ale przeważnie korzystałem z Pro 5100 w hałaśliwych miejscach – tramwajach, autobusach, na przystankach czy w sklepach – i w każdym z tych miejsc mogłem się cieszyć swoją muzyką, a nie dźwiękami generowanymi przez otoczenie. Choć też nie ma co ukrywać – ANC to to nie jest.

Same się wyłączają i włączają

A dokładniej – mają czujniki, które pozwalają wykryć, kiedy wkładamy słuchawki do uszu, a kiedy je z nich wyjmujemy. W tej pierwszej sytuacji oczywiście automatycznie zacznie się odtwarzanie, w tej drugiej – zostanie zatrzymane.

Recenzja Plantronics Backbeat Pro 5100. Zalet jest więcej niż wad

Niby nic, ale kiedy człowiek już się do tego przyzwyczai, to trudno będzie mu z tego zrezygnować.

Są wodoodporne (ale bez przesady)

Według producenta Pro 5100 są odporne na pot, a także spełniają normę odporności na wodę na poziomie IPX4. Lepiej więc w nich nie pływać (zresztą jaki sens pływać w słuchawkach Bluetooth?), ale lekki deszcz czy zachlapanie zdecydowanie powinny wytrzymać.

Każda słuchawka może być tą jedyną

Czyli nie jet istotne, którą akurat wylosujemy z opakowania – każda może być słuchawką główną i każda może działać samodzielnie. Detal, ale miły.

Ładują się szybko i długo grają

6,5 godziny na jednym ładowaniu słuchawek i dodatkowe 13 godzin ładowania z opakowania. Dobry wynik, biorąc pod uwagę, że moje codzienne użytkowanie potwierdza, że takie – albo bardzo zbliżone – wyniki są możliwe do uzyskania.

Dodatkowy plus za to, że opakowanie ładuje się dość szybko jak na to, co potem oferuje (nieco ponad 2 godziny). A także za to, że słuchawki obsługują przyjemnie szybkie ładowanie – 10 minut ładowania da nam 1 godzinę słuchania.

Dobrze cię słyszeć

Plantronics chwali się , że wykorzystuje w Pro 5100 aż 4 mikrofony i autorskie rozwiązania do wyłapywania hałasu otoczenia podczas prowadzenia rozmów. I to słychać, choć nie zawsze.

W większości codziennych sytuacji, czyli np. w sklepie, na przystanku albo w komunikacji miejskiej, mikrofony Pro 5100 faktycznie są w stanie skutecznie wyłapywać to, co jest hałasem tła, i nie dopuszczać tego do uszu naszego rozmówcy. Większość z osób, z którymi rozmawiałem, była bardzo zadowolona z jakości połączenia. Może i nie mogłem ich w ten sposób nabrać, że siedzę w domu, podczas gdy jechałem tramwajem, ale było naprawdę dobrze.

Recenzja Plantronics Backbeat Pro 5100. Zalet jest więcej niż wad

Były jednak sytuacje, kiedy aż chciałem sprawdzić, czy faktycznie te 4 mikrofony są jeszcze ze mną na pokładzie. Chodzi głównie o sytuacje podczas przebywania na otwartej przestrzeni, kiedy wieje dość intensywny wiatr. Nie musi to być nawet tornado, ale wystarczy, że wyraźnie mocno wieje (ale nie po prostu – musi wiać naprawdę mocno), a już jakość rozmowy spadnie. Może i trochę mniej niż przy słuchawkach bez takich rozwiązań dodatkowych, ale i tak bardziej, niż bym tego oczekiwał.

Na nie:

Raczej nie poleciłbym tych słuchawek do sportu

Tak, podczas codziennego użytkowania trzymają się dobrze w uszach i jako słuchawki okazyjnie wykorzystywane do treningów powinny spisać się dobrze (tak było u mnie), ale jeśli ktoś szuka słuchawek dedykowanych np. do intensywnego biegania, to… wybrałbym coś innego.

Moje zastrzeżenia? 5100 nie leżą aż tak pewnie w uchu, żeby nazwać je prawdziwymi słuchawkami bezprzewodowymi, co zresztą nie dziwi, bo nie mają np. dodatkowego pałąka stabilizującego. Do tego przyznam, że rozpieścił mnie model 3100, który nie tylko dopuszcza do mnie hałas z otoczenia (a tego chcę podczas biegania), ale i nie wciska się przesadnie głęboko do ucha. I na dokładkę – Pro 5100 nie są całkowicie wodoodporne.

Przyznaję za to 5100 zimowego, sportowego plusa za ich rozmiar – mieszczą się pod czapką bez nieprzyjemnego uciskania i wciskania w głąb ucha.

Nie każdemu będą pasować

Tak, to pewnie rzadki przypadek, ale muszę go na wszelki wypadek zaraportować. Pierwotnie te słuchawki miały trafić do Łukasza, ale okazało się, że po prostu w żaden sposób nie może ich do siebie dopasować, nawet pomimo tego, że w komplecie są trzy różne końcówki.

Żeby było zabawnie, na mnie słuchawki te pasowały natychmiast po wyjęciu z pudełka, bez zbędnego poprawiania.

Lepiej nie zgubcie końcówek

Bo raczej nie kupicie uniwersalnych zamienników. W przypadku Pro 5100 zdejmowany fragment ma całkiem spore rozmiary i przy okazji staje się częścią konstrukcji słuchawki.

Na wszelki wypadek sprawdziłem i komplet zapasowych końcówek powinien kosztować ok. 50-60 zł. Aczkolwiek bez zdjęcia trudno mi sprawdzić, czy to akurat to.

microUSB do ładowania

Jest 2019 r. po prostu nie wypada już dawać microUSB jako złącza do ładowania (czy w sumie czegokolwiek). Tym bardziej, że nie są to tanie słuchawki, a więc pewnie ich nabywca będzie miał telefon, który posiada złącze USB-C.

I co? I musi ze sobą targać osobne kable do ładowania telefonu i słuchawek.

Trudno na razie stwierdzić: cena. Choć tutaj wiele zależy od polskiej dystrybucji

Niestety póki co nie ma jeszcze polskich cen BackBeat Pro 5100, więc trzeba posługiwać się tą ze strony producenta, czyli 170 dol. Ewentualnie ceną z niemieckiego Amazona – 170 euro.

I jest to cena wyższa chociażby od słuchawek Jabra Elite 65t (ok. 150-160 euro). Produkt Plantronica broni się jednak – przynajmniej w teorii – trochę dłuższym czasem pracy bez ładowania (6,5+13 zamiast 5+10) i szybszym szybkim ładowaniem (10 minut i godzina słuchania kontra 15 minut i godzina słuchania). Tańsze na niemieckim Amazonie są też np. Airpodsy (choć to akurat cena promocyjna) i pewnie jeszcze trochę podobnych produktów.

Pytanie więc, jak wycenione zostaną słuchawki BackBeat Pro 5100 – jeśli zastosowany zostanie prosty przelicznik z euro na złotówki, będziemy mówić o cenie w okolicach 740 zł. A to już sporo, szczególnie w naszych warunkach.

Coś jeszcze?

Oczywiście można byłoby przyczepić się do kilku rzeczy.

Przykładowo dioda sygnalizująca ładowanie jest umieszczona w takim miejscu, że na początku w ogóle nie byłem świadom tego, że jest widoczna przy zamkniętej obudowie. Wykończenie sporej powierzchni słuchawek i wnętrza opakowania sprawia, że są niemal niemożliwe do utrzymania w idealnej czystości (głównie chodzi tu o kurz). Samo opakowanie z zewnątrz z łatwością z kolei zbiera odciski palców, a do tego nie mogę pozbyć się wrażenia, że wieczko ma inny odcień czarnego niż baza…

Do tego nie ma chociażby takich dodatków jak ANC (w tej cenie można przeżyć, na słuchawki z ANC trzeba wydać kilkaset złotych więcej) albo APTX (serio?).

Nie zawsze też dotykowa powierzchnia służąca do nawigacji spisuje się idealnie – czasem poprawiając słuchawki w uchu aktywowałem jakąś niepożądaną funkcję. Trudno mi jednak narzekać na ten sposób obsługi, skoro w 3100 bardzo mi odpowiadał, a tutaj w końcu nie muszę walczyć ze słuchawkami podczas biegania.

Czy warto?

Tak, ale pod warunkiem, że nie mamy wątpliwości co do tego, że te słuchawki zostały zaprojektowane dla nas. Czyli potrzebujemy długiego czasu bez podłączania ich do kontaktu (nawet 19 godzin), szybkiego ładowania (10 minut i mamy godzinę słuchania), miniaturowych wymiarów i masy (mniej niż 6 g na słuchawkę) i naprawdę dobrej jak na ten rozmiar jakości dźwięku oraz jakości rozmów, wspomaganych przez 4 mikrofony.

Trzeba się jednak pogodzić z pewnymi ograniczeniami. To nie są ani tanie słuchawki, ani słuchawki uniwersalno-sportowe, a gniazdo microUSB jest nieporozumieniem w tej klasie produktów i na tej półce cenowej.

Co nie zmienia faktu, że podczas testów bardzo pilnowałem, żeby przypadkiem nie zapomnieć zabrać z domu właśnie Pro 5100, zamiast innych słuchawek, które tylko czekają na to, żeby zagościć w moich uszach.

Dołącz do dyskusji

Advertisement