Z takich życiowych osiągnięć, to przestałem korzystać z papieru

Felieton/Technologie 20.11.2019
Z takich życiowych osiągnięć, to przestałem korzystać z papieru

Z takich życiowych osiągnięć, to przestałem korzystać z papieru

Nie planowałem zakupu pierwszego iPada. Zakup drugiego już planowałem, ale nie planowałem, że zastąpi mi on papierowy kalendarz i notes. Zastąpił.

Lubię w swojej pracy wprowadzać małe zmiany, które powodują później duże efekty. A to zmieniam aplikację do przypomnień i listy zadań na inną, dzięki której mniej czasu poświęcam na ustawianie jej, a więcej na samą realizację zadań. Innym razem wyrzucę komputer z Windowsem, aby przestać tracić czas na instalowanie i konfigurowanie sterowników do karty graficznej po każdej aktualizacji systemu. Jeszcze innym razem kupię iPada, do którego można podłączyć klawiaturę i rysik.

Dobrze się domyślacie, dzisiaj będzie więcej o tym ostatnim przykładzie.

Z iPadów korzystam stosunkowo krótko. Niecałe dwa lata. Pierwszego iPada kupiłem – nie śmiejcie się – żeby pokazać komuś prezentację.

Byłem umówiony na spotkanie z klientem, któremu musiałem coś pokazać. Nie miałem wtedy notebooka, bo pracuję na iMacu. Potrzebowałem więc nowego urządzenia mobilnego, które otworzy prezentacje i PDF-y, no i będzie miało większy ekran niż smartfon. Kupiłem taniego iPada (2017).

Jak się później okazało, zrobiłem to w najgorszym możliwym momencie, bo miesiąc później pojawił się nowy model, który był lepszy i przy tym tańszy. Zakupu jednak nie żałowałem ani chwili. Klient, z którym wtedy się spotkałem, jest dzisiaj ważnym partnerem biznesowym Spider’s Web. Dlatego mogę śmiało powiedzieć, że iPad na siebie zarobił. Zrobiłby to nawet wtedy, gdybym zaraz po spotkaniu wyrzucił go do kosza.

Oczywiście nie zrobiłem tego. Korzystałem z niego intensywnie jako z urządzenia do kanapowej rozrywki oraz mobilnej pracy. Naturalnie w miarę jego możliwości.

Już wtedy próbowałem notować na iPadzie

Kupiłem jakieś uniwersalne rysiki, ale ich precyzja była niewielka. Nadawały się, żeby coś zaznaczyć na zrzucie ekranu lub narysować zabawny piktogram. Nic więcej nie udało mi się z tych rysików wykrzesać. O piśmie odręcznym nie było mowy.

Mój apetyt jednak rósł. Chciałem czegoś lepszego. Większego ekranu, możliwości sprytnego podłączenia klawiatury oraz obsługi dobrego rysika. Skłaniałem się przez chwilę nawet do iPada z serii Pro, ale to byłaby przesada. Nie wymagałem aż takiej wydajności i nie chciałem wydawać niepotrzebnie pieniędzy za dopisek „pro”, którego nie potrzebowałem.

Finalnie kupiłem iPada Air z klawiaturą Smart Keyboard. Następnego dnia dokupiłem rysik Apple Pencil. Tak narodził się mój ulubiony komputer.

Na biurku mam iMaca o bardzo dobrej specyfikacji technicznej. Wydajny procesor, duży dysk i sporo RAM-u. Wisienką na torcie jest wielki ekran o rozdzielczości 5K. Jednak to na iPadzie pracuje mi się najlepiej.

iPad i Pencil zderzyły się z moim notesem i kalendarzem

Od zawsze lubiłem robić odręczne notatki. Mimo że mój charakter pisma sugeruje, że nie powinienem ich robić nigdy, to czułem realną przyjemność notując sobie coś na boku. Bazgrałem podczas rozmów telefonicznych, żeby później łatwo przejść do realizacji wszystkich omówionych tematów. Obok mojej klawiatury zawsze leżał papierowy kalendarz – uwielbiałem je testować i co roku poświęcałem trochę czasu na znalezienie kalendarza idealnego. Najbardziej polubiłem chyba Moleskina – takiego, który po lewej stronie ma pod sobą kolejne dni, a po prawej pustą kartkę na notatki. Taki kalendarz, jeśli był odpowiednio duży, potrafił zastąpić mi typowy kalendarz i dodatkowy notatnik.

Odręczne pismo na iPadzie

Z papierowymi notatkami jest jednak ten problem, że trudno do nich wrócić. Wertowanie stron w kalendarzu przez kilka minut, żeby później sobie przypomnieć, że tę konkretną informację zapisaliśmy jednak w innym miejscu? Koszmar. Wrócenie do notatek sprzed kilku tygodni lub miesięcy kartkują kalendarz, a później notes? Koszmar. Rozpoczynanie nowego roku i ta niepewność, czy można przestać już nosić ze sobą kalendarz z zeszłego roku, czy jeszcze przy następnej rozmowie telefonicznej będzie trzeba do niego wrócić? Znowu koszmar.

Na początku tego roku kupiłem papierowy kalendarz. Udało mi się dorwać całkiem fajny wzór. Układ dni tygodnia pozwala na robienie obszernych notatek. Są też pola na notatki nieprzypisane do konkretnego dnia. Korzystało się z niego bardzo wygodnie.

No właśnie… korzystało

Mimo że kalendarz cały czas leżał u mnie na biurku zacząłem się łapać na tym, że coraz częściej notuję odręcznie na iPadzie. Odblokowywałem tablet, otwierałem notatki i zaczynałem bazgrać Pencilem. Wszystko, co później sobie zanotowałem, mogłem łatwo zapisać, katalogować lub dodać do tego jakieś zrzuty ekranu, na których były dodatkowe notatki. Dostęp do takich notatek mam zarówno na tablecie, komputerze i smartfonie. Czyli niemal w każdych chwili mogę odszukać konkretne informacje.

Szybko mi się spodobało. Przetestowałem szereg zewnętrznych aplikacji do robienia notatek na iOS i macOS, ale zostałem jednak przy apple’owskich Notatkach. Świetnie synchronizują się między urządzeniami, Apple ciągle je rozwija, no i nie ukrywam, że liczyła się dla mnie też gwarancja długowieczności. Szansa, że Apple wyrzuci ze swojego sytemu operacyjnego notatki i przestaną one działać jest niewielka. Aplikacja zewnętrzna, która kosztuje kilkanaście lub kilkadziesiąt złotych może zniknąć z dnia na dzień. Takie rzeczy się już zdarzały, a skoro uznałem, że zaletą cyfrowych notatek nad papierowymi jest ich skuteczna archiwizacja, to postawiłem na usługę, która powinna pozostać na rynku najdłużej.

Apple Notatki: pismo odręczne i Apple Pencil

Od użytkowników Reddita wiem jednak, że jeśli ktoś wykorzystuje iPada do tworzenia notatek w szkole lub na studiach, to warto wydać parę złotych na GoodNotes lub Notability. W tych aplikacjach można zrobić o wiele więcej niż w Notatkach Apple. Bardzo wygodnie łączy się tam odręczne pismo z innymi obiektami: grafikami, zdjęciami i rysunkami. W Notatkach Apple działa to trochę prościej, ale też prymitywniej. Na moje potrzeby wystraczającą dobrze, ale ja robię sobie tylko codzienne notatki i zapisuję pomysły oraz bieżące myśli. Nie tworzę notatek, które są rozbudowanymi dokumentami z zapisem audio z wykładów i szeregiem dodatkowych zdjeć i rysunków. Wymienione wyżej aplikacje do takiego zastosowania będą zdecydowanie lepsze, ale trzeba za nie zapłacić raz lub opłacać miesięczny abonament. Ja po krótkich testach wróciłem do Notatek Apple.

Po jakimś czasie odkryłem jeszcze jedną funkcję iPada i Pencila. Wystarczy dotknąć rysikiem wybudzonego, ale nadal zablokowanego ekranu, aby zacząć tworzyć nową notatkę. To mega wygodne rozwiązanie. W ustawieniach można włączyć/wyłączyć tę opcję i ustawić, co konkretnie ma się dziać, po dotknięciu ekranu rysikiem Apple Pencil (Ustawienia > Notatki > Dostęp z zablokowanego ekranu). Można wybrać, czy ma zostać utworzona nowa notatka, czy iPad ma wrócić do tworzenia ostatniej notatki.

Teraz iPad leży na moim biurku jak wcześniej każdy inny notatnik

Ja tylko wybudzam iPada i już mogę tworzyć nową notatkę. Po zapisaniu konkretnej informacji można zablokować tablet, a notatka sama się zapisze. Jeśli na górze notatki wyraźnie napisaliśmy jakieś wyrazy (w tym celu piszę tam drukowanymi literami), to aplikacja Notatki automatycznie rozpozna pismo i nada taki tytuł notatce. Dzięki temu będzie można ją łatwo odnaleźć i jeśli trzeba przerzucić potem do odpowiedniego katalogu.

Po paru miesiącach kalendarz i notes zniknęły z mojego biurka. Długo leżały na jego brzegu, aż w końcu wylądowały w jednej z szuflad. Teraz zbliża się nowy rok, w sklepach papierniczych wyrastają stosy nowych kalendarzy, ale ja już wiem, że to będzie pierwszy od dawna rok, w którym nie kupię nowego kalendarza.

Dołącz do dyskusji