Przeżyłem rok z iPadem. To najbardziej niedocenione urządzenie Apple’a

Felieton/Sprzęt 04.04.2019
Przeżyłem rok z iPadem. To najbardziej niedocenione urządzenie Apple’a

Przeżyłem rok z iPadem. To najbardziej niedocenione urządzenie Apple’a

Niedawno świętowałem ważną dla mnie rocznicę – był to pierwszy od lat rok bez Windowsa i pierwszy rok z macOS-em. Teraz świętuję pierwszy rok z iPadem i chciałem podsumować te 12 miesięcy. A w zasadzie 14 miesięcy, bo ten tekst powinien powstać jakoś w lutym, żeby był rzeczywiście równo w rocznicę, ale zapomniałem go napisać, więc będę udawał, że rocznica jest właśnie teraz. Nie mówcie nikomu.

Z iMakiem się udało…

Przesiadce z Windowsa na macOS-a towarzyszyło wiele emocji. Nie owijając w bawełnę miałem już dość systemu Microsoftu, jego niespodziewanych aktualizacji i braku poszanowania do pracy i czasu użytkownika. Niejednokrotnie aktualizacja mi coś przerwała. Niejednokrotnie po aktualizacji system przywrócił część ustawień do fabrycznych, a ja potem przez wiele dni to odkręcałem. Notorycznie aktualizacja Windowsa sprawiała, że zewnętrzna karta graficzna się wysypywała i zostawałem na zintegrowanej.

Liczyłem na to, że po przesiadce na Maca będzie normalnie. Że system nie będzie sabotował mojej pracy, że aktualizacje będą wygodne, a po ich instalacji zastanę na ekranie monitora wszystkie otwarte wcześniej okna i to w dodatku w tym samym miejscu, w którym były.

Nie myliłem się. iMac 5K okazał się strzałem w dziesiątkę i nigdy wcześniej nie pracowało mi się na komputerze tak dobrze. A muszę zaznaczyć, że miałem kilka droższych od iMaca komputerów z Windowsem. Więc to nie jest tak, że zapłaciłem więcej i dostałem więcej. Zapłaciłem mniej i dostałem świetny produkt, z którego jestem więcej niż zadowolony.

Więc spróbowałem z iPadem

Trudno powiedzieć, na co liczyłem, biorąc iPada. Trochę liczyłem na to, że będzie takim moim mobilnym komputerkiem Apple’a. Że będzie dogadywał się z iMakiem. Że będzie dobry na kanapę i do pracy.

Ale przede wszystkim liczyłem na to, że będzie sensowniejszym rozwiązaniem od wielu tabletów z Windowsem i Androidem, które miałem okazję testować.

Tutaj może trochę zaspoiluję, ale… iPad 9,7” (2017) mnie nie zawiódł. Jest wszystkim tym, na co liczyłem. A może nawet więcej.

Dlaczego warto kupić iPada?

Po pierwsze dlatego, że iPad może być tani. A mówimy przecież o sprzęcie Apple’a, więc w tym kontekście nie jest to popularne stwierdzenie. Ale tak – iPad może być tani i iPad jest tani.

Najtańsze wersje smartfonów Apple’a z 2018 r. kosztują (ceny oficjalne, czyli wyższe niż rynkowe): iPhone XR od 3729 zł, iPhone XS od 4979 zł, iPhone XS Max od 5479 zł.

Tymczasem podstawowy iPad z 2018 r. kosztuje tylko 1599 zł i to w sklepie Apple’a. Czyli w innych miejscach można go kupić jeszcze taniej.

Podstawowy iPad to za mało? Okej. To popatrzmy na nowego iPada Air, który w sklepie Apple’a dostaniemy już za 2499 zł. Nadal niewiele, jeśli zestawimy to z cenami najnowszych iPhone’ów. Warto jeszcze rozważyć zakup iPada Pro 10,5”. To trochę starszy model, ma gorszy procesor, ale ma więcej RAM-u i 4 głośniki zamiast 2 oraz ekran z odświeżaniem 120 Hz. No i u Apple Premium Resellerów kosztuje 2699 zł (za najniższą wersję).

Oczywiście ceny iPadów to dopiero pierwszy argument na długiej liście zalet tych urządzeń.

Ten ekran. Te możliwości

Duży ekran iPada zmienia sposób, w jaki korzysta się mobilnie z internetu. Wiele osób siedzi na kanapach, w kawiarniach lub w pociągach i autobusach wlepiając wzrok w relatywnie małe ekrany smartfonów. Zwykle na takim ekranie można wygodnie wyświetlić jedną aplikację. Góra dwie.

A na iPadzie? Z powodzeniem pracujemy na jednej, dwóch, trzech, a nawet czterech aplikacjach jednocześnie. To olbrzymia wygoda. Możemy komfortowo tworzyć dokumenty i notatki np. na bazie czytanych tekstów lub książek. Możemy w pływającym okienku oglądać lub słuchać i tylko od czasu do czasu rzucać okiem na wyświetlane wideo, gdy w tym samym czasie będziemy brali udział w jakiejś rozmowie na komunikatorze, tworzyli listę zadań na cały dzień albo planowali sobie weekendową zagraniczną podróż.

Wielki ekran to wielki możliwości, a dzięki nawigacji opartej o gesty możemy łatwo przełączać się między aplikacjami, wyrzucać je poza ekran oraz regulować rozmiar okien.

Mając iPada zdecydowanie rzadziej sięga się po smartfona. Bo po co męczyć się z małym ekranem, małymi przyciskami i małymi okienkami, skoro można zrobić to samo szybciej i wygodniej na iPadzie.

I tu dochodzimy w płynny sposób do kolejnej zalety iPada. Skoro jego ekran jest wielki, to możemy z powodzeniem zmniejszyć ekran w smartfonie. Nie będzie trzeba całymi dniami taszczyć w kieszeni 6-calowego telefonu, skoro w najważniejszych momentach mamy pod ręką dużego iPada. A wiadomo – iPada zawsze brać nie trzeba, więc wtedy zostajemy z małym, ergonomicznym i nienadwyrężającym kieszeni smartfonem.

Przez rok z iPadem 9,7” miałem smartfona z ekranem 4,7”. I z tego połączenia byłem bardzo zadowolony. Mój iPhone 7 wyzionął jednak ducha i postawiłem na iPhone’a z lepszym akumulatorem. Tak kupiłem iPhone’a XR z ekranem 6,1”.

Swego czasu niektórzy komentujący na Spider’s Web pisali, że z iPada jestem zadowolony tylko dlatego, że mam małego i starego iPhone’a. Po przesiadce na dużego iPhone’a XR iPad rzeczywiście poszedł trochę w odstawkę. Na jakieś 5 dni. W tym czasie nacieszyłem się nową zabawką, a następnie wróciłem do iPada.

iPad jest dla mnie niezastąpionym urządzeniem kanapowym, poczekalniowym, autokarowym, kawiarniowym, wyjazdowym, itd. Zabieram go bardzo często, gdy wiem, że być może będę musiał trochę więcej mobilnie popracować lub wtedy, gdy wiem, że będę musiał zabić sporo czasu.

Większy iPhone nic nie zmienił. Nadal uwielbiam korzystać z iPada i jedyne co za mną teraz chodzi… to trochę większy iPad. Spoglądam ku modelowi Air z 2019 r. i trochę ku iPadowi Pro 10,5” z 2017 r. Rozum podpowiada brać Aira, a serce Pro. Albo odwrotnie. Już sam nie wiem, który byłby lepszym wyborem. Jednego jestem pewny – mój następny iPad będzie większy.

Dobra Nowak, skończ gadać o tym, co myślisz, tylko wróć do wymieniania zalet iPadów, bo coś ich mało do tej pory – napisałem to ja, więc ty już nie musisz tego pisać w komentarzach.

Największa zaleta: aplikacje

Tabletowe aplikacje dla Androida to żart. W rzeczywistości często dostajemy jedynie rozciągniętą wersję apki znanej ze smartfonów. Na Windowsie jest chyba jeszcze gorzej, bo tam aplikacji dostosowanych do obsługi dotykiem po prostu jest dramatycznie mało. App Store oferuje ponad milion aplikacji dostosowanych do iPada.

Dla kogoś może być wadą to, że niektóre płatne aplikacje, kupione wcześniej dla iPhone’a, trzeba kupić jeszcze raz dla iPada. Nikt nie lubi za dużo płacić, a już szczególnie dwa razy za to samo. Jednak warto pamiętać, z czego to wynika – aplikacja dla iPada nie jest tylko rozciągniętą apką z iPhone’a. Bardzo często ma przeprojektowany interfejs, więcej funkcji, wsparcie dla obsługi rysikiem i związane z nim specjalne możliwości. W mojej ocenie, warto za takie rzeczy zapłacić.

Oczywiście nie jest fajne to, że nie wszystkie aplikacje z iPhone’a są dostępne na iPada (i odwrotnie).

iOS na iPadzie to bajka

Jeśli znasz iOS-a tylko z iPhone’a, to wiedz, że nie wiesz, jak działa iPad.

Aktualnie iPhone’y i iPady pracują na systemie iOS 12, ale to iOS 11 wprowadził sporo zamieszania. Aktualizacja z 2017 r. wniosła wiele zmian i usprawnień, które odmieniły sposób, w jaki korzysta się z tabletów Apple’a.

Aplikacja Pliki wprowadziła możliwość wygodnej pracy na dokumentach, zdjęciach i filmach, które użytkownik ma na swoim iPadzie lub w jednej z chmur iCloud, Dysk Google, Box lub Dropbox. Dzięki temu pracując na iPadzie mam dostęp do tych samych dokumentów, które mam na iMacu. Dzięki synchronizacji plików z iCloudem mam do nich dostęp z każdego miejsca na świecie.

Ta sama aktualizacja wprowadziła do iPada Dock, czyli dolną belkę z aplikacjami, która działa podobnie do tej z nowego macOS-a. Są tam dostępne przypięte na stałe apki (może być ich całkiem sporo) oraz automatycznie pojawiają się trzy ostatnio używane. Dzięki temu praca na wielu aplikacjach jest wygodniejsza i szybsza. Łatwiej można się przełączać między nimi, można je wyciągać na ekran i dzielić przestrzeń roboczą między dwie apki.

Rozmiar okien można regulować, a dodatkowo mamy możliwość uruchomienia aplikacji w pływającym oknie, które możemy łatwo wyrzucać za krawędź ekranu i z powrotem na niego wciągać. To przydaje się głównie przy komunikatorach – ja tak korzystam z redakcyjnego Slacka. Wyciągam go na ekran co jakiś czas, odpisuję, chowam aplikację i mogę pracować ponownie na jednej lub dwóch aplikacjach otwartych na ekranie.

Do tego wideo można otworzyć w kolejnym oknie. Też pływającym. Czyli na dobrą sprawę w iPadzie z iOS-em 11 lub nowszym można na raz mieć otwarte i wyświetlone 4 aplikacje.

Wspomniana aktualizacja wprowadziła do iOS-a również funkcję przeciągnij i upuść, dzięki której możemy łatwo przenosić różne elementy (np. zdjęcia lub linki) między otwartymi oknami.

Akumulator na wiele, wiele godzin

Wielką zaletą iPada jest jego akumulator. Ten wystarcza na wiele godzin pracy i na jeszcze więcej godzin nieużywania.

Sprzęty z iOS mogą uchodzić za wzór tego, jak powinno się zachowywać urządzenie, które nie jest właśnie używane – nie powinno zużywać energii. I tak jest z iPhone’ami i iPadami. Zostawiając iPada lub iPhone’a naładowanego na 100 proc. na parę ładnych godzin wiem, że gdy wezmę go do ręki, to będzie miał nadal 100 lub w najgorszym wypadku 99 proc. naładowania akumulatora. Smartfon z Androidem potrafi w tym samym czasie zużyć kilka lub kilkanaście procent zapasu energii.

Zwykle iPhone’a XR ładuję co dwa dni. A iPada dwa lub trzy razy w tygodniu – w zależności od tego, jak dużo gram.

Ekosystem, czyli iPad na sterydach

Windowsa na macOS-a zamieniłem w grudniu. Już w lutym dobrałem do tego iPada. A w marcu skusiłem się na iPhone’a. Tak to właśnie działa. Urządzenia Apple’a są świetne, ale skrzydła rozwijają, gdy połączymy je z innymi.

Dzięki temu, że miałem iMaca i iPada mogłem wygodnie korzystać z Safari i synchronizować między urządzeniami historię oraz hasła. Co więcej mogłem zacząć czytać coś na iPadzie i dokończyć na komputerze – gdy tylko do niego podszedłem, to stosowna karta przeglądarki już tam na mnie czekała. Podobnie było z innymi aplikacjami – np. z iMessage.

Zyskałem dostęp do uniwersalnego schowka – kopiując coś na komputerze mogłem to od razu wkleić na tablecie. Mogłem również aparat w iPadzie wykorzystać jako skaner w komputerze z macOS (Mojave).

Są to małe usprawnienia, które wpływają na codzienny komfort pracy.

Po zakupie iPhone’a odblokowałem kolejne funkcje. Mogłem wykonywać i odbierać połączenia z numeru komórkowego za pośrednictwem komputera i tabletu. Pojawiła się też możliwość obsługi SMS-ów z tych urządzeń. A po utworzeniu hotspota ze smartfona mój iMac i iPad momentalnie umiały się z nimi połączyć. Bez potrzeby wpisywania hasła.

To samo dzieje się, gdy przychodzą do mnie znajomi z komputerami Mac. Wyszukują sieci WiFi, znajdują moją domową i na moich urządzeniach Apple pojawia się pytanie, czy chcę pozwolić im na zalogowanie się do mojej domowej sieci bezprzewodowej. Jednym naciśnięciem mogę sprawić, że na ich komputerach zacznie działać internet, a goście nawet nie poznają hasła do WiFi.

To wciąga. I właśnie dla takich smaczków warto dokupić kolejne urządzenie Apple. Bo wiesz, że będzie się swietnie dogadywało z innymi posiadanymi już sprzętami.

iPad jest najbardziej niedocenionym urządzeniem Apple

Mimo tego, że sprzęty Apple są najlepsze, gdy połączymy je z innymi sprzętami Apple, to iPada warto kupić nawet, jeśli nie ma się Maca lub iPhone’a.

Dzisiaj systemy mobilne już dojrzały. Android nauczył się wiele od iOS-a. I odwrotnie. Nie ma wielkiej różnicy czy kupi się topowego smartfona z Androidem, czy dowolnego iPhone’a. Oba urządzenia oferują podobne możliwości i zbliżony komfort pracy.

Mimo moich fatalnych doświadczeń z Windowsem pokuszę się o stwierdzenie, że komputer z tym systemem można szczęśliwie wybrać i kupić. Może trzeba postawić na topową konstrukcję. Może ograniczyć do Surface’a. Ale się da.

Z tabletami nie ma jednak sensowej alternatywy dla iPada. Windows na tablety nie ma sensu ze względu na pokraczne konstrukcje i niedostosowane zaplecze aplikacji. Tablety z Chrome OS przemilczę. Konstrukcje z Androidem to po prostu rozciągnięte smartfony z Androidem. Komfort, wygoda i wydajność pracy na androidowych aplikacjach na wielkim ekranie są takie sobie.

iPad jest w tej kategorii bezkonkurencyjny. Daje radę na kanapie, w poczekalni, w kawiarni oraz w grach i w pracy. I warto go kupić nawet jeśli nie ma się Maca lub iPhone’a. iPad to niezależne urządzenie, które sprawi masę frajdy również osobie, która musi pracować na Windowsie lub chce pozostać z Androidem na smartfonie.

Zaś ze względu na przystępne ceny iPad jest dobrym urządzeniem do rozpoczęcia przygody ze sprzętami Apple.

Po roku jestem zadowolony i żałuję tylko, że sprawiłem sobie iPada dopiero po zakupie Maca. Mogłem się skusić wcześniej.

Dołącz do dyskusji