Czysta fotografia bez ekranu czy marketingowa ściema? Fujifilm X-Pro 3 w praktyce

Premium/Foto 13.11.2019
Czysta fotografia bez ekranu czy marketingowa ściema? Fujifilm X-Pro 3 w praktyce

Czysta fotografia bez ekranu czy marketingowa ściema? Fujifilm X-Pro 3 w praktyce

Ma sprawdzoną matrycę APS-C, którą schowano w tytanowym korpusie. Ukryto także wyświetlacz, abyśmy częściej fotografowali przez wizjer. A całość kosztuje tyle, co pełnoklatkowy Sony A7 III w parze z obiektywem 50 mm f/1.8. Sprawdziłem Fujifilm X-Pro3 w praktyce w Pradze.

Do niedużej wioski położonej w okolicach Tokio zjeżdżają się przedstawiciele. Poważni Japończycy ubrani na czarno zaprosili kilku doświadczonych fotografów pracujących na sprzęcie Fujifilm. Wśród nich jest Polak, laureat World Press Photo, Tomasz Lazar. Panowie zaczynają intensywne obrady na temat nowego, tajemniczego aparatu. Przez kilka dni zaczynają codziennie rano, kończą około północy. O chwili odpoczynku w lokalnych gorących źródłach można zapomnieć.

Tomasz Lazar opowiadał o swoim najnowszym projekcie fotograficznym, który wykonał w Tatrach najnowszym Fujifilm X-Pro3.

Pada wiele pomysłów, każdy ma coś do powiedzenia, ale jest jedna myśl przewodnia — nowy aparat ma dawać czystą radość z fotografowania. Rozwiązaniem ma być usunięcie wyświetlacza. Niektórym ten pomysł się bardzo podoba, ale inna przekonują, że to zbyt kontrowersyjny krok, a ekran trzeba zostawić. Tomek wyjeżdża z Japonii wykończony po pięciu dniach, nie wiedząc nawet, o jakim aparacie była mowa. Wiele miesięcy później na światło dzienne wychodzi Fujifilm X-Pro3 – nowy bezlusterkowiec z uchylanym, ale ukrytym ekranem i korpusem wykonanym w części z tytanu.

Fujifilm X-Pro3

Ukryty ekran i czysta fotografia. Czy to ma sens?

Fujifilm X-Pro3 to jeden z tych aparatów, który wzbudzają bardzo różne uczucia. Jedni go uwielbiają, inni nienawidzą, chociaż większość z nich jeszcze nie miała go nawet w dłoniach. Główny powód tych kontrowersji to ukryty ekran i nieduży, kwadratowy ekranik. Główny ekran o rozdzielczości 1,62 mln punktów standardowo jest schowany i można go odchylić maksymalnie o 180 stopni w dół. Bez tego widoczny jest jedynie mniejszy, kwadratowy, 1,28-calowy kolorowy ekran LCD, zabezpieczony wzmocnionym szkłem. Jak widać, projektanci poszli na kompromis — wyświetlacz jest, ale ograniczono jego możliwości.

Fujifilm X-Pro3

W trakcie prezentacji prasowej przedstawiciele Fujifilm podkreślali, że hasłem przewodnim X-Pro3 jest czysta fotografia. Kiedy to usłyszałem, od razu do głowy przyszły mi dwie myśli: Leica M-D, czyli pierwszy cyfrowy dalmierz bez ekranu LCD oraz marketingowa ściema dla bogatych hipsterów.

Fujifilm X-Pro3

Miałem to szczęście, że mogłem spędzić z X-Pro3 kilka dni, z czego dwa poświęciłem na zdjęcia w Pradze. Czy ukryty ekran rzeczywiście sprawił, że mogłem cieszyć się czystą fotografią, czy to tylko tani marketing?

Fujifilm X-Pro3
Zdjęcie zrobione w trybie HDR 800% i lekko obrobione

Po powrocie wyrobiłem sobie zdanie na temat X-Pro3. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu, w trakcie zdjęć na ulicy, ukryty wyświetlacz zupełnie mi nie przeszkadzał. Starałem się fotografować bardziej świadomie, z większym pietyzmem, zastanawiając się więcej nad kadrami. Nie spoglądałem na LCD po każdym wciśnięciu spisu migawki. Skupiałem się bardziej na kadrach, ludziach dookoła, wydarzeniach rozgrywających się dookoła mnie. Nie fotografuję od wczoraj, więc wiem, jakie zdjęcia robiłem, nie musiałem ich ciągle sprawdzać. Czy zrobiłem dzięki temu jakieś wyjątkowe zdjęcie? Nie. Po prostu rzadziej podglądałem wykonane zdjęcia.

Fujifilm X-Pro3
Fujifilm X-Pro3 + XF 56 mm f/1.2 R, ISO 160, f/1.4, 1/900 s, zdjęcie obrobione

Nie zmienia to jednak faktu, że fotografowanie X-Pro3, podobnie jak jego poprzednikiem, to duża przyjemność. Uwielbiam jego mechaniczne ustawiany pierścień przysłony na obiektywie czy czułości tarczą u góry. Aparat nie rzuca się w oczy, jest stosunkowo nieduży, chociaż wyraźnie większy od X-T3.

Kapitalny wizjer, ukryty ekran, ciemny ekranik

Mocnym punktem X-Pro3 jest jego hybrydowy wizjer. Celownik oferuje trzy różne sposoby pracy. Fotografujący może się przełączać pomiędzy wizjerem optycznym, co zapewnia stały podgląd sceny bez żadnego opóźnienia, a elektronicznym, umożliwiającym sprawdzanie ekspozycji w czasie fotografowania. Do tego mamy ciekawy tryb „elektronicznego dalmierza”. W optycznym wizjerze wyświetlane jest małe okienko elektronicznego celownika.

Cyfrowy wizjer jest świetny. Zastosowano tu sensor o rozdzielczości 3,69 mln punktów z kontrastem 1:5000 i jasności 1500cd. Według zapewnień producenta EVF potrafi pokryć do 97 proc. sRGB i ma wyższą prędkość odświeżania 100 kl./s. W praktyce sprawuje się naprawdę dobrze i umożliwia precyzyjną ocenę kadru i jego ekspozycji. To na tyle dopracowany wizjer, że nie miałem potrzeby częstej zmiany na wizjer optyczny, ale fajnie jest mieć wybór.

Fujifilm X-Pro3
Fujifilm X-Pro3 + XF 23 mm f/2 WR, ISO 200, f/2, 1/60 s, zdjęcie obrobione

Ukryty, dotykowy ekran ma rozdzielczość 1,62 mln punktów i oferuje dobrą jakość obrazu. Po odchyleniu sprawdza się w fotografowaniu z dołu, gorzej z góry czy na wprost. Co do zasady, mamy z niego raczej nie korzystać, więc nie spędziłem zbyt wiele czasu, fotografując w ten sposób.

Fujifilm X-Pro3

Co innego mały ekranik z tyłu. Na pierwszy rzut oka to konstrukcja identyczna jak w X-H1. To jednak pozory. Kwadratowy panel o rozdzielczości 1,28-calowy jest kolorowy i został zabezpieczony wzmocnionym szkłem. Standardowo pokazuje symbol graficzny rodzaju symulacji filmu, który jest akurat w użyciu. To nawiązanie do czasów fotografii tradycyjnej, kiedy w tym samym miejscu wkładano kwadratowy kartonik z logo używanego akurat filmu. W menu aparatu można zmienić jego funkcję, aby wyświetlał podstawowe, najważniejsze dane, jak czas naświetlania, czułość ISO czy wartość przysłony. Ekran działa niezależnie do tego, czy aparat jest włączony, czy nie, tylko pokazuje inne dane.

Fujifilm X-Pro3
Fujifilm X-Pro3 + XF 23 mm f/2 WR, ISO 640, f/2, 1/60 s, zdjęcie obrobione

Samo zastosowanie ekranu z tyłu nie daje mu większych możliwości, niż gdyby były u góry, jak w wielu aparatach. Co więcej, po odchyleniu głównego wyświetlacza, ten mały jest niewidoczny. Najgorszy jest jednak, że w ciemnościach ekran praktycznie nie świeci, przez co staje się bezużyteczny.

Pod względem jakości wykonania w zasadzie trudno mu cokolwiek zarzucić, a jest za co pochwalić

Z wyglądu X-Pro3 niewiele różni się od poprzednika. Aparat ma zwartą, bryłę, która sprawia wrażenie niezwykle solidnej. Czuć, że to konkretny aparat z wysokiej półki.

Fujifilm X-Pro3

Projektanci chwalą się, że do budowy korpusu zastosowali rzadko spotykany we współczesnych aparatach tytan, który sprawia, że korpus X-Pro 3 ma być niemal 10 razy bardziej odporny na zarysowania niż stal.Sęk w tym, że z tytanu wykonano zaledwie górną i dolną część korpusu, a główna część aparatu to stop magnezowy. Dostępne są taże wersje aparatu z dodatkową wzmacniającą powierzchnię powłoką Duratect, zapewniającą wyższą wytrzymałość. Za taki dodatek trzeba jedna dopłacić aż 1000 zł w porównaniu do standardowej wersji. Warto też wspomnieć, że aparat ma 70 uszczelnień chroniących korpus przed kurzem i wilgocią — to o 9 więcej, niż w X-Pro2. Producent deklaruje też niezawodność podczas pracy w niskich temperaturach do -10°C.

Fujifilm X-Pro3

Widziałem w życiu trochę aparatów z serii X-Pro i praktycznie każdy z nich był mocno styrany życiem — pełny rys, przetarć, drobnych uszkodzeń. To nie są aparaty, które stoją na półce, jak Leiki. Ich nie kupują bogaci prezesi, aby się pochwalić, ale fotoreporterzy, podróżniczy, fotografowie uliczni, którzy się nie pieszczą ze sprzętem. W teorii to zatem świetny pomysł, że producent zdecydował się na zastosowanie potencjalnie trwalszego materiału.

Jak będzie to wyglądać w praktyce? Pożyjemy, zobaczymy. Oby nie było jak z niższą wagą, dzięki zastosowanu dużo lżejszegio tytanu. W praktyce niestety tej różnicy nie widać w ogólnej wadze aparatu. Co więcej, X-Pro3 waży 497 g, czyli… o 2 gramy więcej, niż X-Pro2.

Ergonomia to mały krok w tył

Sam w to nie wierzę, aby to pierwszy raz od lat, który ma gorszą ergonomię, niż poprzednik. Z tyłu aparatu usunięto uniwersalny wybierak, który był w X-Pro2 czy X-T3. No, ale skoro mamy nie patrzeć tyle w ekran to dodatkowe pięć przycisków dla jego komfortowej obsługi nie będzie nam potrzebne.

Fujifilm X-Pro3

Podobne rozwiązanie zastosowano w aparatach z serii X-E, ale tam mamy tam do dyspozycji dotykowy ekran. Tę zmianę trzeba ocenić za realny minus, chociaż nie aż tak duży, jak myślałem. Pozostawiono bowiem wygodny i praktyczny joystick, który sprawuje się bardzo dobrze i wystarcza do najważniejszych operacji. Dodatkowe przyciski z pewnością jednak by nie zaszkodziły.

Fujifilm X-Pro3 + XF 23 mm f/2 WR, ISO 160, f/2, 1/100 s, zdjęcie obrobione

Szybkość i autofokus z najwyższej półki, akumulator zbyt mały

Chociaż X-Pro3 nie został stworzony do fotografowania sportu czy dzikiej przyrody to jest szybki i dosyć wydajny. W odróżnieniu od poprzednika uruchamia się błyskawicznie i nie ma większego opóźnienia przy przejściu z ekranu na wizjer czy odwrotnie. Menu działa szybko i płynnie. Jedyny problem jako zauważyłem to brak możliwości zmiany parametrów podczas zapisu zdjęć.

Fujifilm X-Pro3
Energii do pracy można szukać w różny sposób 😉

Nowy aparat bazuje na wielu elementach zaczerpniętych z X-T3, zatem oferuje także podobną szybkość zdjęć seryjnych. Do wyboru mamy 11 kl./s w trybie migawki mechanicznej i do 20 kl./s po przełączeniu w tryb migawki elektronicznej.

Ogromne wrażenie robi praca autofokus. Fujifilm X-Pro3 korzysta z poprawionego algorytmu, dzięki czemu jest skuteczny nawet w minimalnym oświetleniu na poziomie -6 EV. W trakcie krótkich testów korzystałem z tego korpusu wraz z obiektywem XF 23 mm f/2. Ten zestaw świetnie sobie radził, ustawiając ostrość w błyskawicznie i celnie.

Fujifilm X-Pro3
Fujifilm X-Pro3 + XF 56 mm f/1.2 R, ISO 1250, f/1.2, 1/60 s, zdjęcie obrobione

Ciekawym rozwiązaniem zastosowanym w X-Pro3 jest ogranicznik zakresu działania AF. To chyba pierwszy aparat z taką funkcją — normalnie stosuje się je w obiektywach. W X-Pro3 możemy wybrać z dwóch zaprogramowanych wartości lub skorzystać z pierścienia ostrości, aby ustawić dowolny zakres.

Fujifilm X-Pro3
Fujifilm X-Pro3 + XF 23 mm f/2 WR, ISO 1250, f/4, 1/170 s, zdjęcie obrobione

Fujifilm X-Pro3 korzysta z tego samego akumulatora, co poprzednik oraz większość aparatów tej marki: NP-W126S o pojemności 1260 mAh. Ma to swoje zalety: możemy przesiać się ze starego lub innego modelu i dalej korzystać wymiennie z akumulatorów, które już mamy. Niestety, to ogniwo nie zapewnia długiej pracy. Przy fotografowaniu na dworze w temperaturze 5-10 stopni Celsjusza w trybie zdjęć seryjnych i głównie przy wykorzystaniu wizjera udało mi się uzyskać wynik ok. 350 zdjęć. To słaby wynik, chociaż i tak lepszy, niż w X-Pro2.

Jakość zdjęć jak z X-T3. Jest bardzo dobrze

Fujifilm X-Pro3 wykorzystuje podświetlaną od spodu (BSI) matrycę X-Trans APS-C o rozdzielczości 26.1 Mpix oraz procesor X-Processor 4. To dobrze znany duet zastosowany już wcześniej w modelach X-T3 a nawet sporo tańszym X-T30. W ten sposób otrzymujemy trzy inne aparaty, z których każdy oferuje zbliżoną, jak nie identyczną jakość obrazu, przy zupełnie innych możliwościach.

Fujifilm X-Pro3
Kadr 100%

X-Pro3 daje fotografie wysokiej jakości, o pięknej i charakterystycznej dla Fujifilm plastyce. Szumy pojawiają się przy ISO 800, jednak nie są mocne. Dopiero przy ISO 6400 szumy zaczynają być większe. Poniżej wycinki 100% z oryginalnych zdjęć RAW. TUTAJ można pobrać oryginalne zdjęcia. Poza tym, w tekście wrzuciłem zdjęcia lekko obrobione, ale TUTAJ możecie pobrać wszystkie klatki w oryginalnej formie i rozmiarze. To czyste pliki JPEG wyeksportowane z RAWów z aparatu w Lightroomie.

Fujifilm X-Pro3
ISO 160, 56 mm, f/5, 1/1700 s
Fujifilm X-Pro3
+3,5 EV, +50 kontrast, +100 cienie
Zdjęcie obrobione

Dawno nie fotografowałem aparatem, którego ocena jest dla mnie tak nieoczywista i trudna

Z jednej strony to kawał świetnego aparatu z niecodziennym pomysłem. Solidnie wykonany, dobrze wyglądający, mający dający wysokiej jakości obrazek. Oferujący błyskawiczny AF i przejrzysty, jasny wizjer.

Fujifilm X-Pro3

Z drugiej strony ukryty ekran to rozwiązanie dosyć kontrowersyjne, żeby nie powiedzieć ekstrawaganckie. Do tego aparat jest bardzo drogi jak na sprzęt z matrycą APS-C. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że zaraz w komentarzach ktoś napisze, że przecież za 8200 zł można kupić pełnoklatkowego Sony A7 III. A za cenę powłoki Duratect, kupimy obiektyw Sony FE 50 mm f/1.8. Tak, Fujifilm X-Pro3 to obecnie najdroższy aparat z matrycą APS-C. To nie jest „wół roboczy”, uniwersalny aparat dla każdego, jak testowany już wcześniej przeze mnie X-T3. Co zatem poszło nie tak?

Fujifilm X-Pro3

Gdyby spytać Japończyków ze wstępu tego tekstu, pewnie powiedzieliby, że o to dokładnie im chodziło. Projektanci oddzielili grubą i drogą kreską serię X-Pro od X-T. Stworzyli ciekawy, kontrowersyjny aparat, dla osób, które chcą się naprawdę skupić na fotografowaniu po staremu, ale w cyfrowym świecie. X-Pro3 ma dawać wyjątkowe doznania, sprawiać, że zamiast na aparacie, skupimy się na tym, co obserwujemy. I rzeczywiście ukryty ekran może w tym pomóc, chociaż nie musi.

W teorii to do mnie przemawia. W praktyce nie do końca i nie za tę cenę. Ukryty ekran to realne ograniczenie, a nie ułatwienie. Lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie ekranu na bocznym przegubie, które również można by schować, a w razie potrzeby korzystać z powodzeniem do pracy. Zresztą, na rynku jest kilka aparatów z takim rozwiązaniem. Tam też można ukryć ekran, kiedy z niego nie chcemy korzystać. Poza tym świadomi fotografowie nie muszą ukrywać ekranu. Oni z niego świadomie korzystają, kiedy jest im potrzebny. Decydowanie z nich nie jest w mojej ocenie dobrym pomysłem. X-Pro3 to więc świetny sprzęt, ale dla bardzo wąskiej grupy fotografów.

Do mnie to nie trafia, ale jeśli tobie taka idea pasuje, to będziesz z niego zadowolony.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement