Afera, bo Apple oddał Krym Rosjanom. A gdy Nowa Zelandia znika z map świata, to media milczą

News/Technologie 28.11.2019
Afera, bo Apple oddał Krym Rosjanom. A gdy Nowa Zelandia znika z map świata, to media milczą

Afera, bo Apple oddał Krym Rosjanom. A gdy Nowa Zelandia znika z map świata, to media milczą

Apple się złamał. Od teraz na Rosjanie widzą na Mapach Apple Krym jako część Rosji. Geografia polityczna okazała się, o zgrozo, polityczna. Co niektórych zaskoczyło. 

Po aneksji Krymu w marcu 2014 r. wiele firm musiało sobie odpowiedzieć na pytanie o to, co teraz mają zrobić. Społeczność międzynarodowa w ogromnej większości uznawała, że wyniki co najmniej kontrowersyjnego referendum nie powinny być brane pod uwagę i Krym nadal znajduje się na terytorium Ukrainy. Rosja tymczasem upierała się, że region ten należy już do niej.

Firmy, które dostarczają mapy, stanęły wówczas przed poważnym dylematem.

„Gdzie Rzym, gdzie Krym” to obecnie znacznie bardziej skomplikowane powiedzenie

Jego skomplikowanie nieźle obrazuje rozwiązanie zaadoptowane przez Google’a. W Google Maps Krym od Ukrainy oddziela albo solidna czarna linia, albo delikatna szara przerywana linia sugerująca wewnętrzny podział administracyjny, albo solidna szara przerywana kreska będąca odpowiednikiem Facebookowego „to skomplikowane”. Pierwsza jest przeznaczona dla osób logujących się z Rosji, druga dla logujących się z Ukrainy, trzecia dla reszty świata. Każdy widzi coś innego.

Prawo za którym stoi ONZ mówi, że Krym to część Ukrainy, prawo pisane przez Władymira Putina, że Rosji. Międzynarodowa korporacja, która swoją siedzibę ma w Stanach Zjednoczonych, ale operuje na terenie Rosji stoi więc w rozkroku z jedną nogą w jednej legislacji, a drugą w drugiej (gdyby miała trzecią nogę, byłaby ona międzynarodowa). Sprawa jest tym poważniejsza, że oznaczanie Krymu jako terytorium Ukrainy jest w Rosji karalne.

Jak informuje BBC, Rosyjska Duma od miesięcy rozmawiała z przedstawicielami Apple’a na temat naprawiania „niedokładnego” oznaczenie Krymu. Teraz firma w końcu zaczęła na terenie Rosji pokazywać Krym jako część tego państwa. Nikt po stronie Amerykanów jednak zmiany z dumą nie ogłaszał, wiadomość w świat podali rosyjscy politycy. Nie trzeba było szybko czekać na reakcję polityków z Ukrainy. Na Twitterze rozgoryczenia nie krył Vadym Prystaiko, minister spraw zagranicznych tego państwa.

Granice Krymu mapy Apple
Minister tłumaczy Apple ukraiński punkt widzenia.

W drugim tweecie zaznaczył, że uważa iPhone’y za świetny produkt, ale prosi Apple, żeby ograniczyło swoją aktywność do zajmowania się technologią i rozrywką, bo globalna polityka nie jest najmocniejszą stroną firmy.

Aneksja Krymu na mapach
Niestety, Apple nie może, choćby chciało, uciec od polityki.

Powiedzmy jednak szczerze, mało której korporacji globalna polityka jest mocną stroną.

Polityka jest wszędzie, czy nam się to podoba, czy nie. Polityczne są mapy, strony, koszulki, a nawet emoji.

Krym nie jest jedynym regionem, którego grubość granic zmienia się w zależności od tego, w jakich granicach patrzy się na mapę.

Podobnie jest z Kaszmirem, o który spór toczą Indie z Pakistanem i Chinami. Rząd w Nowym Delhi przegłosował prawo, które pozwala karać bardzo wysokimi grzywnami za pokazywanie fałszywych (czyt. niezgodnych z indyjskim prawem) granic na mapach ze spornym terytorium. Takich punktów spornych jest na świecie znacznie więcej, a uważać na nie muszą nie tylko twórcy map.

Przedstawiciele Państwa Środka są bardzo wyczuleni na status polityczny Makau, Tajwanu oraz Hongkongu i potrafią szybko i ostro reagować, gdy ktoś zasugeruje ich niezależność. W sierpniu tego roku rządowi w Pekinie podpadło kilka prestiżowych marek odzieżowych. Versace, Givenchy i Coach, produkując koszulki z nadrukami nazw miast i państw, nie wzięły pod uwagę azjatyckiej geopolityki. Na ubraniach obok mało kontrowersyjnych napisów Milan – Italy, London – UK, Beijing – China, znalazło się też Hong Kong – Hong Kong, Taipei – Tajwan i Macau – Macao. Państwo Środka od lat naciska na operatorów linii lotniczych, by przestali stosować podobny zapisy. Choć marki bardzo szybko przeprosiły, straciły swoich chińskich ambasadorów i przychylność partii. Presja polityczna może być wywierana nawet w pozornie błahych sprawach. W październiku tego roku Apple usunął na terenie Hongkongu i Makau z klawiatury emoji flagę Tajwanu. w Chinach nie było jej tam już od dawna.

Sklepy odzieżowe Chiny
Versace w Chinach nie zrobił tymi koszulkami furory.

Wielkość ma znacznie

Ale nie tylko politycy sprawiają, że próba odwzorowania świata szybko staje się polityczną deklaracją. Na starych niecyfrowych mapach (przysięgam wam, takie istnieją) od zawsze jest problem tego, który kontynent należy umieścić w centrum i tym samym uczynić pępkiem świata. Twórcy map sieciowych problem ten rozwiązali, odwołując się do naszego narcyzmu. Pępek mojego świata jest zawsze tam, gdzie jestem ja.

Problemy kartografom sprawia już nawet sam kształt naszego globu. W zależności od metodologii, z której korzystają, albo kształty kontynentów są całkiem dobrze zachowane, ale za to rozjeżdżają się ich proporcje (Grenladia jest wielkości Afryki), albo zachowane są proporcje, ale wypaczone zostają kształty kontynentów. A ponieważ mamy zakodowane w naszych głowach, że większe i stojące bliżej centrum jest ważniejsze od mniejszego i leżącego na peryferiach, wybór między odwzorowaniem Merkatora i odwzorowaniem Galla-Petersa staje się nagle wyborem politycznym.

Zwykle granicami rządzi polityka, czasami jednak spisek niezidentyfikowanych wrogich sił.

Jego ofiarą od lat pada Nowa Zelandia. Z nie do końca jasnych przyczyn państwo na wielu mapach jest pomijane. W 2018 r. rozpoczęło z tego powodu nawet kampanię internetową #getnzonthemap.

Dołącz do dyskusji