Szybkie ładowanie na wiele sposobów. Powerbank Verbatim 49576 – recenzja

Recenzja/Sprzęt 04.10.2019
Szybkie ładowanie na wiele sposobów. Powerbank Verbatim 49576 – recenzja

Szybkie ładowanie na wiele sposobów. Powerbank Verbatim 49576 – recenzja

2 porty USB-A – oba z szybkim ładowaniem, USB-C PC, solidna obudowa, rozsądna pojemność i dobra cena. Czy można wymagać więcej od powerbanka?

Jeszcze nie tak dawno temu nie miało dla mnie większego znaczenia, z jakiego powerbanka korzystam. Wystarczyło po prostu, żeby był jakiś pod ręką. Mały, duży, z szybkim ładowaniem, bez niego – obojętnie. Potem jednak zacząłem precyzować swoje potrzeby i szukać czegoś kompaktowego, z jak najszybszym ładowaniem. Szczęśliwym zrządzeniem losu mniej więcej w tym samym okresie trafił do mnie na dłuższe testy powerbank od znanej wszystkim marki – Verbatim.

Verbatim 49576, czyli właściwie co?

Tak, numeryczne oznaczenie jest trochę pokraczne, ale na jego podstawie zdecydowanie najłatwiej znaleźć w sieci testowany przeze mnie powerbank. W przeciwnym razie – zgodnie z opisem z pudełka – będziecie szukać czegoś w rodzaju Power Bank 1000mAh Quick Charge 3.0 & USB-C. Zdecydowanie łatwiej posługiwać się więc oznaczeniem 49576.

W tym przypadku dotyczy ono powerbanka o następujących parametrach:

  • Pojemność akumulatora: 10 000 mAh / 3,7 V / 37 W
  • Pojemność znamionowa: 6800 mAh / 5 V (TYP 1A)
  • 2 złącza USB-A QC 3.0  (5V/2A, 9V/2A, 12V/1,5A)
  • 1 złącze USB-C PD (5V/3A, 9V/2A, 12V/1,5A albo 5V/3A , 9V/2A – przy ładowaniu powerbanka)
  • wejście microUSB do ładowania urządzenia (5V/2A, 9V/2A)
  • wymiary: 135,5 mm x 70 mm x 13,5 mm
  • masa: 230 g
  • Made in: China, co chyba nie powinno nikogo zdziwić

Urządzenie kosztuje około 100 zł (między 95 a 120 zł), a w zestawie znajdziemy dodatkowo kabel microUSB do ładowania powerbanku. Niestety wszelkie dodatkowe kable musimy sobie zorganizować samodzielnie.

I jak jest z zewnątrz?

Najmniej interesująca część testu powerbanka, więc miejmy to szybko za sobą. Przód i tył powerbanka Verbatima wykonano z aluminium, natomiast spaja je ramka wykonana z matowego tworzywa sztucznego. Zdecydowanie nie obraziłbym się, gdyby z tego drugiego materiału wykonano sprzęt w całości. Aluminium nie robi wcale jakiegoś super premium wrażenia w dotyku, a w zamian za to paskudnie szybko i nieelegancko się rysuje, jeśli zdecydujemy się wrzucić powerbanka np. luzem do plecaka.

Nie miałbym też nic przeciwko, gdyby plastikowa ramka miała trochę bardziej obłe krawędzie. Ale tak – czepiam się. W końcu nikt nie zamierza chodzić z powerbankiem w ręce przez dłuższy czas.

Poza tym wielkiej filozofii nie ma. Po jednej stronie znajdziemy niewielki i raczej płaski przycisk do włączania powerbanka/sprawdzania stanu akumulatora. Tę ostatnią informację możemy odczytać z zestawu czterech diod, które znajdują się po przeciwnej stronie sprzętu (ciut bez sensu). I tutaj malutka wada – diody osadzone są dość głęboko w obudowie, przez co pod wieloma kątami i z dystansu nie będziemy w stanie sprawdzić, co dzieje się z naszym urządzeniem:

Jeśli podejdziemy natomiast bliżej…

Poza tym – pomijając złącza, o których za chwilę – to po prostu powerbank. Całkiem ładnie wyglądający (choć widziałem ładniejsze), solidnie spasowany, niewiele cięższy niż mój telefon, a jednocześnie wyraźnie od niego mniejszy. Czyli spełnia większość moich sprzętowych wymagań.

Ps. Nie, nie ma tu latarki (i nigdy nie zrozumiem, po co montuje się ją w powerbankach.

Czym podładujemy?

Jeśli chodzi o samo uzupełnianie energii w powerbanku, to opcje mamy dwie. Pierwszą jest microUSB, natomiast drugą – USB-C. I przeważnie korzystałem z tej drugiej opcji, biorąc pod uwagę, że nie mam żadnej ładowarki, która byłaby w stanie dostarczyć 18 W i posiadałaby złącze microUSB. I pewnie mało kto taką posiada.

Jeśli natomiast chodzi o opcje ładowania urządzeń z powerbanka, to jest ich jeszcze więcej. Podstawowe to dwa porty USB-A z opcją szybkiego ładowania Quick Charge 3.0, do których dochodzi jeszcze złącze USB-C PD. Maksymalnie możemy przy tym ładować trzy urządzenia jednocześnie (ale nie w trybie szybkim). Niestety nie możemy jednocześnie ładować powerbanka i dwóch urządzeń – po prostu są one odłączane do momentu, kiedy powerbank nie przestanie być ładowany.

Z czym używałem powerbanka Verbatima?

Jeden kabel, trzy końcówki. Sprytne (i działa).

Właściwie ze wszystkimi sprzętami, które mam w domu, wykorzystując do tego w sumie dwa kable:

  • USB-C do Lightning (niezbędne do szybkiego ładownia iPhone’a)
  • sprytnej przejściówki Verbatima z trzema końcówkami (Lightning, USB C, microUSB), która obsługiwała resztę mojego sprzętu

Sprawdziłem też przewód USB-C do USB-C, którym ładowałem komputer. Jak wyszło?

Powerbank Verbatima nie miał większych problemów z doładowaniem MacBooka Pro 13. W ciągu godziny z 74 proc. stan naładowania komputera (uśpionego) zmienił się na 98 proc. Nie liczmy jednak na to, że 10 000 mAh akumulator zewnętrzny będzie dobrym kompanem dla MacBooka. Chyba że zależy nam na podładowywaniu albo jednym ładowaniu na styk.

Ładowanie iPhone’a też przebiegało gładko (w godzinę od 28 do 92 proc.), zarówno w przy połączeniu do zwykłego gniazda, jak i do USB-C za pomocą dedykowanego kabla. Zresztą posiadacze iPhone’a są chyba głównymi odbiorcami tego powerbanka – w końcu 18 W (a tyle maksymalnie potrafi ten model Verbatima) to szybkie ładowanie dla iPhone’ów, podczas gdy niektóre sprzęty z Andoridem przyjmą wiele, wiele więcej. I są powerbanki, które zapewnią im to więcej.

Do powerbanka podłączałem też aparat, kilka innych telefonów na USB-C, słuchawki i pokrowiec ładujący do słuchawek (powerbank nie wyłącza się mimo niskiego poboru prądu), nie napotykając żadnych problemów. Wręcz przeciwnie – nawet przy skorzystaniu z maksymalnej mocy ładowania i długotrwałym ładowaniu, powerbank pozostawał w najgorszym przypadku tylko delikatnie ciepły.

Co bym zmienił?

Verbatim 49576 w rozmiarze 10 000 mAh ma bez wątpienia sporo plusów – jest lekki, ma niewielkie rozmiary, oferuje trzy porty szybkiego ładowania, z czego jeden to USB-C – w sam raz do mojego iPhone’a, aparatu i komputera, a mam nadzieję, że niedługo i tabletu. W sam raz do iPhone’a są też parametry ładowania, które umożliwiają szybkie ładowanie, choć najzabawniejszy w tym wszystkim jest fakt, że kabel, który takie ładowanie umożliwia, jest… droższy od całego powerbanka.

Z drugiej strony, do ideału – przynajmniej dla mnie – jeszcze trochę brakuje. Obudowę wykonaną z niezbyt ładnego i przyjemnego aluminium zamieniłbym na taką z tworzywa sztucznego. Może też dodałbym wodoodporność, co pozwoliłoby mi podróżować z 49576 bez dodatkowego pokrowca.

To jednak tylko moje czepianie się. Bez dyskusyjne wady są natomiast dwie. Po pierwsze – brak passthrough, co oznacza, że mając jedną ładowarkę musimy wybierać, co chcemy ładować (telefon czy powerbank). Po drugie 18 W to przy niektórych rozwiązaniach konkurencji odrobinę mało, ale… takie osoby jak ja i tak niespecjalnie skorzystałyby z lepszego ładowania.

Dołącz do dyskusji