Bardziej w boga bawić się nie da. Naukowcy wyhodowali mysie embriony bez użycia komórki rozrodczej

Artykuł/Nauka 18.10.2019
Bardziej w boga bawić się nie da. Naukowcy wyhodowali mysie embriony bez użycia komórki rozrodczej

Bardziej w boga bawić się nie da. Naukowcy wyhodowali mysie embriony bez użycia komórki rozrodczej

Z całą pewnością można powiedzieć, że naukowcy przekroczyli kolejną granicę. Naukowcom z UT Southwestern Medical Center udało się stworzyć całkowicie sztuczne embriony laboratoryjnych myszy. Bez udziału ani jednego plemnika czy komórki jajowej.

Sztuczne zarodki myszy zostały stworzone ze specjalnie przygotowanych do tego celu komórek macierzystych. Chodzi o tzw. rozszerzone pluripotencjalne komórki macierzyste, czyli takie, które potrafią tworzyć wszystkie trzy typy komórek występujących we wczesnych zarodkach.

Sztuczne embriony

Prof. Jun Wu wraz ze swoim zespołem zapewnił komórkom odpowiednią dietę – tj. pluripotencjalne komórki otrzymywały wszystkie niezbędne składniki odżywcze i stymulanty wzrostu, dzięki czemu były w stanie przekształcić się w struktury przypominające naturalne zarodki.

Zasadniczo komórki wykonały tę pracę samodzielnie – te, które znalazły się na zewnątrz formującego się embrionu, utworzyły tkanki łożyska, natomiast te wewnątrz, przekształciły się w komórki należące do płodu. – mówi Wu.

Tak spreparowane totalnie sztuczne embriony zostały umieszczone w macicach myszy doświadczalnych. Na tym etapie eksperymentu, naukowcy zauważyli jeden, dość poważny problem. U wszystkich zarodków, które udało się wszczepić myszom (ok. 7 proc. wszystkich wyprodukowanych) wystąpiły wady rozwojowe. Zauważono to w ok. tydzień po wszczepieniu ich samicom. Celem eksperymentu nie było zresztą doprowadzenie do narodzin sztucznie stworzonych myszy. Zespół Wu chciał porównać swoją metodę produkcji mysich embrionów z embrionami stworzonymi tradycyjną metodą.

Struktura i organizacja tkanek nie były tak dobre, jak w normalnych zarodkach – podsumowuje naukowiec.

Metodę trzeba jeszcze dopracować

Będzie to oczywiście największe wyzwanie dla naukowców. Zespół Wu nie jest jeszcze do końca pewien, co należy zrobić, aby wyeliminować ryzyko występowania wad. Być może będzie to zmiana samego składu odżywczej mieszanki, w której komórki macierzyste spędziły wczesny okres swojego rozwoju.

Co dalej? Cel eksperymentu jest dość jasny. Chodzi o opracowanie masowej metody produkcji modeli zarodków, które można by wykorzystać w przyszłości w szerokim zakresie badań. Takie modele potrzebne są chociażby po to, żeby naukowcy mogli lepiej poznać i zrozumieć mechanizmy, które odpowiadają za wczesny rozwój ssaków. Rozwijając tę myśl: badania mysich zarodków mogłyby pomóc w stworzeniu lepszych procedur przy zapłodnieniach in vitro u ludzi oraz w badaniu leków pod kątem ich wpływu na rozwój zarodków.

Naszym celem jest stworzenie skalowalnego systemu do produkcji setek, a nawet tysięcy takich struktur przypominających zarodki mówi Wu.

No dobrze, ale skąd wzięły się komórki macierzyste, z których wykonano sztuczne płody?

Doskonałe pytanie. Otóż… z uszu. Komórki macierzyste, których zespół Juna Wu korzystał do wytwarzania sztucznych zarodków pierwotnie wytworzono poprzez przeprogramowanie komórek ucha od dorosłych myszy. Spekulując bardzo hipotetycznie: gdybyśmy mogli zrobić to samo z ludzkim uchem, skórą lub innymi komórkami niereprodukcyjnymi, moglibyśmy wytworzyć żywotne ludzkie struktury zarodkowe bez udziału plemników i komórek jajowych.

To wciąż science fiction – uspokaja Wu.

Kilku naukowców zdążyło już zresztą zakwestionować sam sens tworzenia sztucznych embrionów. Chociaż to akurat wydaje mi się dość dziwne, albo przynajmniej bardzo krótkowzroczne. Przyjmijmy, że za X lat, ktoś, być może Jun Wu, dopracuje metodę tworzenia sztucznych embrionów do takiej perfekcji, że będziemy mogli zastosować ją na ludziach.

Przy takim założeniu nie jestem w stanie wyobrazić sobie lepszej metody leczenia bezpłodności. Wpadnij do naszej kliniki na kwadrans, pobierzemy wam (tobie i twojej partnerce lub partnerowi) trochę komórek z ucha, za 9 miesięcy wasz potomek będzie gotowy do odbioru.

Jeśli dodamy do tego jeszcze życzenie, że za te X lat, naukowcy rozszyfrują już w pełni nasz kod genetyczny, dzieci tworzone w taki sposób będzie można od razu poddać delikatnej obróbce, mającej na celu usunięcie wszystkich zakodowanych w genach wad wrodzonych itd. I osobiście wydaje mi się, że właśnie do takiej wizji przyszłości zmierzamy. Jasne, po drodze odbędzie się niezliczona ilość dyskusji na temat etyki i moralności tego typu zabiegów, ale pokusa (czyt. idealny potomek) jest zbyt wielka, żeby nikt się na nią nie skusił.

Dołącz do dyskusji