Bardziej naokoło się nie da. Używam Outlooka Microsoftu do obsługi poczty Google’a na iPhonie Apple’a

Bardziej naokoło się nie da. Używam Outlooka Microsoftu do obsługi poczty Google’a na iPhonie Apple’a

Bardziej naokoło się nie da. Używam Outlooka Microsoftu do obsługi poczty Google’a na iPhonie Apple’a

Używam Outlooka Microsoftu do obsługi poczty Gmail Google’a na iPhonie Apple’a – czujecie ten absurd?

Nie zliczę, ile już razy podnosiłem ten temat. Ostatni raz na początku tego roku. Stwierdziłem wówczas, że kilkadziesiąt lat po wynalezieniu e-maila chciałbym nie zaprzątać sobie głowy programem do jego obsługi. Minęły kolejne miesiące. Poczta elektroniczna nadal nie umarła i nie zastąpił jej Slack czy też inne komunikatory, które służą do innego rodzaju komunikacji.

Ja z kolei jestem bogatszy o testy kolejnych aplikacji do obsługi e-maila na iOS-ie. Lista liczy już zapewne kilkanaście, może kilkadziesiąt pozycji. Nadal nie znalazłem swojego ideału. Żadna aplikacja nie była w 100 proc. wolna od błędów. Żadna nie sprawiła, że z pocztą elektroniczną pracowało mi się przyjemnie. Ale pojawiło się światełko w tunelu.

Wina Apple’a

Byłbym wiernym fanem systemowej Mail.app na iOS (tak, jak jestem jej zadowolonym użytkownikiem na macOS), gdyby nie dwa dyskwalifikujące problemy. Pierwszy to brak powiadomień push z Gmaila (obsługuję 4 konta e-mail, 3 z nich to Gmaile) i losowe działanie powiadomień fetch. Druga, nawet bardziej irytująca niedogodność, to upośledzona synchronizacja powiadomień między iOS i macOS oraz iOS i iPadOS. Wybaczcie, ale reagowanie kilkakrotnie na te same powiadomienia na komputerze i iPhonie czy iPadzie jest bardzo uciążliwe, zwłaszcza że dostaję ich kilkadziesiąt w ciągu dnia.

Pierwszy problem teoretycznie łatwo rozwiązać: wystarczy zmienić dostawcę. Rzecz w tym, że moje cyfrowe życie kręci się wokół Gmaila. Korzystam z niego od kilkunastu lat, jeszcze od czasów, gdy obowiązywał system zaproszeń do usługi.

Próbowałem różnych sztuczek. Parokrotnie przesiadałem się na usługi pocztowe innych firm. Ustawiałem przekierowania z Gmaila do nich. Zawsze kończyło się tak, że wracałem z podkulonym ogonem.

Dlaczego nie korzystam w takim razie z aplikacji Gmail?

Ekhem. Korzystam. A w zasadzie korzystałem. Do poniedziałku. Gdy po raz kolejny zobaczyłem na zablokowanym ekranie iPhone’a powiadomienie o e-mailu, którego dawno przeczytałem. Nie jest przy tym istotne, czy to wina Apple’a i niedoskonałości jego systemu powiadomień, czy Google’a i braku staranności w przygotowaniu oprogramowania. Prawdopodobnie to drugie, o czym za chwilę.

Kilka dni temu dałem szansę Outlookowi, ale w bardzo dziwnej konfiguracji. Posiadam, co prawda konto Microsoftu, bo byłem użytkownikiem Windowsa, ale poczty MS używałem krótko. Dlatego w aplikacji Outlook na iOS dodałem cztery konta, z których korzystam (trzy z nich to Gmail, czwarte – GSuite).

I co się stało? Jestem oczarowany. Przynajmniej na razie. Problemy z synchronizacją powiadomień zniknęły, jak ręką odjął (Da się? Da!). W ułamku sekundy od otwarcia e-maila na jednym urządzeniu, znika powiadomienie na pozostałych. Wysłałem sobie ze 20 testowych e-maili, żeby nasycić się tym fenomenem. Pełniły funkcję uszczypnięcia niedowiarka. Poza tym ustawiłem ulubiony tryb ciemny, bez konieczności czekania na łaskę Google’a. Poczta wygląda estetycznie, oferuje wspólną skrzynkę odbiorczą dla wielu kont, spore możliwości personalizacji, a przede wszystkim jest niezawodna.

Uff.

Problemy pierwszego świata?

Zapewne. Jednak w sytuacji, gdy poczta elektroniczna nadal stanowi kluczowe narzędzie komunikacji, bardzo zależy mi na niezawodności. Na e-mailu stoi moja korespondencja zawodowa i prywatna. Za jej pośrednictwem otrzymuję rachunki („bądź eko – skorzystaj z e-faktury”), potwierdzenia transakcji i wysyłki towaru podczas zakupów w sklepach internetowych, bilety do kina etc, etc, etc. O zastosowaniach zawodowych nawet nie wspominam. Mimo setek nekrologów, e-mail nie umarł, ma się dobrze, a korespondencja biznesowa za jego pośrednictwem to nadal podstawa.

W takiej sytuacji dobrze działający klient poczty elektronicznej to elementarna potrzeba. Nie, nie tłumaczę się. Stwierdzam fakt.

Dołącz do dyskusji

Advertisement