Ekościema Google’a. Jedną ręką ochrania środowisko, drugą płaci tym, którzy je niszczą

Artykuł/Ekologia 15.10.2019
Ekościema Google’a. Jedną ręką ochrania środowisko, drugą płaci tym, którzy je niszczą

Ekościema Google’a. Jedną ręką ochrania środowisko, drugą płaci tym, którzy je niszczą

Dbałość o środowisko w wykonaniu Google’a wygląda tak: mówimy, że jesteśmy eko, a pod stołem płacimy denialistom klimatycznym. Jest na to słowo – ekościema.

150 mln dol. inwestycji w energię odnawialną. Działanie całej firmy oparte w 100 proc. o OZE. Odpowiedzialne zarządzenie zasobami. Tym wszystkim Google pochwalił się dziś ze sceny, prezentując swoje nowe sprzęty, a tymczasem pod stołem… opłaca denialistów.

Mam wrażenie, że ta sekcja prezentacji została dokoptowana do wystąpienia Made by Google 19’ na samym końcu. Tuż po tym, jak The Guardian ujawnił, iż Google opłaca konserwatywne organizacje otwarcie zaprzeczające globalnemu ociepleniu i trzeba było jakoś ocieplić wizerunek.

W innym przypadku nie wierzę, by nawet na tak nudnej konferencji, jak ta Google’a, aż tyle czasu poświęcono wpływom surowców wtórnych na design urządzeń firmy. Tymczasem przez bite 10 minut słuchaliśmy szefowej działu designu, Ivy Ross, która usypiającym tonem tłumaczyła nam, jakie cele związane z ochroną środowiska ma Google.

Hipokryzja Google’a wali po oczach

Nie potrafię użyć innego słowa niż „hipokryzja”, gdy na premierze nowego smartfona słyszę słowa „co gdybyśmy zamiast co kilka lat wymieniać wielką konsolę do gier na nową, mogli cały czas korzystać z jednego urządzenia?”.

Tak, dobrze czytacie. Ivy Ross bez mrugnięcia powieką zrównała z działaniami dotyczącymi ochrony środowiska nową usługę Google Stadia, która wystartuje już 19 listopada. Dla przypomnienia – średni żywot generacji konsol to około 8 lat. I większość nabywców przez te 8 lat nie wymienia konsoli na jej nowe/mocniejsze/smuklejsze wersje, lecz trzyma się tej pierwotnie kupionej.

Mówienie o ograniczaniu wymiany konsol, by ratować środowisko, podczas konferencji wprowadzającej do sprzedaży nowy smartfon, który zostanie zmieniony na inny za jakieś 2 lata, trudno nazwać czymkolwiek innym niż hipokryzją.

Ta sama firma, która chwali się swoją dbałością o środowisko naturalne, łoży też potężne pieniądze na około dwanaście organizacji otwarcie sprzeciwiających się walce ze zmianami klimatu. Jest wśród nich choćby Competitive Enterprise Institute (CEI) – konserwatywna organizacja, która odegrała kluczową rolę w przekonaniu administracji Donalda Trumpa do wyjścia z układu paryskiego.

Google oczywiście tłumaczy się, że dotowanie tego typu organizacji ma charakter zachęty do zmiany polityki firm. Tymczasem pracownicy Google’a w rozmowach z The Guardian przyznali, iż Google lobbuje w tych organizacjach, by zyskać poparcie konserwatystów i przepychać wygodne dla siebie ustawy. Typowe.

Amerykańscy aktywiści otwarcie oskarżyli Google’a o jawne oszukiwanie publiki, z jednej strony deklarując pełne poparcie dla walki ze zmianami klimatycznymi, a z drugiej wykładając ogromne pieniądze na organizacje, które tej walki nie chcą. I trudno się z nimi nie zgodzić.

Jak długo firma otwarcie przyznaje, że musi „szukać sojuszników gdziekolwiek się da” i to „gdziekolwiek” oznacza też organizacje stojące w oczywistej sprzeczności z deklarowaną filozofią Google’a, wszelkie zapewnienia Google’a odnośnie ochrony środowiska możemy traktować z równą dozą wiarygodności, co zapewnienia odnośnie poszanowania prywatności użytkowników.

W języku angielskim jest takie słowo „greenwashing”, które w polskim ma jedynie kolokwialny odpowiednik „ekościema”. I to właśnie robi Google – uprawia ekościemę na wielką skalę, próbując nas wszystkich przekonać, że są firmą, którą powinny wybierać osoby świadome i chcące żyć w zgodzie z naturą. Jeśli przyjrzeć się encyklopedycznej definicji „greenwashingu” i zestawić ją z dzisiejszą prezentacją Google’a, mogliśmy obejrzeć na scenie niemal każdy z podpunktów.

Google sam strzela sobie w stopę

Nie wątpię, że w strukturach firmy pracują dobrzy ludzie, którym naprawdę zależy na środowisku naturalnym. Nie wątpię, że za eko-strategią firmy, którą sam pochwaliłem na łamach Spider’s Web, stoją dobre intencje.

Dopóki jednak osoby decyzyjne w Mountain View będą z jednej strony z uśmiechem opowiadać o ekologii, a potem bez mrugnięcia powieką wspierać organizacje przyczyniające się do dezintegracji Planety, dopóty Google nie zasługuje na choćby cień wsparcia w swoich dążeniach.

Jeśli więc chcecie zrobić coś dobrego dla środowiska – zasadźcie drzewo. Posprzątajcie ścieżkę w lesie podczas porannego spaceru. Wpłaćcie datek na konto organizacji walczącej z globalnym ociepleniem. Ale nie dawajcie sobie wmówić, że kupując sprzęt Google’a przyczyniacie się do lepszej przyszłości naszej planety. Bo jest dokładnie odwrotnie.

Dołącz do dyskusji