Nawet blogerzy nie żyją wyłącznie z głową w chmurze. Drukarki to must have pracy każdego freelancera

Nawet blogerzy nie żyją wyłącznie z głową w chmurze. Drukarki to must have pracy każdego freelancera

Nawet blogerzy nie żyją wyłącznie z głową w chmurze. Drukarki to must have pracy każdego freelancera

Embargo nie podpiszę na tablecie, a kurier nie odbierze paczki, jeśli nie wręczę mu listu przewozowego. Co tu dużo mówić – drukarka to nadal niezbędne narzędzie w pracy blogera.

To prawda, że blogerzy technologiczni żyją jedną nogą w chmurze. Analogowe nośniki odchodzą do lamusa, a od lat filmy, seriale, gry wideo, komiksy i książki konsumuję już praktycznie wyłącznie w wersji cyfrowej. Do tego wszystkie moje teksty i zdjęcia wpadają od razu do iCloud Drive.

Papierowych notatników również nie używam, a jak tylko chcę coś przeczytać, to siadam do komputera lub biorę do ręki smartfon, tablet albo czytnik e-booków. Można by pomyśleć, że akcesorium takie jak drukarka w takich warunkach traci rację bytu. Nic bardziej mylnego.

Po co w ogóle drukarka blogerowi?

Pracuję zdalnie, więc nie jeżdżę co rano do biura. Z kolegami z pracy wymieniam się materiałami głównie poprzez maile, Dokumenty Google oraz Slacka. Informacji prasowych też już raczej nie odbieram w wersji papierowej, a dokumenty z konferencji przynoszę do domu na pendrive’ach.

Mimo to z dokumentami w wersji drukowanej pożegnać się nie sposób. Bardzo często w swojej pracy, by otrzymać określone materiały, muszę podpisać papierowy dokument nazywany embargo. Zobowiązuję się w nim, by nie publikować określonych informacji na temat sprzętu, gry lub serialu przed określonym terminem.

To właśnie dzięki temu możecie czytać recenzje.

W przypadku dokumentów tego typu podpis wykonany paluchem na gładziku komputera lub na ekranie tabletu jest niewystarczający. Osoby, które udostępniają sprzęt oraz przedpremierowy dostęp do gier lub filmów, potrzebują mieć papier w ręku na zabezpieczenie na wypadek wycieku informacji.

Tego nie przeskoczę, a jeśli miałbym za każdym razem czekać, aż papierowy dokument dotrze do mnie pocztą – nierzadko zza granicy – otrzymywałbym dostęp do urządzeń lub materiałów już po ich premierze. A kolejne embargo to przecież nie jedyne umowy i rachunki, jakie co chwilę podpisuję.

Papierem stoi również świat kurierów.

Podpisanie embargo to dopiero początek. Sprzęt lub nośnik trzeba potem odebrać, a po testach należy go zwrócić. Zwykle odbywa się to za pośrednictwem kuriera. Niestety takich, którzy sami przywożą list przewozowy, nie ma zbyt wielu. Nie są też tani, więc mało kto się na ich usługi decyduje.

W większości przypadków dostaję więc na maila PDF-a z listem przewozowym, który muszę wydrukować we własnym zakresie. Jeśli miałbym wychodzić z domu, by takowy przygotować, to równie dobrze mógłbym nadać przesyłkę w paczkomacie. Dzięki drukarce nie muszę sobie tym zaprzątać głowy.

Papier przydaje się też przy publikacji.

Chociaż pracuję zdalnie i piszę do sieci, to i tak się zdarza, że materiały przed publikacją drukuję i czytam w papierowej formie. Dużo łatwiej jest mi wtedy wychwycić literówki, a nierzadko nanoszę wtedy na wydrukowany tekst ostatnie drobne poprawki długopisem.

Oczywiście mógłbym taką korektę robić również na czytniku e-booków lub tablecie z wykorzystaniem rysika, ale to nie to samo. Oderwanie się co jakiś czas od świecących ekranów, przy których spędzam całe dnie – dzięki temu, że mam dostęp do drukarki – to przy okazji ulga dla oczu.

Nie decydowałbym się jednak na to, gdyby drukowanie było drogie.

Wydrukowanie jednej czarno-białej strony w okolicznym punkcie ksero kosztuje 25 groszy. Jeśli miałbym korzystać z ich usług, to może nałapałbym – dreptając w te i nazad – mnóstwo Pokemonów, ale dość znacznie uszczupliłbym domowy budżet. Ze względu na koszt i czas zrezygnowałbym wtedy z wygody, jaką daje papier.

Dzięki taniej w eksploatacji drukarce nie jest to jednak konieczne. HP Smart Tank 515 na jednym wkładzie potrafi wydrukować do 18 tys. stron w czerni lub do 8 tys. stron w kolorze bez uzupełniania wkładu. Jak już zajdzie potrzeba wymiany, można użyć buteleczki – nie trzeba wymieniać kartridża.

To daje naprawdę spory komfort przy domowych zastosowaniach.

Przy tylu stronach drukowanych na jednym wkładzie można zapomnieć o uzupełnianiu tuszu na długie tygodnie, jeśli nie miesiące. Nie trzeba też martwić się o koszty drukowania jednej strony i za każdym razem przeliczać w głowie, czy to się opłaca. Z drukarki HP Smart Tank można po prostu korzystać.

Każdy wydruk jest przy tym wysokiej jakości. Nie tylko nada się do domowego archiwum, ale i bez większego stresu mogę go wręczyć swoim najróżniejszym współpracownikom i kontrahentom. Nic nie stoi też na przeszkodzie, by wydrukować od czasu do czasu nieblaknące zdjęcie na pamiątkę. Od razu bez marginesów.

Nie należy też zapominać, że drukarka to kolejny gadżet dla geeka.

Minęły już czasy, gdy drukarki oraz routery straszyły użytkowników topornym interfejsem, a ich konfiguracja przypominała inwokację bestii z najgłębszych odmętów piekieł. Urządzenia z tych kategorii się kolejnym gadżetem technologicznym, który można podpiąć do domowej sieci.

Dzięki dwuzakresowemu modułowi Wi-Fi i dedykowanemu oprogramowaniu HP Smart, materiały do drukarki HP Smart Tank 515 mogę wysłać prosto z telefonu, tabletu lub komputera. Dokument, który dopiero co odebrałem, może zaistnieć u mnie w domu w fizycznej formie już w kilka chwil.

Nie bez znaczenia jest też to, że HP Smart Tank 515 wygląda przy tym wszystkim… bardzo estetycznie. Kiedyś drukarki to były ogromne, brzydkie kobyły. I tak jak to nadal sporych gabarytów sprzęt, czego uniknąć się nie da, tak nie trzeba chować go w szafie, gdy przychodzą goście.

*Materiał powstał we współpracy z marką HP.

Dołącz do dyskusji