Słaby pokaz Apple Arcade. Jakby Apple zapomniał, co stanowi siłę tej usługi. Cieszy za to cena abonamentu

News/Gry 10.09.2019
Słaby pokaz Apple Arcade. Jakby Apple zapomniał, co stanowi siłę tej usługi. Cieszy za to cena abonamentu

Słaby pokaz Apple Arcade. Jakby Apple zapomniał, co stanowi siłę tej usługi. Cieszy za to cena abonamentu

Apple rozpoczął swoją prezentację od usługi poświęconej grom wideo – Apple Arcade. Niestety, interaktywne produkcje zaprezentowane na scenie kompletnie rozmijają się z tym, co jest największą siłą i ambicją tego wyjątkowego programu. Za to cena miesięcznego abonamentu została ustalona na uczciwym poziomie.

Napiszę wprost: gdybym nie widział innych prezentacji poświęconych Apple Arcade, Tim Cook w życiu by mnie nie przekonał do tej usługi. Podczas najnowszego keynote gigant nie potrafił pokazać, czym Arcade ma się różnić od klasycznych gier z App Store czy Google Play. A różnić ma się przede wszystkim jakością.

Niestety, owej jakości zabrakło na scenie. Chociaż swoje nadchodzące gry mobilne pokazywali tacy giganci jak Capcom czy Konami, żaden tytuł nie był w stanie mnie zachwycić. Więcej: każda z zaprezentowanych gier wyglądała jak typowa aplikacja na iPhone’a albo Androida. Zwykła gra free2play, jakich setki pojawiają się w cyfrowych sklepach.

Apple Arcade ma być z kolei inne. Ma pozwalać realizować wizje, które inaczej by się nie spełniły.

Największą zaletą programu Apple Arcade jest dla mnie swoisty parasol ochronny dla utalentowanych deweloperów. Przystępując do Arcade, doświadczone studia mają szansę tworzyć wielkie, odważne, rozbudowane gry mobilne, nie bojąc się o zyski oraz płynność finansową.

Apple Arcade ma być jak inkubator dużych gier na małe ekrany, które mogłyby inaczej nigdy nie powstać. Nie w branży kładącej olbrzymi nacisk na pozorną darmowość oraz mikro-transakcje. Podczas gdy inni taplaliby się w bagnie free2play, Apple Arcade miało być jak kuźnia najlepszych gier dla iPhone’a, iPada oraz MacBooka.

Niestety patrząc na najnowsze gry reklamowane jako część usługi, nie widzę w nich żadnej wielkości. Żadnej odwagi. Żadnej wspaniałości. Żadnego geniuszu. Na pierwszy rzut oka to produkcje, jakich masa w Google Play oraz App Store. Różnica polega wyłącznie na tym, że nie ma w nich mikro-transakcji. Jednak pod względem poziomu skomplikowania czy eksperymentowania z nowymi formatami zabrakło skoku na przód. Zabrakło wyróżnika, który windowałby produkcje Apple Arcade ponad te z App Store’a.

Boję się, że Apple tak bardzo zafiksował się na zaoferowaniu ponad 100 gier na start usługi, że nie patrzy już na ich wyjątkową, ponadprzeciętną jakość. Zamiast tego ważniejsza stała się ilość. Jak gdyby priorytetem była już tylko możliwość przyklejenia naklejki z napisem „Only on Apple Arcade”. Byle by zdążyć przed 19 września 2019 r. Właśnie wtedy Apple Arcade oficjalnie wystartuje w ponad 150 krajach na całym świecie.

Muszę za to pochwalić Apple za wysokość miesięcznej subskrypcji Apple Arcade.

Miesiąc dostępu do ponad 100 gier pozbawionych mikro-transakcji i reklam będzie kosztować zaledwie 5 dol. W Polsce 24,99 zł. Do tego Apple oferuje pierwszy miesiąc zabawy kompletnie za darmo. To uczciwa stawka. Biorąc pod uwagę stosunek ceny do zawartości, mobilni gracze nie mają powodów do narzekania. Wręcz przeciwnie. Najlepsze gry na iOS-a kosztują znacznie, znacznie więcej niż te 5 dol. Wiem natomiast, że w ramach abonamentu zyskamy dostęp do przynajmniej 4 rewelacyjnie zapowiadających się produkcji. Tak wskazuje moja prywatna lista śledząca poczynania deweloperów, którzy nawiązali współpracę z Apple.

Nie mogę się doczekać, kiedy wystartuje Apple Arcade i kiedy będę mógł zrobić dla was listę najbardziej ciekawych, rozbudowanych i udanych gier mobilnych.

Dołącz do dyskusji