Tygodniu, zamknij się! Weekendowy przegląd prasy z Publico24 Newsstand – pierwszym w Polsce Netfliksem dla gazet i czasopism

Tygodniu, zamknij się! Weekendowy przegląd prasy z Publico24 Newsstand – pierwszym w Polsce Netfliksem dla gazet i czasopism

Tygodniu, zamknij się! Weekendowy przegląd prasy z Publico24 Newsstand – pierwszym w Polsce Netfliksem dla gazet i czasopism

Pora podsumować dobiegający końca tydzień. Co się działo? O czym pisały dzienniki? Co było w tygodnikach i miesięcznikach? Rozpoczynamy weekendowy przegląd prasy z platformą Publico24 Newsstand – pierwszym w Polsce Netfliksem dla prasy.

O tym, czym jest i jak działa Publico24 Newsstand, pisał już Szymon Radzewicz. Jeśli przegapiliście mój poprzedni przegląd prasy z Publico 24, to nic strasznego się nie stało. Zaległości możecie nadrobić choćby teraz. O tutaj.

Jeśli też chcecie skorzystać z Publico24 Newsstand, to możecie zrobić to zupełnie za darmo. Usługa jest płatna, ale Czytelnicy Spider’s Web 7 dni testują bez opłat.

Można otrzymać dodatkowe 30 dni (czy razem 37 dni) darmowej subskrypcji, jeśli poda się dane karty płatniczej przy subskrypcji.

Ok, sprawy organizacyjne mamy za sobą. Pora przejść do podsumowania tygodnia.

Za 250 mln funtów sztuczna inteligencja poszuka raka

Sztuczna inteligencja szybko się uczy. Aplikacja Zdjęcia Google nauczyła się na przykład, jak wygląda pies i umie wypatrzyć psy na moich zdjęciach. Dostrzega też samochody i budynki. Dzięki sztucznej inteligencji wyszukiwanie zdjeć stało się łatwiejsze. Wystarczy wpisać „dziecko” i już. Widzimy tylko zdjęcia dziecka.

W Wielkiej Brytanii stwierdzono, że skoro sztuczna inteligencja jest taka mądra, że potrafi znaleźć psa, to niech znajdzie też raka. I teraz Brytyjczycy chcą wspomagać lekarzy sztuczną inteligencją.

Algorytmy są lepsze od człowieka w wykrywaniu niepożądanych zmian i potrafią pod tym względem badać kilka osób jednocześnie. Na Wyspach planują wydać górę pieniędzy na stworzenie narodowego laboratorium sztucznej inteligencji do działań medycznych.

Sztuczna inteligencja musi się jednak na czymś uczyć:

Jak wskazują specjaliści, nawet najbardziej zaawansowane algorytmy będą bezużyteczne bez dostępu do baz danych „prawdziwych” pacjentów, dzięki którym nauczą się prawidłowo rozpoznawać choroby. Na przykład system wspomagający wykrywanie chorób nerek „nauczył się” na wynikach ok. 1,5 mln osób. (…) połowa Brytyjczyków jest skłonna udostępnić wszystkie swoje dane medyczne do eksperymentów, jeśli miałoby to pomóc lepiej wykrywać choroby – czytamy w Newsweeku w Publico 24 Newsstand.

Wieczne Miasto ma wieczny problem ze śmieciami

Segregacja śmieci może przysporzyć bólu głowy.

Żółty to plastik i metal. Niebieski to papier. Brązowy to bio. Szary to oczywiście zielone. Czarny to tzw. odpady zmieszane. Proste?

Nie dla lokalnej spółki odpowiadającej za wywóz odpadów w moim mieście. Pracownicy odpowiedzialni za porządek sami robią bałagan i regularnie w śmietnikach na moim osiedlu ustawiają kubły w złych miejscach. Jeśli na ścianie wisi wielki napis „plastik i metal”, to możesz być pewny, że należy tam wrzucać papier. Jak to?

Aby ułatwić mieszkańcom segregację, w śmietnikach zamontowano wielkie plansze z informacjami o strefach segregacji. W tych strefach stoją odpowiednie kubły. W tych strefach powinny stać odpowiednie kubły. Ale wiecznie są pomieszane, ponieważ przy wywózce odpadów osoby odpowiedzialne za porządek ustawiają kubły tam, gdzie im wygodnie, a nie gdzie jest odpowiednia strefa.

Miało być ułatwienie, a jest jeszcze większe zamieszanie. To jednak nie jest poważny śmieciowy kryzys. To nawet nie jest kryzysik.

Gdy ty zastanawiasz się, do którego kubła kubła wyrzucić brudną pieluchę, a do którego popsutą drewnianą zabawkę, we Włoszech mają śmieciowy armagedon.

Zza rogu dobiega mdły zapach. Kiedy skręcam w boczną ulicę obok stacji Termini, drogę zagradza mi barykada ze śmieci. Kartony i pudełka tworzą mur. Obok przepełnionych pojemników leży góra worków: niebieskie, zielone, fioletowe, czarne. Na bruku leżą kości, skórki, łupiny i inne resztki organiczne. Bankietują przy nich mewa i dwa gołębie. Zatykam nos – tymi słowami rozpoczyna swój tekst w Newsweeku Agnieszka Zakrzewicz, który czytamy w Publico24.

Problem śmieci przerasta obecne władze. Wynika z zaniedbań w gospodarowaniu śmieciami oraz ze strukturalnych opóźnień. I wraca regularnie. Niemal w każde upalne lato Rzym zalewają śmieci, a od sześciu lat jest z roku na rok coraz gorzej. Natomiast od trzech lat śmieci wylewają się na ulice również w okolicach sylwestra. Czyli nawet zimą nie ma od nich spokoju.

W artykule autorka próbuje wskazać powody śmieciowej apokalipsy:

W grudniu spłonął jeden z trzech rzymskich zakładów zbiórki i usuwania odpadów Tmb Salario, który przyjmował prawie jedną czwartą niesegregowanych śmieci. Nie udało się ustalić sprawców. W marcu pożar wybuchł w bliźniaczym zakładzie w Rocca Cencia. Na szczęście szkody były mniejsze. W maju nastąpiła awaria w Malagrotcie, na największym wysypisku w Europie. Rzym nie daje rady zutylizować prawie 5 tysięcy ton odpadów produkowanych każdego dnia.

Władze miasta oskarżają świat przestępczy o wywołanie śmieciowego kryzysu. Burmistrz mówi, że wypowiedział mu wojnę, którą… chyba właśnie przegrywa.

Włosi wyrzucają na ulice stare materace, telewizory i zużyte ubrania. Psy sikają gdzie popadnie – nawet na drzwi restauracji. Zwierzęcych odchodów prawie nikt nie zbiera. Selektywna zbiórka śmieci w Rzymie nie obejmuje nawet połowy wytwarzanych przez miasto odpadów.

A segregować warto!

Myśląc o recyklingu mamy w głowie głównie ponowne wykorzystanie szkła i papieru. Nic dziwnego, w końcu skupy butelek i makulatury istniały w Polsce na długo przed tym, jak krajobraz miast zmienił się przez poustawiane wszędzie różnokolorowe kubły na śmieci.

Tymczasem musimy sobie wbić do głowy, że plastik też należy segregować i wyrzucać do odpowiednich koszy.

Dlaczego to takie ważne? Plastikowe śmieci rozkładają się bardzo, bardzo, bardzo, bardzo wolno. Za wolno, żeby mogły w naturalny sposób zniknąć z naszej planety. Czas nie jest jedynym problemem. Dajmy na to taka plastikowa butelka, jeśli po biwaku została rzucona gdzieś na trawnik lub w krzaki, to jest spora szansa, że trafi do rzeki. Tam się trochę poobija o kamienie i zostanie wyrzucona na brzeg. Tam wyschnie, słonko ją ogrzeje, plastik zacznie pękać i kruszyć się. Wyższy poziom wody zabierze ją w dalszą podróż. Sytuacja będzie się ponawiać jeszcze kilka razy zanim nasza butelka dotrze do morza lub oceanu. Czyniąc historię krótką – tak powstaje mikroplastik. Czyli kawałki plastiku mniejsze niż 5 mm, które są zjadane przez zwierzęta, wypijane przez nie oraz ludzi w wodzie, która mimo filtrowania potrafi pozostać zanieczyszczoną. Mikroplastik w postaci maleńkich ziarenek jest też obecny w powietrzu. I wdychamy go codziennie.

A przecież plastik to surowiec. Czasem może posłużyć jako paliwo do spalania w specjalnych przemysłowych piecach, które są w stanie pozyskać z niego energię, a dzięki zaawansowanemu systemowi filtrowania nie powodować szkód w jakości powietrza.

Natomiast butelka PET może dostać drugie życie. Jeśli trafi do sortowni, to ma szansę dotrzeć do przetwórni (byłem w takiej przetwórni, sprawdź moją relację). Tam zostanie umyta, pocięta i przetworzona na plastikowe granulki. Z nich można już wytwarzać nowe butelki PET. Ale nie tylko butelki:

Ze zużytych butelek PET uzyskamy nie tylko kolejne butelki. Mogą być one wykorzystane do produkcji ubrań czy zabawek. Do wyprodukowania T-shirtu wystarczy już 5 zużytych półtoralitrowych butelek PET, 35 może stać się śpiworem, 36 – dywanem, a z około 25 wyprodukujemy geowłókninę pod kawałek chodnika miejskiego o wymiarach 2×2 m lub pas jezdni autostrady o długości 1 m – czytamy w National Geographic w Publico24 Newsstand.

Elektrykiem w pieszych i rowerzystów

Pozostajemy przy tematyce blisko ekologii i takich tam. Bo będziemy teraz mówić o elektrycznych samochodach.

Unia Europejska zauważyła, że auta elektryczne i hybrydowe są ciche i coraz bardziej popularne. Połączenie tych dwóch przymiotników spowodowało problemy – piesi i rowerzyści nie słyszą, że jedzie samochód i nagminnie wchodzą pod koła elektryków. Tak przynajmniej uznano.

Zadecydowano więc, że samochody elektryczne i hybrydowe poruszające się z prędkością do 20 km/h będą musiały emitować dość głośny dźwięk (56 db). Powyżej tej prędkości dźwięk ma nie być potrzebny, ponieważ piesi i rowerzyści usłyszą już szum opon.

Przepis dopuszcza pewną dowolność w ustalaniu rodzaju dźwięku. Może on np. wyrażać charakter marki, musi jednak przypominać pracę silnika spalinowego – czytamy w Auto moto i sport w Publico 24.

Pytacie, co o tym sądzę? Nie pytacie? Ale i tak powiem napiszę. Jestem przekonany, że za kilkadziesiąt lub ileś tam lat, gdy pojazdy elektryczne będą wiodły prym, a ludzkość przerzuci się na lepsze źródła energii, to na lekcjach historii dzieciaki i nauczyciele będą mieć niezłą bekę (czy jak to się będzie wtedy mówiło) z tego, że w 2019 r. w Europie nakazano elektrycznym samochodom puszczać z głośniczka dźwięk klekoczącego diesla.

Szefie, daj mi abonament na prawnika

Jeśli w ofercie pracy widzisz hasło „praca w młodym, dynamicznie rozwijającym się zespole”, to wiedz, że właścicielowi firmy głupio było napisać tylko, że oferuje 1500 zł na rękę.

Jeśli widzisz „stabilne warunki zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę”, to wiedz, że właściciel jest bardzo dumny z tego, że już nie zatrudnia na czarno.

A jeśli widzisz „przyjazną atmosferę”, to wiedz, że bardzo chciał dopisać trzeci benefit. Jakikolwiek.

A jeśli widzisz hasło „abonament prawny”, to wiedz, że czytasz Businessman.pl w Publico24.

Tak, tak, moi mili. Zapomnijcie o dynamicznych zespołach, elastycznych godzinach i miłej atmosferze. Teraz pracodawca, żeby utrzymać w firmie najlepszych pracowników musi nierzadko stanąć na głowie. Businessman.pl podaje, że przedpłacona karta sportowa jest najpopularniejszą korzyścią, jaką wabi pracodawca. Natomiast pakiet medyczny jest korzyścią najbardziej pożądaną przez pracowników.

Co dać tym, którzy mają już życiu wszystko (pracę w młodym, dynamicznie rozwijającym się zespole, stabilne warunki zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, przyjazną atmosferę, kartę na siłownię, pakiet medyczny i frytki do tego)? Abonament prawny – to jest odpowiedź.

W realiach dzisiejszego świata istnieje tak ogromna liczba przepisów dotyczących każdego z nas, że przy szybkości ich zmian ciężko jest się odnaleźć i dostosować w codziennym życiu. Zdarzają się też niecodzienne sytuacje, z którymi musimy się mierzyć, jak np. niezrozumiałe pismo z urzędu, ktoś coś nam zniszczy, my zniszczymy coś komuś, nasze dziecko lub zwierzę wyrządzi komuś szkodę, kupujemy coś lub sprzedajemy i nie rozumiemy umowy oraz wiele, wiele innych przypadków – czytamy w Businessman.pl w Publico24.

Nie wiem, czy wiecie, ale my w Spider’s Webie też mamy taki abonament prawny. Działa on trochę inaczej niż napisano w Businessman.pl i reaguje na „Kubuś pomóż”. Tak, tak. Nasz serwis Bezprawnik.pl powstał właśnie z takich powodów, jakie zacytowałem powyżej.

Dobrze jest mieć swojego dentystę, mechanika samochodowego, lekarza rodzinnego, a jeśli ma się dzieci, to również pediatrę. Co jakiś czas przydaje się sprawdzony malarz albo ktoś kto umie zrobić remont, a panele podłogowe i kafle kładzie z zamkniętymi oczami i bez szwagra.

Dzisiaj dobrze jest też mieć prawnika. Nigdy nie wiemy, kiedy ktoś zaleje nam mieszkanie, wjedzie w nasz samochód albo to my wyrządzimy komuś szkodę. Prowadząc bloga dowiedziałem się też, że w dorosłym życiu przynajmniej raz w tygodniu ktoś chce cię pozwać – a to za to, co napisałeś, a to za to, że dałeś komuś bana i on nie może czegoś napisać.

Dobrze jest mieć swojego prawnika. Kubuś, dzięki że jesteś!

A wy, jeśli nie macie swojego Kubusia, to musicie iść pogadać z szefem. Abonament prawniczy jest tym, czego potrzebujecie.

Pajacyki: rower z USB

W poprzednich „Pajacykach” na zakończenie prasówki wrzuciłem sporo zdjęć z nagimi i półnagimi paniami. Nie ma czasu na wyjaśnienia – kliknij tutaj, żeby sprawdzić mój ostatni przegląd prasy z Publico24.

Wiem, że ostatnio ustawiłem poprzeczkę bardzo wysoko, ale muszę was rozczarować – nie możemy tych prasówek (zawsze) budować na goliźnie. Ale możemy na innych fajnych rzeczach.

A fajny jest rower miejski Peugeot AE21, który znalazłem w Auto moto i sport. Ma silnik elektryczny. Ma schowek na torbę. Ma USB do ładowania smartfona.

Jeździłbym.

To tyle na dzisiaj. Trzymacie się ciepło i do następnego razu.

Sprawdź Publico24 Newsstand za darmo

Jeśli też chcecie skorzystać z Publico24 Newsstand, to możecie zrobić to zupełnie za darmo. Usługa jest płatna, ale Czytelnicy Spider’s Web 7 dni testują bez opłat.

Można otrzymać dodatkowe 30 dni (czy razem 37 dni) darmowej subskrypcji, jeśli poda się dane karty płatniczej przy subskrypcji.

Jak działa Publico24 Newsstand? Przeczytaj tutaj: „Czekałem na to! Publico24 Newsstand to pierwszy w Polsce Netflix prasowy z gazetami i czasopismami”.

*Materiał powstał we współpracy z marką Publico24 Newsstand. No shit Sherlock!

Dołącz do dyskusji