Call of Duty: Modern Warfare to CoD, na którego czekam od 2009 r. Moją nadzieję rozpaliło te 13 punktów

Artykuł/Gry 02.08.2019
Call of Duty: Modern Warfare to CoD, na którego czekam od 2009 r. Moją nadzieję rozpaliło te 13 punktów

Call of Duty: Modern Warfare to CoD, na którego czekam od 2009 r. Moją nadzieję rozpaliło te 13 punktów

Do sieci trafił zwiastun nadchodzącego Call of Duty: Modern Warfare, przedstawiający rozgrywkę wieloosobową. Materiał reklamowy został pozbawiony przesadnych wodotrysków, plecaków odrzutowych, mechanicznych psów, laserowych broni i egzoszkieletów. Trailer jest tak zwyczajny, że to aż cudowne.

Nie będę ukrywał: moje serce znajduje się po battlefieldowej stronie mocy. Piękna grafika, ogrom możliwości, wielkie mapy, 64 graczy na arenie, do tego jednoczesny konflikt na ziemi, wodzie oraz w powietrzu – kręci mnie ta skala. Kręci mnie ten rozmach oraz swoboda w decydowaniu o własnym stylu gry. Nie zawsze przedkładałem jednak BF-a nad CoD-a. Pierwsze Call of Duty uważam za filmowo-narracyjną rewolucję całego gatunku. Kto przechodził misję pod Stalingradem, ten wie o czym piszę. Multiplayer również przyciągał na setki godzin, detronizując wysłużony Medal Honoru.

Najwięcej czasu w trybie multiplayer spędziłem przy Call of Duty 4: Modern Warfare z 2009 r.

Uważam, że do tego czasu nie powstał żaden równie dobry CoD. Jasne, World at War był porządny. Pierwszy Black Ops naprawdę się udał. WWII posiada świetną kampanię. Wszystko to prawda, niczego tym grom nie ujmuję. Nic jednak nie poradzę na to, że od 2009 r. żaden CoD nie potrafił zatrzymać mnie przy sobie na dłużej. Gdy Activision dało zielone światło na plecaki odrzutowe i robo-psy, tym bardziej nie miałem ochoty odrywać się od Battlefielda.

Call of Duty zawsze miało jedną niezaprzeczalną zaletę – świetną mechanikę ostrzału na konsolach. Sprzężenie zwrotne między grą i kontrolerem było kapitalne. Prawie tak dobre jak w Destiny od Bungie. Każdy strzał dawał frajdę i zachęcał aby grać dalej. Co mi jednak ze świetnego feelingu, gdy zamiast rozwoju, seria cofała się i zwijała. Ograniczenie do 12-16 graczy, spłaszczenie map i podkręcenie tempa znalazło wielu zwolenników. Mnie jednak wśród nich nie było. Chciałem więcej, głośniej, mocniej.

Dopiero teraz, w 2019 r. dostałem cień szansy, że oto nadchodzi Call of Duty w sam raz dla mnie. Zwiastun trybu multiplayer tchnął we mnie niezdrowy optymizm, tak obcy wobec wcześniejszych odsłon tej serii. Chociaż Modern Warfare nie będzie tak wielkie i wszechstronne jak Battlefield, to nareszcie zaoferuje sieciową rozgrywkę w poważnej, taktycznej, wymagającej otoczce. Oglądam więc zwiastun, a także panel deweloperów i zastanawiam się, na ile sam sobie robię krzywdę, napalając się na Modern Warfare.

Multi w Call of Duty: Modern Warfare trafia do mnie z przynajmniej 13 powodów:

1. Lot helikopterem na wejście. Taka drobnostka, a tak odświeżająca. Gracz wraz z drużyną lądują na arenie wieloosobowej przy użyciu śmigłowca. Wcześniej mamy okazję zobaczyć większość mapy, rozpoznając jej najbardziej charakterystyczne elementy. Czysta kosmetyka, ale wprowadzająca w odpowiedni nastrój oraz pompująca stawkę przed zderzeniem dwóch drużyn.

Ciekawostka: na niektórych mapach zaczniemy od jazdy ciężarówką zamiast lotu helikopterem.

2. Mapy nocne. Większość, o ile nie wszystkie mapy w Call of Duty: Modern Warfare będą miały swój nocny odpowiednik. Miałem już przyjemność grać na arenie skąpanej w mroku i muszę przyznać, że nie byłem gotowy na takie wyzwanie. Chaos. Kompletna ciemność. Błyski wystrzałów. Nocne walki zmuszają do modyfikacji taktyki, sposobu poruszania się oraz krycia terenu. Zupełnie inny świat!

3. Noktowizory i wiązki laserów. Przeciwwagą dla ciemności są noktowizory. Dzięki nim zobaczymy wrogów przyczajonych w ciemnościach. Niestety, większość modeli noktowizorów nie pozwoli celować bezpośrednio z przyrządów optycznych broni. Alternatywą pozostaje seria z biodra. Warto też dodać, że korzystając z noktowizora i współpracującego z nim lasera zamontowanego na broni, owy laser mogą zobaczyć również wrogowie z założonymi goglami noktowizyjnymi.

W tym miejscu jak najbardziej warto nadmienić, że za techniczną warstwę związaną z różnymi typami oświetlenia odpowiadają… Polacy z Krakowa. Infinity Ward Poland ma wielki wpływ na powstawanie Call of Duty: Modern Warfare.

4. Włączniki świateł. Kolejny mechanizm związany z walkami w ciemnościach. Większość map będzie posiadać włączniki oraz wyłączniki sztucznego światła. Gdy w pomieszczeniu będzie znajdować się grupa wrogich graczy z założonymi noktowizorami, a my przekręcimy wajchę i włączymy lampy, wrogowie będą na moment kompletnie oślepieni. Oczywiście działa to też w drugą stronę. Znając położenie wrogów, możemy wyłączyć światło i spróbować zaatakować ich z zaskoczenia.

5. Najwięcej broni i modyfikacji w historii. Twórcy Call of Duty: Modern Warfare chwalą się, że to w ich produkcji będzie najwięcej broni, gadżetów oraz modyfikacji. Do KAŻDEJ giwery będziemy mogli wybrać akcesoria spośród 30 – 60 kompatybilnych modułów. Oczywiście ilość nie zawsze idzie w parze z jakością, ale osobiście nie mam nic przeciwko. Odblokowywanie nowiutkiego, błyszczącego ekwipunku to jedna z najprzyjemniejszych rzeczy powiązanych z rozwojem konta w trybie wieloosobowym.

6. Wolumetryczne światło dla wszystkich. Na serwerach Battlefield 1 dochodziło do fatalnych sytuacji związanych ze zmiennymi kształtującymi warunki gry. Przykładowo, na pustynnej mapie jeden z graczy widział burzę piaskową, podczas gdy u drugiego świeciło słońce. Nie ma wątpliwości, który z zawodników zyskiwał przewagę na niesymetrycznej modyfikacji środowiska.

Na szczęście w Call of Duty: Modern Warfare każdy efekt specjalny, każda chmura dymu i każdy promień słońca będzie tak samo widziany przez KAŻDEGO gracza. Niby banał, ale z technicznej strony dosyć trudny do osiągnięcia i wcale nie tak powszechny, jak mogłoby się wam wydawać. Czasami nawet nie macie pojęcia, jak różnią się wizualne doświadczenia waszych kolegów i was samych.

7. Pojazdy! Zgadza się. Call of Duty: Modern Warfare pozwoli na sterowanie wojskowymi pojazdami oraz prowadzenie za ich pośrednictwem ognia. Oczywiście wykorzystanie maszyn nie będzie przeprowadzone na taką skalę jak w Battlefieldzie i zapewne będzie dotyczyć tylko części ze wszystkich trybów wieloosobowych. Co nie zmienia faktu, że to krok w dobrym kierunku. Jeden czołg nie wyjdzie serii na złe, a może wnieść powiew świeżości do rozgrywki.

PS Zwiastun sugeruje, że gracze będą mogli się poruszać również na quadach. Te będą pomocne zwłaszcza na większych mapach.

8. Pozorowany realizm. Nie chcę robić z CoD-a drugiej ARMY. Miło jednak zobaczyć, że producenci decydują się na nieco bardziej poważne podejście do tematu. Rozmawiając z pracownikami w Infinity Wars Poland dowiedziałem się, że deweloperzy odbyli dziesiątki rozmów z militarnymi specjalistami, a także odwiedzili przynajmniej kilka regionów, w których toczone były współczesne konflikty zbrojne.

Przyjemnie patrzy się na to grupowe przemierzanie korytarzy w noktowizorach. Na wyważanie drzwi i osłanianie się nawzajem. Oczywiście aktualna rozgrywka będzie znacząco inna, ale zdaje się, że fundamenty pozostaną te same: będzie trochę bardziej poważnie, trochę bardziej profesjonalnie, trochę bardziej na serio. Mniam.

9. Asymetryczne mapy. Areny we wcześniejszych odsłonach Call of Duty działały w oparciu o model symetrycznego pączka z dziurką w środku (autorska koncepcja). Gracze biegali po takim pączku, szukając przed sobą wrogów. Gdyby stanęli w miejscu, wrogowie weszliby im na plecy. Wszystko przez dynamiczny, agresywny system respawnu, który zmusza do nieustannego biegania i poszukiwania wroga. Każde pomieszczenie ma przynajmniej dwa wejścia, a bezpieczne dziuple w zasadzie nie istnieją. Ma być szybko. Ma być intensywnie. Ma być do przodu.

W Call of Duty: Modern Warfare będzie nieco inaczej. Areny nareszcie nabiorą asymetrycznego charakteru. Oznacza to, że przynajmniej część pomieszczeń zamienimy na gniazda snajperskie i w przynajmniej części budynków nie będziemy musieli bać się respawnowego poganiacza. Lokacje zyskają dzięki temu na realizmie, a bardziej zachowawczy gracze nie będą się czuli jak na maratonie biegowym.

10. 20 vs 20! Podczas panelu dotyczącego trybu wieloosobowego można było zobaczyć zmagania dwóch drużyn składających się z 20 członków. Wspaniałe przesunięcie liczbowej granicy, biorąc pod uwagę, że standardem są pojedynki 12 graczy jednocześnie. Teraz tych graczy mamy przynajmniej 40-tu. Pytanie, jak taka masa żołnierzy spisze się na nowych mapach, podzielonych na pięć flag kontrolnych (w tle słychać motyw muzyczny Battlefielda).

11. Brak przepustki sezonowej. Wszystkie nowe mapy, bronie i tryby będą udostępniane graczom za darmo. Gdzie tkwi haczyk? Oczywiście w mikro-transakcjach. Gra zostanie nafaszerowana skrzynkami z losową zawartością, płatnymi skórkami, dopalaczami doświadczenia i tak dalej. Gdyby season pass został zachowany, tego typu mikro-transakcje zapewne i tak wylądowałyby w grze (przykład Black Ops 4). Możemy więc na nie narzekać z poziomu nowych map, bez dzielenia społeczności na posiadaczy DLC i posiadaczy cieńszych portfeli.

12. Koniec z klasami i „superami”. Twórcy Call of Duty przestali chorować na syndrom Overwatcha i wracają do korzeni. Operatorzy nie mają już unikalnych umiejętności specjalnych, a każdy gracz może stworzyć własną klasę od podstaw, wybierając pośród różnych broni, gadżetów, perków oraz kill-streaków. Bo wiecie, czasami krok w tył to krok we właściwym kierunku.

13. Cross-play uzależniony od kontrolera. Podłączasz pada do PC i grasz z ludźmi na XONE i PS4. Podłączasz myszkę do Xboksa i grasz z ludźmi na Windows 10. Call of Duty: Modern Warfare spróbuje zniwelować różnice między platformami, a kluczem doboru rywali będzie m.in. rodzaj wykorzystanego kontrolera. Twórcy od razu zaznaczają, ża zamiana pada na myszkę w połowie rozgrywki zda się na nic. Gra zablokuje gryzonia i pozwoli na dalszą zabawę wyłącznie za pośrednictwem pada.

Bonus. A gdyby tak 100 graczy… Zdaje się, że Activision nie może odpuścić sobie modułu battle royale. Świadczy o tym informacja prasowa, w której wydawca Modern Warfare wspomina o nowym trybie nazwanym Ground War. Ten ma pomieścić aż 100 graczy jednocześnie. Niestety, na temat GW nie wiadomo póki co niczego więcej. Biorąc jednak pod uwagę liczbę graczy, możemy spodziewać się kolejnej próby podebrania klientów niezwykle dochodowym molochom pokroju Fortnite’a czy PUBG.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji