Marita to nowa mapa do Battlefield V. Powinienem jej nie cierpieć, ale to druga najlepsza arena w grze

Artykuł/Gry 02.08.2019
Marita to nowa mapa do Battlefield V. Powinienem jej nie cierpieć, ale to druga najlepsza arena w grze

Marita to nowa mapa do Battlefield V. Powinienem jej nie cierpieć, ale to druga najlepsza arena w grze

Została stworzona wyłącznie dla piechoty. Próżno szukać na niej czołgów. Do tego jest ciasna i kontaktowa. Martina to w teorii suma wszystkiego, za czym nie przepadam w Battlefield V. Mimo tego na nowej mapie gra mi się doskonale. Arena trafiła do mojego prywatnego TOP3 wszystkich aren z BFV.

Fani (jeszcze jacyś zostali?) sieciowej strzelaniny Battlefield V mogą już próbować swoich sił na zupełnie nowej mapie wieloosobowej. Marita to kolejna po Merkurym grecka lokacja, która łączy brutalną wojnę z pięknymi widokami oraz turystycznymi pejzażami. Jej unikalnym wyróżnikiem jest fakt, że na arenę nie wjadą żadne czołgi ani ciężkie pojazdy opancerzone. Najczęstszy środek transportu, jaki udało mi się znaleźć, to… rolniczy traktor.

Marita czerpie nazwę od Operacji Marita – kryptonimu, pod którym Niemcy napadły Grecję.

Wydarzenia na nowej arenie wyprzedzają czasowo bitwę o Kretę na świetnej mapie Merkury. Nim greckie siły zostały zmuszone do wycofania się na wyspy, toczyły zacięty bój z włoskim agresorem. Konflikt nie toczył się po myśli sił Osi, dlatego w 1941 r., pod kryptonimem Operacja Marita, do ataku na kontynentalną Grecję przystąpiły również siły niemieckie. Naziści uformowali drugi front od strony Bułgarii. Walcząc na dwóch odcinkach (Bułgaria i Albania), alianci byli bez szans.

Inwazja na kontynentalną Grecję, która pełna jest gór, wzgórz oraz wzniesień, stała się inspiracją dla DICE. Twórcy gry Battlefield V chcieli oddać inwazję ponad pół miliona niemieckich żołnierzy, jacy przemaszerowali przez setki greckich miast, wsi i miasteczek. Oczywiście alianci nie oddawali swoich domów bez walki. O każdy plac, każdą ulicę i każde mieszkanie trwała zacięta walka. To właśnie ona jest sednem cyfrowej Marity dla BFV.

Marita to lokacja, w której aż roi się od piechoty. Jest ciasno, gęsto oraz intensywnie.

Wzgórza, uliczki oraz domy silnie zacieśniają otwartą przestrzeń. Na Maricie trzeba mieć oczy dookoła głowy, ponieważ śmierć czyha na gracza z bardzo wielu stron. Mamy tutaj zarówno masę okien i dachów, jak i wzgórza będące naturalnym terenem dla snajperów. Do tego dochodzą wysokie krzewy i zarośla, w których trudno dostrzec wroga. Najlepszym tego przykładem jest znajdująca się na mapie plantacja winogron. Wrogowie szukający się między rajkami wielkich krzaków to prawdziwa zabawa w ciuciu babkę.

Na tej mapie nie można złapać ani chwili oddechu. Podczas rozgrywki dla 64 graczy żadne miejsce nie wydaje się bezpieczne. To nie Hamada ani nie Areodrom, gdzie snajperzy kładą się w równych rzędach na górzystych zboczach. Prawie każdego strzelca wyborowego można zajść od tyłu, a gęsta zabudowa w centralnej części mapy potrafi działać na niekorzyść kamperów. Dzięki temu podczas rozgrywek częściej sięga się po medyka albo żołnierza wsparcia. Co za tym idzie, rozgrywka staje się bardziej dynamiczna i zacięta.

Nowa arena to miejsce, w którym zapomniane taktyki i gadżety przydają się na nowo.

Walcząc na nowej mapie zauważyłem, że do łask graczy wróciły na przykład granaty dymne. Marita jest przepełniona dymem. Dobrze rzucony smoke powoduje gigantyczny chaos i stanowi kapitalną zasłonę przed ogniem. Zdezorientowani wrogowie potrafią wybiegać z gęstej chmury zaraz pod lufy karabinów. Pogrom sieją także koktajle Mołotowa, które idealnie nadają się do wypędzania graczy z krzaków i zarośli.

DICE stanęło na wysokości zadania, jeśli chodzi o tworzenie konstrukcji. Kapitalnym pomysłem jest możliwość zbudowania mostu linowego, który łączy dwa przeciwległe krańce urwiska. Dzięki takiemu skrótowi ofensywne wojska niemieckie mogą z zaskoczenia atakować punkt B, kiedy większość sił greckich koncentruje się na zaciekłej obronie łatwo dostępnego punktu A. Taki drobiazg, a tak cieszy. Nieoczekiwane zajęcie flagi B razem z grupą znajomych to absolutne 10/10 w skali pozytywnych emocji.

Szkoda tylko, że raz postawionego mostu nie można później zniszczyć. Okazuje się, że drewno i liny to materiał odporny na pociski, wybuchy oraz zamachy saperką.

Oczywiście nie wszystko jest idealne. Oj nie.

Bardzo mnie dziwi, że wieża stojąca na środku wioski – centralny punkt mapy – została zabarykadowana. Rozumiem, że architekci Marity chcieli ograniczyć liczbę snajperów (co świetnie im wyszło), ale tego typu proste zabiegi są poniżej standardu serii. Zwłaszcza, że kamienną wieżę można w każdym momencie zburzyć. Wystarczy zamówić solidny nalot albo podłożyć większy ładunek. Gdyby można było wejść do środka, snajperzy naprawdę nie nacieszyliby się tą konstrukcją na długo. Tak samo jak nie cieszą się wieżą kościoła w Arras.

Dla wielu problemem będzie także sam kod sieciowy BFV. Ten został w ostatnim czasie nieco poprawiony, ale DICE wciąż nie potrafi osiągnąć stabilnego punktu przełomowego. Brakuje kamienia milowego, po którym można by napisać, że dziwne błędy (jak np. znikający żołnierze) raz na zawsze przestają istnieć. Taki kamień milowy swojego czasu uratował czwartego Battlefielda, który borykał się z naprawdę kompromitującymi usterkami. Niestety, na ten moment każda kolejna aktualizacja od DICE naprawia jeden aspekt Battlefielda, ale psuje inny. Dlatego nie dziwię się, że nawet najwięksi fani tracą powoli cierpliwość.

Szkoda byłoby jednak, aby przez głupie błędy posiadacze tej gry nie dali szansy Maricie. To cholernie dobra mapa. Świetnie zbalansowana, zróżnicowana, intensywna, dobrze przemyślana i śliczna wizualnie. Nie ma na niej nudy. Nowa lokacja przebojem wchodzi na moją prywatną listę TOP 3, zaraz obok aren Merkury i Pogięta Stal. Gdyby ktoś pytał, moją piątkę wspaniałych domyka Arras i Rotterdam.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji