Co jest nie tak z grą Harry Potter: Wizard Unite? Ta gra to symulator śmieciarza

Felieton/Gry 01.07.2019
Co jest nie tak z grą Harry Potter: Wizard Unite? Ta gra to symulator śmieciarza

Co jest nie tak z grą Harry Potter: Wizard Unite? Ta gra to symulator śmieciarza

Dobra. Pograłem kilka dni w Harrego Pottera udającego Pokemon GO i już wiem, dlaczego ta gra to niewypał.

Grałem od momentu polskiej premiery. Pierwszego dnia dużo. To jest jakieś 6 godzin niemal bez przerwy. Drugiego dnia trochę. Myślę, że nie więcej niż dwie godziny. Trzeciego dnia i wszystkie kolejne niemal wcale. Maksymalnie kilkanaście minut dziennie.

Na początku było fajnie. Chodziłem po bogatej mapie – miejsc, w których się coś robi, jest zdecydowanie więcej niż wtedy, gdy Pokemon GO debiutował w Polsce. W Harrym Potterze jest też więcej do roboty niż w Pokemonach. W Pokemon GO są tylko trzy główne typy akcji – odwiedzanie Poke Stopów, odwiedzanie Gymów i łapanie Pokemonów.

W Harrym Potterze są trzy typy budynków: areny, gospody i szklarnie. W każdym zbieramy inne śmieci. W każdym robimy coś innego. W Wizzard Unite Pokemonów nie ma, ale na mapie co rusz trafiamy na trzy różne typy przygód – nieznajdźki, wrogów do pokonania oraz składniki alchemiczne do zebrania.

Do tego momentu jest ewidentna przewaga Harrego Pottera nad Pokemon GO. W Harrym jest przecież więcej różnych miejsc do odwiedzenia i na mapie spotykamy różnorodne zadania, wrogów i przedmioty.

Problem polega na czymś innym

Harry Potter to gra bez celu. Okej, w Pokemonach też wielkiego celu nie ma. Chodzisz i łapiesz. Siedzisz i łapiesz. Jedziesz i łapiesz. Leżysz i łapiesz. I tak w kółko. Trudno nazwać to jakimś celem. Celem może być złapanie wszystkich, ale w zasadzie dla mnie to nie był cel.

W Pokemon Go grało się fajnie, bo łapało się nowe Pokemony, sprawdzało ich statystyki i porównywało je z już posiadanymi. A jeśli się okazało, że są lepsze, to zachowywało się stworki, żeby później wystawić je do walki. To był realny cel gry – zbieranie nowych i mocnych Pokemonów.

Tymczasem w Harrym Potterze nie ma Pokemonów. Są za to jakieś badziewne naklejki z elementami wyposażenia z boiska do quidditcha w Hogwarcie, nalepki z symbolami gratów z Ministerstwa magii i plakaty ze stworami z chatki Hagrida. Jednym słowem – śmieci.

Może przez pierwsze kilkanaście lub kilkadziesiąt minut ich zbieranie było fajne. O, znalazłem Kafel. A teraz pałkę do quidditcha. O, jest i Tłuczek. Jakaś szafa? No dobra, mam szafę. Gram dalej.

Dla fanów książek i filmów o małych czarodziejach, takie smaczki były bardzo przyjemne. Tak samo jak scenki towarzyszące licznym zadaniom. Jednak wystarczyło chwilę pograć, żeby zauważyć, że Harry Potter: Wizard Unite jest bardziej symulatorem grzebania w śmieciach niż następcą Pokemon GO.

Ze wszystkimi przedmiotami, które zbieramy w grze nie możemy się utożsamiać. To są po prostu śmieci. Śmieci do alchemii. Śmieci do wklejania w Rejestrze. Śmieci do cholera wie czego.

W tej grze nie ma w zasadzie żadnego rozwoju postaci – drzewko umiejętności tylko sprawia pozory, że na coś mamy wpływ. Różdżkę wybierasz sobie sam, a nie różdżka ciebie. Ty wybierasz sobie dom, a każdy Mugol wie, że powinna robić to Tiara przydziału. A co najgorsze, wszystkie przedmioty, które zbierasz można podzielić na cztery kategorie: bio, szkło, papier, metal i tworzywa. Tak, to są poprostu bezużyteczne śmieci, które nie mają żadnego istotnego przeznaczenia w grze.

Drugiego dnia złapałem się na tym, że nawet nie patrzę na to, co zebrałem. Nie interesowało mnie to, co zdobywałem, ponieważ było pozbawione jakiejkolwiek wartości. Obdarte z emocji.

Jakby tego było mało, gra bezlitośnie dobiera się do portfeli graczy. Wystarczy chwilę zagrać, żeby doświadczyć brutalnej rzeczywistości – często nie da się zrobić ani jednego eliksiru… mając cały skarbiec zapełniony składnikami alchemicznymi. Chcesz więcej miejsca w skarbcu? Płać. I nie wystarczy raz zapłacić, żeby mieć spokój na długo. Skarbiec podzielono na kilka części i trzy z nich mają osobne limity pojemności. Czyli trzeba zapłacić trzy razy, żeby podnieć pojemność każdej z przegród. Jednorazowa opłata nieznacznie zwiększa jedną z części skarbca. Wiec szybko się okazuje, że trzeba płacić znowu.

Trochę pograłem, trochę zapłaciłem, trochę się pomęczyłem, trochę ponudziłem. I już wiem, że hitu na miarę Pokemonów nie będzie. Nie bez poważnego przebudowania gry i nadania sensu temu, co ma robi w niej gracz.

Dołącz do dyskusji