Genialny zabieg ze skokiem czasowym w Fire Emblem: Three Houses. Uwielbiam takie motywy w grach

Felieton/Gry 26.07.2019
Genialny zabieg ze skokiem czasowym w Fire Emblem: Three Houses. Uwielbiam takie motywy w grach

Genialny zabieg ze skokiem czasowym w Fire Emblem: Three Houses. Uwielbiam takie motywy w grach

Jako profesor akademii masz pod swoimi skrzydłami wychowanków z wielu szlacheckich domów i rodów. Twoja klasa jest pełna indywiduów o unikalnych charakterach oraz osobowościach. Zaczynasz ich lubić. Zżywasz się z nimi. Stanowicie grupę połączoną więzami walki. Obiecujecie sobie, że niezależnie od przyszłości będziecie razem, wspierając się i pomagając sobie nawzajem. Wtedy wybucha wojna, a postać gracza znika na pięć długich lat…

UWAGA. Materiał zawiera spoilery dotyczące scenariuszy Fire Emblem: Three Houses. Czytasz na własną odpowiedzialność.

Podczas wystawnego balu ty i twoi podopieczni składacie wspólną obietnicę. Za pięć lat, gdy akademia Garreg Mach będzie obchodzić huczne 1000-lecie istnienia, ponownie spotkacie się w murach wielkiego zamczyska. Będzie to serdeczne spotkanie absolwentów, którzy do tego czasu zdążą się zamienić w prawowitych lordów, władców ziemskich, ministrów i generałów. Do Garreg Mach nie trafia bowiem byle kto. To szkoła dla dziedziców fortun, koron i tronów.

Obietnica jest czymś więcej niż tylko grzecznościowym wstępem do pożegnania się z murami akademii. Klasa prowadzona przez gracza uczestniczyła w wielu bitwach i potyczkach. Wypędzała bestie, przeganiała bandytów, a nawet udaremniała zamachy stanu. Na polu walki zawiązały się relacje uświęcone krwią, strachem i potem. Takie związki są znacznie potężniejsze niż zwykłe przyjaźnie i sympatie. Dlatego wspólna obietnica wydała się czymś uświęconym. Przyrzeczeniem tak ważnym, że nie do złamania. Widzimy się za 5 lat.

Wtem na kontynencie Fódlan wybucha wojna, która obejmuje zasięgiem wszystkie królestwa.

Sytuacja jest bardzo napięta. Uczniowie należą do jednej klasy, podczas gdy ich rodzice wypowiadają sobie wzajemnie wojny. Panuje dezinformacja. Szerzy się chaos. Na domiar złego gigantyczna armia maszeruje w kierunku akademii Garreg Mach. Jako profesor musimy zapanować nad sytuacją. Musimy obronić mury akademii, a także chroniących się wewnątrz studentów. Stajemy więc do boju, stanowiąc pierwszą linię obrony Garreg Mach. Brzmi epicko? Niestety szybko okazuje się, że pomimo wielu asów w rękawie przytłaczająca liczba wroga jest nie do powstrzymania…

Garreg Mach upada. Postać gracza przegrywa bitwę. Jego ciało zostaje zrzucone w głęboką przepaść, a wroga armia wchodzi do środka akademii. Co dzieje się potem? Co z uczniami? Co z personelem naukowym? Nie wiadomo. Nastaje ciemność.

Pięć lat później, czyli Fire Emblem w świetnej formie.

Gdy otwieramy oczy, stoi nad nami zdezorientowany chłop. Na skutek meandrów fabularnych, których nie chcę zdradzać, wracamy do życia. To od farmera dowiadujemy się, że bitwa o Garreg Mach skończyła się bardzo dawno temu. Minęło od niej pięć długich lat. W tym czasie jedna ze stron konfliktu zdążyła podporządkować sobie niemal cały kontynent. Akademia zamieniła się z kolei w ruinę, ponieważ nie znajduje się w strategicznym miejscu. Gruzy zamku stały się łakomym kąskiem dla złodziei, ale i oni boją się przekraczać mury Garreg Mach. Podobno w środku coś straszy. No i zabija.

Gdy pojawiamy się w ruinach akademii, widzimy jeden z bardziej wstrząsających obrazów Fire Emblema. Nasz dawny uczeń, nasz podopieczny, wciąż znajduje się na miejscu. Nie jest jednak tym energicznym, pełnym pasji młodzieńcem, co pięć lat temu. To widmo zdrowego nastolatka. Oszalały cień dawnego lorda, który ma problemy z rozróżnieniem majaków od rzeczywistości. Pełen blizn, bez oka, targany nienawiścią, były student jest jak policzek dla gracza. Jak wewnętrzny głos mówiący: zobacz jak zawiodłeś.

Efekt jest o tyle dotkliwy, że przez pierwsze 30 – 50 godzin rozgrywki walczyłeś ramię w ramię z tym studentem. Chroniłeś go. Uczyłeś go nowych ataków oraz specjalizacji. Wielokrotnie nadstawiałeś karku, aby wyciągnąć go z opresji, ale także i on wielokrotnie osłaniał plecy swojego profesora, doskonale władając włócznią. Teraz wszystko to wydaje się na marne. Gracz stoi przed wrakiem człowieka, który stracił znacznie więcej niż tylko oko.

Jak gdyby ciągnięci magiczną siłą, inni uczniowie wracają do ruin Garreg Mach.

Chociaż wydaje się to bezcelowe, studenci chcą wypełnić uświęconą obietnicę sprzed pięciu lat. Dawni podopieczni gracza wracają na miejsce pogromu, ale trudno szukać w nich studentów sprzed pół dekady. Każdy z nich się zmienił. Dorósł. Wygląda inaczej niż w pierwszej połowie gry. Samo odkrywanie na nowo wizerunków ex-uczniów to wielka frajda. Trochę jak gdyby pielęgnowane przez kilka dni Tamagotchi nareszcie ewoluowało. Niestety nie zawsze jest to pogodna i radosna ewolucja. Część studentów od pięciu lat walczy o przetrwanie, uciekając przed tyranią wroga. Inni zrezygnowali ze swoich nastoletnich celów, poddając się prozie życia. Tylko nieliczni są pełni tej samej energii co dawniej.

Producenci Fire Emblem: Three Houses naprawdę stanęli na wysokości zadania, jeśli chodzi o prace nad postaciami. W grze znajduje się niemal 30 bohaterów, którzy przechodzą ewolucję. W ciągu 5 lat zmieniają się nie tylko ich modele postaci oraz portrety, ale również cele, postawy, a czasem nawet klasy i specjalizacje. Każda postać to unikalna historia, która jest warta poznania. Do tego gra oferuje aż cztery różne zakończenia, w zależności od podjętych decyzji.

Oczywiście twórcy Fire Emblem: Three Houses nie są pierwszym studiem, które bawi się skokami w czasie.

Już pierwsze Final Fantasy z 1987 r. eksperymentowało z podróżami w czasie. Kapitalny Chrono Trigger koncentrował się głównie na czasowych podróżach. Pamiętam, że seria Legacy of Kain również lubowała się w tych motywach. Współcześnie czas jest jednym z głównych motywów bijatyki Mortal Kombat, która stawia naprzeciwko siebie młodsze i starsze wersje wojowników. Quantum Break był jednym wielkim czasowym bólem głowy. Nie można też zapomnieć o świetnym Prince of Persia: Shadow Within. Z tej perspektywy motyw o którym piszę nie jest niczym odkrywczym ani rewolucyjnym.

O ile jednak dla większości gier podróże w czasie to element wpływający na gameplay, w Fire Emblem czasowe przeskoki mają gigantyczne znaczenie fabularne. Te pięć lat to coś znacznie więcej niż skok przez portal w serialu scifi. To fundamentalna zmiana całego świata, polityki, bohaterów, agendy oraz lokacji. W wielu produkcjach podczas skoku w czasie to gracz pozostaje najważniejszy. Fire Emblem: Three Houses pokazuje, że najważniejsze jest wszystko dookoła. Że zachodzą zmiany, których nie da się odkręcić. Dochodzi do zniszczeń, których nie da się naprawić. No i to jest świetne.

Dzięki takiemu postawieniu sprawy gracz naprawdę czuje, że go brakowało. Że zawiódł. Że nie naprawi wszystkiego. To silny bagaż emocjonalny. Zwłaszcza w Three Houses, gdzie stawia się nas w roli opiekuna, nauczyciela i mentora. Dzięki tak potężnej zmianie fabularnej gra dostaje skrzydeł, a gracz ma ochotę rozegrać kolejnych kilkadziesiąt godzin w fikcyjnym świecie. Oczywiście w ciągu tego czasu nie uda mi się zreperować wszystkiego. Ale może chociaż część…

Dołącz do dyskusji