Google rozważa wyrzucenie dziecięcych kanałów z głównego YouTube’a. To świetny pomysł

Artykuł/Social media 27.06.2019
Google rozważa wyrzucenie dziecięcych kanałów z głównego YouTube’a. To świetny pomysł

Google rozważa wyrzucenie dziecięcych kanałów z głównego YouTube’a. To świetny pomysł

Google rozważa wyrzucenie wszystkich dziecięcych kanałów z głównego YouTube’a. To doskonały pomysł, nawet jeśli rodzice małych twórców będą musieli na początku mocno zagryźć zęby i przygotować się na spadek przychodów. 

YouTube musi wreszcie zdecydować, dla kogo jest platformą. Przez lata serwis popadał w coraz większą sprzeczność. Z jednej strony promował kanały dla dzieci, z drugiej przyznawał, że właściwie to nie jest odpowiednią platformą dla najmłodszych. Żeby pokazać, jak bardzo dba o młodego widza, stworzył nawet osobną aplikację YouTube Kids. Może nią teraz wymachiwać na oficjalnych spotkaniach, chwaląc się, jak bardzo dba naszych milusińskich. Wiele więcej z jej istnienia nie wynika.

Ostatnio takie lawirowanie staje się jednak coraz trudniejsze. Sprawy zaszły tak daleko, że Google rozważa, czy nie zacząć wreszcie traktować swojego własnego regulaminu poważnie. Wśród pomysłów na to, jak naprawić platformę znalazło się wyproszenie wszystkich dziecięcych twórców do YouTube Kids, a także wyłączenie dla dzieci opcji automatycznego odtwarzania.

Dziecko to nie jest dorosły w wersji zminiaturyzowanej.

Od Elsagate przez aferę z tworzeniem list rekomendacji dla pedofilów po kontrowersyjne filmy z nieodpowiednimi dla najmłodszego widza treściami. Na świecie, jak i w Polsce, pojawia się coraz więcej pytań o to, czy YouTube z pewnością jest odpowiednim miejscem dla dzieci (spoiler alert: nie, nie jest).

Dobrze to obrazuje awantura o kanał Lorda Kruszwila, która nie tak dawno przetoczyła się przez polski internet. Świetnie obnażyła ona problemy, jakie rodzi siedzenie okrakiem przez Google’a na płocie i bycie tylko oficjalnie nie dla dzieci. Te same treści oglądane przez dorosłych i najmłodszych są odbierane inaczej.

Dziecko inaczej odbiera świat i uczy się dopiero interpretować sygnały, które dla starszych są oczywiste. Choćby dlatego argumenty twórców kanału, że przecież każdy jest w stanie rozpoznać jego satyryczny charakter, trzeba włożyć między bajki. I wkładać je tam tak długo, jak długo oglądać mogą ich też najmłodsi.

Także obecność treści, które w ogóle nie powinny się znaleźć na YouTubie, budzi większy sprzeciw, jeśli uświadomimy sobie, że mogą trafić na nie dzieci. Google nie jest i nigdy nie będzie w stanie osiągnąć moderacyjnej doskonałości i to coś, z czym należy się pogodzić. Problem polega jednak na tym, że dostosowane do dorosłych standardów algorytmy puszczą więcej kontrowersyjnych nagrań.

Nie trzeba chyba nikomu przypominać, jak wielkim problemem było całkowite usunięcie z serwisu nagrań z zamachu w Christchurch. Materiału, którego absolutnie nie powinni oglądać najmłodsi.

YouTube Kids to w obecnej formie listek figowy ukrywający brzydką prawdę.

Wall Street Journal informuje, że Google kombinując, jak naprawić złą prasę i odeprzeć zarzuty, że YouTube jest dla dzieci po prostu niebezpieczny, rozważa coraz bardziej stanowcze ruchy. Google ma się zresztą czego bać nie tylko ze strony opinii publicznej i mediów. Firmie bacznie przygląda się amerykańska Federalna Komisja Handlu po tym, jak grupa konsumentów oskarżyła ją, o gromadzenie danych dzieci poniżej 13 roku życia bez zgody ich rodziców i narażenie ich na oglądanie nieodpowiednich treści. Google broni się, podkreślając, że właśnie, by uniknąć takich oskarżeń, stworzył YouTube Kids.

Aplikacja ma być przeznaczona dla osób za młodych na treści, które pojawiają się na YouTubie dla dorosłych. Pociechy z całego świata mają tam znaleźć dla siebie bezpieczne miejsce do zabawy, angażowania się w filmy i spędzania godzin, ślęcząc nad tabletem mamy czy taty. Tyle teorii.

W praktyce powstanie YouTubie Kids nie tylko nie pociągnęło za sobą masowej przeprowadzki na nową platformę twórców, którzy rozwinęli swoje kanały na dużym YouTubie, ale też nie zniechęciło mas nowych do zakładania właśnie tam swoich skierowanych do najmłodszych kanałów. I nie ma się im co dziwić. W końcu twórca chce być tam, gdzie jest jego widownia, a jego widownia jest na dużym YouTubie.

Z badań przeprowadzonych rok temu przez Pew Research Center wynika, że 4 na pięciu rodziców w Stanach Zjednoczonych pozwala swoim pociechom poniżej 11 roku życia oglądać filmy na YouTubie. Zdziwiłabym się, gdyby w Polsce wyniki analogicznych badań były inne. Google zdaje sobie zresztą z tego sprawę i deklaruje, że wie, że YouTube nie jest miejscem dla najmłodszych i próbuje coś z tym zrobić.

W 2015, ponieważ YouTube nigdy nie był przeznaczony dla dzieci poniżej 13 roku życia, stworzyliśmy YouTube Kids jako sposób dla nich na bezpieczne odkrywanie swoich zainteresować, a dla rodziców na posiadanie większej kontroli.

Dalej w poście na blogu firma deklaruje, że konta dzieci poniżej 13 roku życia są aktywnie kasowane. Na stronie YouTube’a wypunktowującej, jak można korzystać z usługi, możemy przeczytać:

2.3 Użytkownik nie może korzystać z Usług i nie może przyjąć Warunków, jeżeli (a) nie jest w wieku, który umożliwia zawarcie z YouTube wiążącej umowy lub (…)

Żeby dowiedzieć się, co to właściwie znaczy, możemy zajrzeć na wymagania wiekowe. W Polsce wynoszą one 16 lat. Google, pisząc o swoich młodych widzach i twórcach, wszędzie używa określenia nastolatki, jakby próbując podkreślić, że dla młodszych osób na YouTubie nie ma miejsca.

Oczywiście trudno każdego złapać za rękę. Dziecko poniżej 16. roku życia może oglądać i tworzyć filmy korzystając z konta dorosłego, dzięki czemu nie łamie żadnego regulaminu. To ma sens i jest zgodne z literą przepisów pisanych przez firmę, a że jest zupełnie niezgodne z ich duchem? Cóż, nie pierwszy to na świecie przypadek hipokryzji, gdy w grę wchodzą duże pieniądze. A tu wchodzą.

Młodzi twórcy Rodzice młodych twórców będą zarabiać mniej.

Kanały dla dzieci i firmy skierowane do najmłodszych cieszą się szaloną popularnością. Nagrania, na których męska ręka otwiera 50 jajek Niespodzianek, ma liczby wyświetleń, o których zwykli YouTuberzy mogą co najwyżej śnić nocami. Wiele wyświetleń i ogromna popularność niesie ze sobą wielką odpowiedzialność duże przychody z reklam. Dzieci na YouTubie to biznes i to ogromny.

Nie bez przyczyny rodzice dziecięcych gwiazd martwią się, że zarobki ich pociech dramatycznie spadną. Ojciec jednego z małych twórców zdradził MarketWatch, że aż 90 proc. obejrzeń filmów jego 8-letniej córki pochodzi z dużego YouTube’a, a tylko 10 proc z YouTube Kids. Boi się, że odcięcie od dorosłej platformy sprawi, że robienie filmów przestanie być opłacalne.

Z jednej strony bowiem można mieć nadzieję, że za masowym przeniesieniem na YouTube Kids twórców, pójdzie dobrowolna przeprowadzka tam młodych widzów. Problem polega na tym, że wcale nie musi się tak stać. W rozkroku między platformami pozostaną ci, którzy tworzą firmy wiekowo uniwersalne. Zapisy rozgrywek z Fortnite’a z chęcią oglądają zarówno osoby w wieku 30, jak i 7 lat. Jeśli dzieci masowo uciekną do swojej piaskownicy, to właśnie oni stracą najwięcej, jeśli dzieci zostaną na dorosłym YouTubie, stracą wyspecjalizowani w treściach dla najmłodszych twórcy.

Pieniądze są w tej dyskusji kluczowe, ale nie oszukujmy się, niekoniecznie pieniądze 8-letnich chłopców lub growych streamerów. Spadek ich zarobków to też potencjalny spadek zarobków YouTube’a i podejrzewam, że ten argument finansowy lepiej przemawia do szefów Google’a.

Czas uświadomić sobie, że obecny system nie działa.

Wyrzucenie dzieci z YouTube’a to tylko jeden z licznych pomysłów na rozwiązanie problemów, podkreśla Google. Firma zostawia sobie otwartą furtkę, przez którą może się zawsze wycofać, jeśli protesty twórców będą zbyt głośne.

Na razie jesteśmy zamknięci w systemie zależności. YouTube Kids nie jest popularny, bo korzysta z niego zbyt mało młodych widzów. Ponieważ korzysta z niego zbyt mało widzów, nie jest atrakcyjny dla twórców. Ponieważ nie jest atrakcyjny dla twórców, nie ma tam tak wiele różnorodnych treści i w efekcie nie ma tam tylu widzów. I tak w koło Macieju.

Miejmy nadzieję, że nie na zawsze.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji