Sprawiłem sobie etui dla Switcha za pół tysiąca. WaterField Sutter Sling Pouch to mój numero uno – recenzja

Recenzja/Gry 21.06.2019
Sprawiłem sobie etui dla Switcha za pół tysiąca. WaterField Sutter Sling Pouch to mój numero uno – recenzja

Sprawiłem sobie etui dla Switcha za pół tysiąca. WaterField Sutter Sling Pouch to mój numero uno – recenzja

W pewnym wieku przestawia się wajcha. Człowiek zaczyna patrzeć na to, jak wygląda jego portfel, torba podróżna czy futerał na ulubioną elektronikę. W przypadku gier tę snobistyczną pogoń za dobrym, ładnym i eleganckim realizuję w szwalni WaterField. Nigdzie nie znalazłem lepszych etui dla konsoli Nintendo Switch. Ekipa krawców z San Francisco robi cudowną robotę.

Halina, weź zobacz, no poprzewracało się w d***e blogerowi. – Jeśli podobny komentarz kiełkuje wam w głowach, to… Doskonale to rozumiem. Poważnie. Mówimy bowiem o produkcie klasy premium, który mógłbym zamienić na workowatą alternatywę za 1/10 ceny. Sprawiłem sobie etui wbrew racjonalizacji kosztów czy optymalizacji domowego budżetu. Ale wiecie, czasem chyba o to chodzi. Żeby sprawić sobie coś, co po prostu cieszy. Z kolei jako nałogowego, zadeklarowanego gracza mobilnego takie etui na Switcha cieszy mnie niezmiernie. Cudowne jest. Przemyślane. Kompletne.

WaterField Sutter Sling Pouch ma pomieścić konsolę, pady, kable i powerbank. Trochę bzdura.

Szwalnia jak zwykle nie doceniła naturalnej pojemności swojego produktu. W praktyce skórzane etui jest znacznie, znacznie pojemniejsze niż sugeruje to opis katalogowy. Pouch pozwala zabrać ze sobą kompletny zestaw gracza na Nintendo Switchu. W swoim etui noszę, bez żadnego upychania ani rozsadzania Poucha, następujące elementy:

  • konsolę Nintendo Switch (oddzielna przednia przegroda)
  • dwa joy-cony
  • ładowarkę z kablem USB-C
  • słuchawki dokanałowe w futerale
  • oryginalną stację dokującą (!)
  • bezprzewodowy kontroler Pro (!!)
  • kabel HDMI
  • kilka gier na fizycznych kartridżach

Jeśli wiem, że stacja dokująca nie będzie mi potrzebna, zaoszczędzone miejsce wykorzystuję na portfel i smartfon. Oba te elementy dostają osobne kieszonki wewnątrz głównej komory. W ten sposób moje kieszenie spodni stają się wolne od jakiegokolwiek balastu, a cały mój podręczny dobytek mieści się w Sutter Sling Pouchu. To przydatne o tyle, że etui można zarzucić na plecy, zamieniając je w skórzany kołczan prawilności.

Taka saszetka idealnie się nadaje do krótkich przejazdów rowerowych. Wsiadasz na siodełko, robisz kilka kilometrów w kierunku ładnego jeziora, plaży czy łąki, zdejmujesz saszetkę z pleców i cieszysz się godzinką plenerowego Xenoblade Chronicles 2. Tak to można żyć. Pouch jest moim stałym towarzyszem podczas weekendowych tras do katowickiej Rybaczówki. Nie ciąży, nie odrywa się od pleców i nie podskakuje, a długość ramienia w każdym momencie można poprawić.

Pozostając przy kwestii mobilności; WaterField Sutter Sling Pouch został wyłożony od tyłu sportową siatką. Pod nią znajduje się gąbczasty materiał dostosowujący się do kształtu pleców. Siatka sprawia, że etui nie przywiera do skóry i nie pocimy się tak intensywnie, jak gdybyśmy mieli założony plecak. To ważne zwłaszcza teraz, gdy temperatury za oknem sięgają 32 stopni. Ze względu na sporą wagę, jazda rowerowa z plecakiem od razu oznacza u mnie plamę na plecach. Z Pouchem nie mam tego dyskomfortowego problemu.

Dlaczego WaterField Sutter Sling Pouch jest drogi? Dwa powody: kraj pochodzenia oraz jakość.

WaterField to zaskakująco mała szwalnia w San Francisco. Jej produkty powstają od A do Z w Kalifornii. Są tutaj wymyślane, projektowane, szyte, sprzedawane i wysyłane. Amerykanie tworzą produkty z przeznaczeniem stricte pod konkretny typ urządzenia, jak Nintendo Switch czy Nintendo 3DS. Z tego powodu ich dedykowane etui zawsze są przemyślane, sensowne i niezwykle praktyczne. Oczywiście za metkę Made in USA trzeba zapłacić więcej. Zwłaszcza, że WaterField nie produkuje w skali masowej, lecz na zasadzie mniejszych zleceń grupowych.

Spora część ceny to składniki. WaterField tnie w zwierzęcej skórze naturalnej. Szwalnia upodobała sobie woskowaną skórę licowaną, która stała się elementem rozpoznawczym WaterFielda. Większość produktów tej szwalni mieści się w kategorii smart-casual, pasując również do koszuli i rozpiętej marynarki. Jeśli więc ktoś szuka bardziej eleganckich rozwiązań – trudno o lepszą alternatywę. Gracz nie musi być przecież obdartusem.

Płaci się także za wykończenie oraz detale. WaterField od zawsze korzysta z samo-zamykających się zamków zapewniających dodatkową wodoodporność. Klapy bez zapięć są wzmacniane magnesami. Rogi są dodatkowo wzmacniane przed upadkami i uderzeniami. Wnętrza zostały z kolei wyłożone niezwykle przyjemnym materiałem chroniącym przed zarysowaniami. Łącząc to wszystko w całość, ma się wrażenie obcowania z produktem klasy premium. Co tutaj pisać – jest fancy oraz sophisticated.

Najbardziej w Sutter Sling Pouchu podoba mi się, że etui mieści tak wiele, zachowując małe rozmiary.

Do środka mieści się wszystko, co związane ze Switchem. Nie tylko konsola i powerbank, ale również Pro Controller, okablowanie czy stacja dokująca. Poprzednie modele WaterFielda tego nie potrafiły. Zawsze brakowało im kilku centymetrów. Teraz wszystko mam w jednym miejscu. Znacznie ułatwia to sprawę podczas dłuższych wyjazdów, kontrol na lotniskach czy migrowania między dwoma mieszkaniami. Aktualnie połowę tygodnia spędzam w Katowicach. Drugą połowę w Jastrzębiu-Zdroju. Pouch znacznie ułatwia mi takie nomadyczne życie. Wcześniej stację dokującą i Switcha musiałem wozić osobno.

Mamy więc zwiększoną mobilność, zwiększoną wszechstronność oraz tę samą jakość, w której zakochałem się od 2015 r. Wtedy bowiem kupiłem etui dla 3DS-a, które do teraz spisuje się fantastycznie. Żadnych problemów z zamkiem. Żadnych rozerwań. Żadnych dziur. Jeśli Sling Pouch okaże się tak samo wytrzymały, to nie będę żałował ani złotówki. Nowe etui WaterFielda jest bowiem rozwiązaniem kompletnym. Więcej nie trzeba.

Oczywiście nic na tym świecie nie jest idealne. Również Sling Pouch mógł być lepszy.

Najbardziej brakuje mi chyba krótkiej rączki zaraz nad zamkiem otwierającym. Bez niej etui chwytam albo za (w tej sytuacji zbyt długi) pasek naramienny, albo ściskam wnętrze Poucha. Tak źle, tak niedobrze. Nie podoba mi się także, że dno etui nie zostało w żaden sposób wzmocnione. Sling Pouch mieści elementy, które wspólnie składają się na odczuwalną masę. Stąd dolne wzmocnienie byłoby bardzo mile widziane. Dodatkowa ochrona istnieje wyłącznie na rogach.

Dziwi mnie także, że wewnętrzne kieszenie głównej komory nie zostały wyłożone tym samym ochronnym materiałem, co dodatkowa kieszeń zewnętrzna. Zwłaszcza, że WaterField robił tak w poprzednich, mniejszych modelach. Nie obraziłbym się także na kilka sprytnie rozmieszczonych mini-kieszonek na kartridże wewnątrz Poucha. Ten element także znajdował się w poprzednich produktach WaterFielda dedykowanych Switchowi. Można wręcz mieć wrażenie, że producenci nieco się lenią i zaczynają spoczywać na laurach. Niedobrze, bo WaterFielda cenię tak samo za jakość, jak i za kreatywność. Tego drugiego trochę mi w Pouchu brakuje.

WaterField Sutter Sling Pouch zyskał miano mojego podstawowego etui na Switcha.

Jednocześnie zaznaczam, że nie jest to ani najładniejszy, ani najbardziej kreatywny projekt WaterFielda. Sutter Sling Pouch wygrywa za to wszechstronnością. To najbardziej uniwersalne, mobilne i dobre jakościowo rozwiązanie jakie znalazłem w Internecie. Pouch jest niezastąpiony zwłaszcza wtedy, jeśli myśli się o przenoszeniu Switcha razem ze stacją dokującą, pełnym okablowaniem oraz szeregiem dodatków.

Największe zalety:

  • Mieści Switcha ze WSZYSTKIMI dodatkami – w tym stacją dokującą i kontrolerem Pro
  • Zamiana w podróżny, a nawet rowerowy kołczan prawilności
  • Przednia kieszeń wyłożona kapitalnym materiałem chroniącym przed zarysowaniem
  • Wzmocnione rogi, wzmocnione zamki
  • Materiał pierwszej klasy, solidne wykonanie
  • Po prostu cieszy

Największe wady:

  • Cena (500 zł)
  • Wewnętrzne kieszenie nie są wyłożone gąbczastym materiałem
  • Brakuje małego uchwytu

Czy to wszystko sprawia, że etui jest warte pół tysiąca złotych? Zapewne nie. Czy jestem zadowolony z zakupu? Jak diabli. Moja recenzja nie ma bowiem zachęcić do zakupu tych osób, które rozglądają się za zwykłym etui. Jeśli jednak wpadliście na WaterFielda, wasze oczy zapłonęły pożądaniem i szukacie wiarygodnej opinii na temat tej szwalni – można brać w ciemno.

Dołącz do dyskusji