Tęsknię do czasów, gdy nie musiałem się cackać z telefonem

Felieton/Technologie 18.06.2019
Tęsknię do czasów, gdy nie musiałem się cackać z telefonem

Tęsknię do czasów, gdy nie musiałem się cackać z telefonem

„Kanapka ze szkła i metalu” to opis, który pasuje do znakomitej większości telefonów na rynku. Zastosowanie szkła i metalu sprawiło, że telefony może i owszem, wyglądają ładnie, ale stały się też nieakceptowalnie delikatne.

Podczas porannego przeglądu artykułów natrafiłem na bardzo ciekawy felieton Kellena z Droid-Life. Otóż mój zagraniczny kolega po fachu pisze, że pomimo dostępu do wszystkich najlepszych telefonów na rynku, od kilku tygodni regularnie sięga po… Pixela 3a.

Pixela 3a, czyli telefon kosztujący mniej niż połowę tego, co iPhone XS. Pixela 3a, którego napędza przeciętny Snapdragon 670 i przeciętne 4 GB RAM-u. Pixela 3a, który nawet nie jest odporny na wodę. Pixela 3a, który jest wykonany z plastiku.

I to właśnie ten ostatni element jest osią, dookoła której kręci się ta chęć sięgania po najtańszy smartfon Google’a zamiast po urządzenia najlepsze z najlepszych, które leżą obok.

Szczerze? Zazdroszczę Kellenowi.

Chciałbym powrotu plastiku na górną półkę.

O ile o plastiku mówimy ostatnio raczej w kontekście złym lub gorszym (zanieczyszczenie środowiska, mikroplastiki w diecie, takie tam), o tyle poliwęglan jako materiał, z którego wykonana jest obudowa urządzenia elektronicznego, to znakomity wybór.

Wciąż nostalgicznie wspominam czasy pierwszych porządnych Lumii. Nie tylko ze względu na mobilnego Windowsa, lecz także jakość hardware’u, która do dziś pozostaje pod wieloma względami niedościgniona. A przecież Lumie, nawet topowe, jak 920 czy 1520, wykonane były właśnie z poliwęglanu! Czy były przez to mniej „premium”? Ależ skąd. Czy można było się z nimi mniej cackać? I to jak!

Nie umiem dokładnie wskazać momentu, w którym branża gremialnie uznała, że plastik jest passe i w całości przeszła najpierw na aluminiowe, a potem na szklane obudowy. Chyba zaczęło się to dziać gdzieś w okolicy premiery iPhone’a 6, gdy Apple pożegnał swój ostatni plastikowy telefon – iPhone’a 5C, a cała branża, jak na grzecznych kopistów przystało, z radością zmieniła stosowany materiał na metal, zaś później – idąc za przewodem Samsunga – na szkło.

Jeszcze 3-4 lata temu szklano-szklana kanapka przełożona aluminiową ramką była domeną najdroższych urządzeń, ale dziś trudno kupić inną konstrukcję niezależnie od segmentu. Trzeba zanurkować naprawdę głęboko poniżej progu 1000 zł, by dorwać nowy telefon z metalowymi pleckami, a żeby znaleźć taki plastikowy, w zasadzie trzeba iść do Biedronki. Wszędzie indziej – szkło na szkle.

Szklane obudowy wyglądają ładnie i dzięki nim można smartfon ładować bezprzewodowo. Na tym zalety się kończą.

Zaznaczę jeszcze, że wyglądają ładnie przez pierwsze 5 sekund po wyjęciu z pudełka, aż zaczną pojawiać się na nich pierwsze odciski tłustych paluchów, albo zamkniemy je w etui, by chronić obudowę przed porysowaniem i pęknięciem. Tym niemniej, na pewno szkło prezentuje się lepiej na spotach promocyjnych, wystawach i w pierwszym kontakcie, a to – w oczach producentów – jest wystarczającym powodem, by je stosować.

Tyle że szkło ma więcej wad niż zalet.

samsung galaxy s10e recenzja

Tak jak nigdy w życiu nie potłukłem telefonu, tak każdy jeden szklany telefon, jaki przewinął mi się w ostatnich latach przez ręce kończy porysowany, jakbym w kieszeni spodni nosił drobnoziarnisty papier ścierny.

Co więcej, nie jest to wynik mojej niezdarności czy złego obchodzenia się ze sprzętem, bo o swoje i nieswoje telefony dbam z obsesyjną wręcz starannością. Nie, to po prostu natura rzeczy. Szkło Gorilla Glass, którym obleczone są współczesne smartfony, z generacji na generację robi się coraz bardziej odporne na stłuczenie, lecz nie wzrasta jego odporność na zarysowania.

Jak czytamy w artykule na The Verge, stopień odporności Gorilla Glass na zarysowania nie urósł w zasadzie od 2013 r., kiedy została zaprezentowana trzecia generacja szkła. Wynika to z faktu, iż póki co nie umiemy uczynić szkła jednocześnie odpornym na pęknięcie i na zarysowania, więc Corning musiał wybierać.

W efekcie może faktycznie rzadziej tłuczemy telefony (choć nie znalazłem żadnych konkluzywnych statystyk w temacie), ale za to nasze telefony są bardziej niż kiedykolwiek podatne na zarysowania. Jeszcze kilka lat temu musieliśmy się martwić tylko o połowę smartfona. Dzisiaj podatna na zarysowania jest niemal całość.

Dodajmy do tego jeszcze fakt, że szklane telefony mają przyczepność porównywalną do mokrej kostki mydła i jeśli chcemy utrzymać telefon jak najdłużej w dobrym stanie, zostajemy z dwoma rozwiązaniami:

  • założyć etui,
  • cackać się z telefonem na każdym kroku.

Dla mnie, podobnie jak dla wielu członków redakcji Spider’s Web, pierwsze rozwiązanie nie wchodzi w grę. Cytując samego siebie z naszego redakcyjnego zestawienia:

Etui ogranicza. Utrudnia korzystanie z telefonu. Powiększa i tak spore już gabaryty urządzeń, przez co wyglądamy komicznie wsadzając sprzęt do kieszeni. Przeszkadza na tyle, że momentami potrafi odebrać przyjemność obcowania ze smartfonem.

Etui na smartfon zakładam tylko w jednym przypadku – gdy wychodzę na trening z psem i wiem, że w ferworze zajęć terenowych urządzenie może mi wypaść w środku lasu albo na plaży, gdzie bez etui czekałby je marny koniec. Poza tym scenariuszem telefon noszę tak, jak producent przykazał.

A skoro nie zakładam etui, zostaje mi tylko cackanie się z telefonem, jak zapewne robi to także wielu czytelników. Nie odkładamy telefonu na stół ot tak (i broń Boże ekranem do dołu!), lecz delikatnie wysuwamy urządzenie z palców, minimalizując siłę uderzenia. Nie wsadzamy smartfona w uchwyt samochodowy byle jak, tylko pieczołowicie rozsuwamy szczęki uchwytu, żeby przypadkiem nie naruszyć delikatnej konstrukcji smartfona. Przed położeniem urządzenia na tackę w konsoli środkowej z laborancką precyzją upewniamy się, czy naszego telefonu nie spotka tam kontakt ze zgubnym dla szkła piachem czy innym brudem.

Cackamy się, zamiast używać telefonu tak, jak powinniśmy – jak narzędzia. Jak zbioru najważniejszych narzędzi w życiu, swoistego multitoola dla mózgu.

Ostatni raz nie cackałem się z telefonem 6 lat temu.

Wtedy to Google zaprezentował Nexusa 5, którego kupiłem w dniu polskiej premiery i który po dziś dzień jest jednym z moich ulubionych telefonów wszechczasów.

Pod wieloma względami przypomina on dzisiejszego Pixela 3a – Nexus 5 również był tani, również miał ponadprzeciętnie dobry aparat (choć nie tak, jak Pixel), również miał wystarczającą wydajność i również był wykonany z plastiku.

I podobnie jak Pixel 3a zmusza użytkownika do pójścia na wiele kompromisów, robił to również Nexus 5. Tyle że te kompromisy nie miały i nie mają znaczenia w obliczu tego, ile mentalnej swobody daje obcowanie z telefonem, którego nie trzeba non stop niańczyć.

W przypadku Pixela 3a mówimy do tego o urządzeniu, które jest wystarczająco wydajne, ma czystego Androida, rewelacyjny aparat niezależnie od półki cenowej i – przynajmniej w mniejszym wariancie – zaskakująco poręczny rozmiar (ekran ma tylko 5,6”).

W skali całego rynku Pixel 3a to ewenement. Niestety niedostępny w Polsce, nad czym szczerze ubolewam, bo gdy obserwuję swoje własne smartfonowe potrzeby z bliska, prawdopodobnie to właśnie duży Pixel 3a XL byłby moim następnym telefonem.

Bo raz, że nie kosztuje nerki i kawałka wątroby, a dwa, że jest dokładnie tym, czym powinien być smartfon – znakomitym narzędziem, które dba o nas, a nie na odwrót.

To oczywiście marzenia szaleńca. Rynek nigdy na to nie pójdzie.

Nie bez powodu wszyscy producenci masowo odrzucili poliwęglan na rzecz szkła i metalu. Takie w końcu są oczekiwania większości klientów. Taki produkt sprawia lepsze wrażenie w dłoni. Taki produkt łatwiej sprzedać.

A że po kilku tygodniach czy miesiącach to, co z początku było piękne i „premium” nagle staje się uciążliwe i stresujące? Dla producentów to sytuacja wprost wymarzona – im prędzej konsument będzie sfrustrowany obecnym urządzeniem, tym chętniej sięgnie po nowe. Nawet jeśli będzie ono sprawiało takie same problemy.

Zostaje nam więc albo wzdychać do czasów minionych, albo trzymać kciuki, że znajdzie się ktoś prócz Google’a, kto rzuci wyzwanie statusowi quo i przywróci plastikowi miejsce na wyższych i średnich półkach cenowych.

Albo… czy możemy przynajmniej prosić o premierę Pixela 3a w Polsce?

Dołącz do dyskusji