Pracę na open space dzielę na „przed” i „po” słuchawkach z aktywnym tłumieniem hałasu

Artykuł/SW Testuje 26.06.2019
Pracę na open space dzielę na „przed” i „po” słuchawkach z aktywnym tłumieniem hałasu

Pracę na open space dzielę na „przed” i „po” słuchawkach z aktywnym tłumieniem hałasu

Jeśli pracujesz na open space, słuchawki z aktywnym tłumieniem hałasu powinny znaleźć się na twoim biurku. Dla zdrowia.

Open space to świetny wynalazek. Przynajmniej z perspektywy zarządzających przestrzeniami. Nie trzeba wówczas inwestować w prywatne biura i na ograniczonej powierzchni można usadzić więcej osób. Co innego z punktu widzenia samych pracowników. Open space to bowiem ciągłe rozproszenie. Koleżanka odbiera telefon, koledzy nieopodal wspominają wczorajsze wyjście do baru, a na dodatek z kuchni dochodzą hałasy podgrzewania jedzenia.

Sam pracowałem kilka lat na open space’ie. Choć zdobyłem dużo zawodowego doświadczenia, to każdy dzień był walką o skupienie się na wykonywanym zadaniu. Słuchu nie można bowiem wyłączyć tak łatwo, jak wzroku.

Negatywny wpływ open space’u na pracę potwierdzają badania.

Według raportu przeprowadzonego przez Future Workplace na zlecenie firmy Plantronics (producenta słuchawek – dla pełnej przejrzystości) 99 proc. pracowników zgłasza rozproszenie w pracy. Dla 76 proc. wszystkich ankietowanych największym „rozpraszaczem” są rozmawiający zbyt głośno przez telefon, a dla 65 proc. koledzy i koleżanki dyskutujący między sobą.

Z hałasem w miejscu pracy lepiej radzą sobie młodzi pracownicy. Co ciekawe, ten sam raport podkreśla, że 52 proc. badanych z grupy Generacji Z (20-latkowie) twierdzi, że są najbardziej produktywni, gdy pracują w głośnym otoczeniu lub gdy mają możliwość rozmawiania. 60 proc. wyżu powojennego twierdzi, że są najbardziej produktywni, gdy jest cicho.

Open space to z jednej strony hałas, ale z drugiej łatwiejsza współpraca, tak? Nic bardziej mylnego.

Teoretycznie brak granic pomiędzy pracownikami powinien prowadzić do większej liczby kontaktów. Dzieje się jednak odwrotnie. Przykłady dwóch amerykańskich firm pokazują, że ludzie przestają się komunikować twarzą w twarz na open space.

Pierwsza firma doświadczyła zmniejszenia czasu bezpośrednich interakcji z 5,8 godziny do 1,7 godziny. Pracownicy zaczęli przesyłać 56 proc. więcej maili i 67 proc. więcej wiadomości, które stały się o 75 proc. dłuższe.

W drugiej firmie, zmieniającej kubiki na open space, również zaszły zmiany. Liczba interakcji twarzą w twarz spadła o 67 proc.

Nie oznacza to oczywiście, że ludzie na open space są mniej produktywni. Na razie wiemy jedynie, że otwarte przestrzenie są tańsze i sprawiają, że ludzie więcej ze sobą mailują, a mniej rozmawiają.

Jak poradzić sobie z hałasem na open space?

Oprócz home office’u czy małych salek telefoniczno-konferencyjnych, recepta jest właściwie tylko jednak – słuchawki z aktywnym tłumieniem hałasów otoczenia. Łukasz testował ostatnio Jabrę Elite 85h, a Krzysiek Sony WH-1000XM3, ja zaś przyglądałem się Bose QC35 II.

Jabra Elite 85h
Jabra Elite 85h

Przed i po – nieporównywalny komfort pracy.

Na początku musiałem nieco przyzwyczaić się do tłumienia hałasów. Nawet nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak dziwnie pisze się na klawiaturze, gdy nie słychać stukania klawiszy czy dźwięku przycisków myszki. O wiele wyraźniej słyszałem własny oddech, a momentami nawet pulsowanie krwi.

Najważniejsze są jednak dźwięki z biura, a tu Bose dały radę. Tłumiły wszystko aż do momentu, gdy ktoś krzyczał na drugi koniec open space’u. Jest więc nieco przestrzeni do poprawy, choć już teraz jest bardzo dobrze.

Zacząłem się także o wiele lepiej czuć. Hałas nie tylko nas rozprasza, ale również rozdrażnia, a w długim okresie nawet obniża IQ. Wcześniej gasiłem pożar benzyną, tzn. zakładałem zwykłe słuchawki i odtwarzałem głośno muzykę, aby zamaskować hałas. Cierpiały moje uszy, bo natężenie dźwięku było niezdrowe.

W przypadku tłumienia hałasów działamy zupełnie inaczej. Nie musimy już ustawiać odtwarzacza na pełną głośność, bo szum zwyczajnie nie dociera do naszych uszu.

Tłumienie może mieć oczywiście różną intensywność. W biurze maksymalną, ale już na ulicy najmniejszą albo w ogóle wyłączoną, bo na przejściu dla pieszych powinniśmy być w stanie usłyszeć nadjeżdżający samochód.

Technologia radzi sobie dobrze z jednostajnymi, powtarzalnymi dźwiękami, ale ma również swoje granice. Remontu za ścianą czy ruchliwej drogi za oknem nie wyciszy całkowicie, ale obniży hałas do akceptowalnego poziomu.

Same słuchawki są zaś na tyle wygodne, że bez problemu można w nich urządzić sobie kilkugodzinne posiedzenie nad Excelem, ale również LoL-em czy Fortnitem. Mają elastyczny, miękki pałąk i wygodne muszle z ekoskóry. Komunikację w wyżej wymienionych grach czy na Webexie ułatwia zaś mikrofon, który pełni również kluczową rolę w procesie wyciszania.

Czy aktywna redukcja szumów wpływa na jakość dźwięku?

Oczywiście. Słuchawki grają inaczej z wyłączonym wytłumianiem. Wrażenie można porównać do delikatnego przyłożenia poduszki do uszu – ale tak delikatnego, że bez bezpośredniego odniesienia nie można się zorientować w różnicy. Bez redukcji szumów Bose grają bardzo dobrze i bardziej koncentrują się basach niż sopranach. Po stronie zalet zapisałbym jeszcze wysoką dynamikę i świetną separację instrumentów jak na słuchawki bezprzewodowe.

A może pracodawcy powinni dofinansowywać słuchawki z ANC?

Taki rachunek wydaje się sprawiedliwy. Pieniądze zaoszczędzone na wynajmie powierzchni mogłyby posłużyć do zakupienia floty słuchawek. Długotrwałe wystawianie się na głośną muzykę ze słuchawek (powyżej 85 dBA) może bowiem doprowadzić do nieodwracalnego uszkodzenia słuchu. A nie chcielibyśmy przecież, aby stało się to chorobą zawodową pracowników biurowych.

Dołącz do dyskusji