W jednym z największych miast w Indiach brakuje wody. Ludzie walczą o nią w kolejkach

Artykuł/Ekologia 26.06.2019
W jednym z największych miast w Indiach brakuje wody. Ludzie walczą o nią w kolejkach

W jednym z największych miast w Indiach brakuje wody. Ludzie walczą o nią w kolejkach

Cennaj to szóste co do wielkości miasto w Indiach, w którym według oficjalnych statystyk mieszka ok. 10 mln ludzi. Aktualnie każdemu z nich brakuje wody.

Nie zazdroszczę tamtejszym mieszkańcom. Upały w gęsto zabudowanym Cennaju dochodzą do 50 st. C., a tegoroczne deszcze występujące w porze monsunowej postanowiły ominąć tamten region Indii, doprowadzając do wyschnięcia wszystkich czterech naturalnych zbiorników, które normalnie zaopatrują miasto w wodę.

Cennaj od dawna borykał się z mniejszymi bądź większymi problemami z dostępnością wody, ale jeszcze nigdy sytuacja nie była tak dramatyczna. Ludzie stojący w kolejkach do publicznych beczkowozów wdają się w bójki, wywoływane bardzo ograniczoną dostępnością życiodajnego płynu.

Właściciele większości lokali gastronomicznych zdecydowali się na ich zamknięcie, metro przestało kursować, szkoły zostały zamknięte, hotele proszą swoich gości o oszczędne korzystanie z kranów, a bogatsi mieszkańcy bez mrugnięcia okiem decydują się na zakup wody od prywatnych dostawców z sąsiednich regionów, którzy wyceniają ją o wiele drożej od baryłki ropy. Wszyscy, niezależnie od statusu społecznego i wyznawanej przez siebie religii, modlą się o deszcz. A ten nie przychodzi.

W samych Indiach 600 mln osób może mieć problem z dostępem do wody

Z raportu przygotowanego przez think-tank Niti Aayog wynika, że kryzys wodny w Indiach będzie coraz gorszy. W niedalekiej przyszłości do Cennaju, w którym od kilku tygodni z kranów ulatują co najwyżej pobożne życzenia, może dołączyć ok. 20 większych indyjskich miast.

Braki wody oznaczają również spore problemy dla indyjskich rolników. 80 proc. zasobów tego życiodajnego płynu jest bowiem wykorzystywane w rolnictwie. Także każda długotrwała susza implikuje coraz wyższą szansę na wystąpienie kląski głodowej. Jeśli do tego równania dodamy jeszcze wciąż rosnącą populację, to okaże się, że w 2030 r. zapotrzebowanie na wodę w Indiach przekroczy mniej więcej dwukrotnie poziom, jakim realnie dysponuje ten kraj.

Dobitnie rzecz ujmując: różnica ta doprowadzi do śmierci wielu osób. Już teraz w Indiach ginie rocznie ok. 200 tys. ludzi właśnie z powodu braku dostępu do czystej wody.

Ten scenariusz zagraża również Polsce.

Na szczęście w mniejszym stopniu, ale i tak jest to dość przerażająca perspektywa. Pamiętacie, żebyśmy kiedykolwiek musieli martwić się o wodę? Tymczasem w pierwszej połowie czerwca wody zabrakło w całych Skierniewicach. Wyobraźcie sobie nagle, że w waszym mieście przez dwie doby po odkręceniu kranu nie dzieje się absolutnie nic. Dość niepokojący scenariusz. I zdaniem prof. Jarosława Suchożebrskiego z Uniwersytetu Warszawskiego takie sytuacje będą zdarzać się w Polsce coraz częściej.

Jego zdaniem problem z deficytem wody w Polsce istnieje od co najmniej kilku dziesięcioleci. Powodują go dwie kwestie: coraz cieplejsze okresy letnie i ukształtowanie terenu w naszym kraju. Przez województwa lubuskie, dolnośląskie, część wielkopolskiego, łódzkie i Mazowsze, aż po Lubelszczyznę przebiega pas, na którym rokrocznie notujemy najmniejszy poziom opadów w naszym kraju. W połączeniu z rosnącą temperaturą (i większym parowaniem wody) i wielkopowierzchniowym rolnictwem, taka mieszanka to bardzo prosty przepis na katastrofę.

I nie są to jakieś chwilowe wahania poziomu wody. Prof. Suchożebrski wskazuje, że jeszcze w latach 80. na statystycznego Polaka przypadało ok. 2500 m3 wody rocznie. Obecnie wskaźnik ten rzadko kiedy przekracza 1800 m3. Nic nie wskazuje na to, żeby w najbliższym czasie odbił się od dna.

Problemy z wodą wynikają bezpośrednio z ocieplania się klimatu

Zmiany klimatyczne na Ziemi przestają być problemem czysto akademickim, w którym od lat spieramy się o to, czy to, co dzieje się z planetą jest naszą winą, a jeśli tak, to w jakim stopniu. Ta kwestia powoli przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Ważniejszą sprawą stają się wszystkie płynące z tego tytułu niedogodności.

Pytanie co dalej. Jak dotąd żadne międzynarodowe porozumienie ogłaszane z wielką pompą nie przyniosło realnych efektów w walce ze zmianami klimatycznymi. Niektórzy naukowcy już całkiem otwarcie ogłaszają, że zmiany wprowadzone w ziemskim ekosystemie poszły za daleko i raczej nie uda nam się ich odkręcić. W tym przypadku mam nadzieję, że się mylą.

Dołącz do dyskusji