Tak mięsny, że nie poczujesz różnicy. Wegański Beyond Burger doczekał się nowej odsłony

News/Ekologia 11.06.2019
Tak mięsny, że nie poczujesz różnicy. Wegański Beyond Burger doczekał się nowej odsłony

Tak mięsny, że nie poczujesz różnicy. Wegański Beyond Burger doczekał się nowej odsłony

Wegańskie zamienniki mięsa podbijają świat i świadczą o tym nie tylko wyniki sprzedaży, ale też giełda, która w ostatnich dniach jest szczególnie łaskawa dla bohaterów tego tekstu – firmy Beyond Meat. Coś czuję, że akcje znów pójdą w górę, bo ich bestsellerowy burger właśnie doczekał się nowej odsłony.

„Bardziej mięsny niż kiedykolwiek” – taką nalepkę znajdziemy na nowym opakowaniu Beyond Burgera: w 100-proc. roślinnego zamiennika dla tradycyjnego kawałka wołowiny, na którego zapotrzebowanie na świecie wzrosło tak szybko, iż firma nie wyrabia się z produkcją. Szczególnie od chwili, gdy wegańską alternatywą zainteresowały się sieci restauracji w Stanach Zjednoczonych.

Cóż, po opisanych poniżej zmianach z pewnością nie będzie łatwiej nadążyć za popytem.

Beyond Burger - nowa wersja jest bardziej mięsna niż kiedykolwiek

Czym różni się nowy Beyond Burger od starego?

„Kotlety” marki Beyond Meat już teraz wyglądają jak mięso i smakują (prawie) jak mięso, ale nie zachowują się jak mięso podczas smażenia. Nowa wersja to zmienia.

W rozmowie z The Verge CEO Beyond Meat Ethan Brown przedstawił nowy skład Beyond Burgera. Największa zmiana dotyczy tego, iż – na wzór kawałka prawdziwego mięsa – nowy burger będzie brązowiał podczas smażenia, dzięki zastosowaniu kombinacji oleju kokosowego i kakao. Podobno ma to zwiększyć nie tylko podobieństwo do mięsnego burgera, ale też do smaku prawdziwego mięsa podczas tzw. „marmurkowania”.

Druga zaś zmiana dotyczy składu, w szczególności źródła białka zastosowanego w burgerze. Podobnie jak w poprzedniej wersji, jedna porcja Beyond Burgera zawiera 20 g białka, lecz teraz jest to „kompletne białko”, czyli zestaw wszystkich dziewięciu aminokwasów, niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania organizmu. Do tej pory głównym źródłem protein w Beyond Burgerze była fasolka i ryż; teraz dołącza do nich groszek i fasola mung.

Podobno te dwie zmiany tak drastycznie zmieniają jakość nie-mięsa, iż sam szef Beyond Meat mówi, że „wzdryga się na myśl, że ktoś teraz kupuje ich poprzedni produkt, o tyle lepsza jest nowa wersja”.

Wzorem poprzedniej wersji Beyond Burger nie zawiera soi, więc prawdziwi mięsożerni mężczyźni nie muszą się obawiać o poziom swojego męskiego testosteronu (na który soja w tym stężeniu i tak by nie wpłynęła, ale lepiej dmuchać na zimne, prawda), zaś osoby z nietolerancją na gluten (prawdziwą czy wyimaginowaną) z pewnością docenią, że nie-mięsny burger pozbawiony jest ich kryptonitu.

Nadal jednak największą zaletą Beyond Burgera jest prosty fakt: przy jego stworzeniu nie ucierpiało żadne zwierzę, czy to radośnie pasące się na polach elizejskich, czy też bestialsko przetrzymywane w klatce.

Beyond Burger - nowa wersja jest bardziej mięsna niż kiedykolwiek

Beyond Burgera spróbujemy także w Polsce.

Rosnąca liczba restauracji nad Wisłą wprowadza do swojej oferty Beyond Burgery. Ostatnio trafiły m.in. do sieciówki Krowarzywa, czy trójmiejskiej restauracji House of Seitan. Relatywnie łatwo jest więc pójść i samemu przekonać się o walorach smakowych roślinnego zamiennika mięsa, a nowa wersja Beyond Burgera powinna niebawem zagościć w tych placówkach.

Przekonać się zdecydowanie warto, bo Beyond Burger, podobnie jak Impossible Burger, to znakomite zamienniki dla tradycyjnej wołowiny. Ten pierwszy nawet lepszy od tego drugiego. Nowa receptura powinna sprawić, że smak Beyond Burgera przemówi nawet do najbardziej wybrednych mięsożerców, z których – jestem więcej niż pewien – już dziś większość nie byłaby w stanie odróżnić prawdziwego od nieprawdziwego burgera, gdyby podać je im obok siebie. Tak dobre są to produkty.

Zaczynam się tylko zastanawiać, czy włodarze Unii Europejskiej nie mają aby racji, nawołując do zmiany języka, jakim opisujemy te bezmięsne alternatywy. Z perspektywy osoby opisującej ten rynek jest to zwyczajnie upierdliwe, no bo jak nazywać Beyond Burgera?

  • Sztuczne mięso? Sztuczne mięso naukowcy próbują wyhodować w laboratoriach, Beyond Meat to w 100 proc. prawdziwe produkty roślinne.
  • Nie-mięso? Pod tym kryptonimem równie dobrze może się skrywać parówka.
  • Wegańskie mięso? Równie zgrabne co ptak-nielot.

Z perspektywy konsumenta również może się to stać uciążliwe, bo przy tak szybko rosnącym popycie wkrótce możemy doczekać się specyficznej sytuacji przy ladzie w sklepie:

– Dzień dobry, poproszę wołowinę na burgera

– Z mięsa czy nie z mięsa?

Mam wrażenie, że na tym etapie dobrze by było wymyślić jakąś spójną terminologię, żeby wszystkim było łatwiej mówić o tym, że pomału możemy machać na pożegnanie prawdziwemu mięsu. Nie jest nam już potrzebne.

Dołącz do dyskusji