Weekend bez podpowiedzi algorytmów – podejmiesz wyzwanie?

Felieton/Technologie 17.05.2019
Weekend bez podpowiedzi algorytmów – podejmiesz wyzwanie?

Weekend bez podpowiedzi algorytmów – podejmiesz wyzwanie?

Kiedy ostatnio wybrałeś coś samodzielnie w Internecie? Ale tak naprawdę samodzielnie – nie tylko bez pomocy drugiego człowieka, ale też bez pomocy maszyny.

Odwiedzając Warszawę wszedłem do jednego z antykwariatów przy ulicy Puławskiej. Nie wiem, czy młodsi czytelnicy w ogóle wiedzą, co to za twór, więc tłumaczę – to takie miejsce, gdzie można nabyć używane książki. Nie tylko zużyte, zaczytane tomy literatury współczesnej, ale też rzadkie, piękne wydania czy starodruki. Coś jak księgarnia, tylko bez sekcji art-pap i impulsowego zakupu czekolady przy kasie. Bez punktów payback i pytania „czy chce pan założyć kartę członkowską”.

Antykwariaty to magiczne miejsca. Pomimo tego, że swoją prywatną bibliotekę dawno przeniosłem niemal w całości do formatu cyfrowego (wyjąwszy kolekcję książek Stephena Kinga i kilkadziesiąt innych pozycji), antykwariat rodzi we mnie silną potrzebę otworzenia książki, sprawdzenia jej, postawienia na półkę.

Wizyta w antykwariacie uświadomiła mi coś jeszcze – jak rzadko wybieramy dziś cokolwiek bez niczyjej pomocy.

Oczywiście, w każdym analogowym sklepie możemy poprosić o pomoc obsługę (a w antykwariatach zazwyczaj pracują ludzie o niewyobrażalnym zasobie wiedzy w swej dziedzinie), ale generalnie rzecz ujmując w takim sklepie jesteśmy… zdani na siebie.

To zupełnie inne doświadczenie od kupowania książek w księgarni internetowej, a nawet zwykłej. Tu nie ma mechanizmów poleceń, stołów z bestsellerami, kategorii „nowości” ani topów gatunkowych. Są tylko okładki i tytuły, niejednokrotnie nie można nawet przeczytać, o czym jest dana książka, bo kiedyś tzw. „blurbów” (opisów reklamujących zawartość) zwyczajnie nie było.

Jedno doświadczenie uzmysłowiło mi, że zdaliśmy się na łaskę i niełaskę algorytmów.

Nie twierdzę, że jest tak w każdym obszarze codzienności, ale z pewnością jest tak w sferze rozrywkowej.

Weźmy za przykład Spotify, czy jakikolwiek inny serwis streamingowy. Pewnie znajdzie się tu kilku czytelników, którzy nadal słuchają całych albumów i kontemplują poszczególne krążki ulubionych wykonawców, ale statystyki mówią jasno – większość streamingu muzyki to playlisty. A w przypadku Spotify – playlisty tworzone przez komputer, który analizując nasze dotychczasowe nawyki przygotowuje składanki na dany dzień, na dany tydzień, na dany nastrój. Słuchamy tego, co podsunie nam komputer. Nie tego, co sami wybraliśmy.

YouTube Premium w Polsce

Spójrzmy na YouTube’a. W jaki sposób tak naprawdę odkrywamy nowe kanały? Czy dlatego, że ktoś nam poleci albo sami natrafimy na danego twórcę podczas poszukiwań jakiegoś zagadnienia, czy może dlatego, że to YouTube podsunie nam czyjeś wideo w sekcji „polecane”.

Algorytm rozwiązał na dobre problem „co obejrzeć następne” na Netfliksie. Komputer, bazując na naszych dotychczasowych zachowaniach, sam podsuwa nam kolejne i kolejne produkcje, zazwyczaj będąc w tym szalenie dobrym. Nie zmienia to jednak faktu, że to nie my wybieramy – wybiera komputer.

Nie inaczej jest z pozyskiwaniem informacji. Jeśli tylko korzystamy z agregatorów wiadomości, typu Google News czy Flipboard, aplikacja sama sugeruje nam kolejne treści do przeczytania. Nie wybieramy tego, o czym chcemy się dowiedzieć – to komputer sugeruje, że dana informacja może być dla nas istotna.

Przez większość czasu algorytmy sugerujące nam kolejną muzykę do posłuchania, film do obejrzenia czy książkę do przeczytania to dobra rzecz. Dzięki nim o wiele łatwiej jest się odnaleźć w nieskończonym zalewie treści w Internecie, który będzie tylko rósł i rósł.

Czasem jednak algorytmy zawodzą.

Spotify podpowiada muzykę, która w ogóle nam się nie podoba. YouTube sugeruje filmy, których żaden szanujący się człowiek nie miałby ochoty obejrzeć. Aplikacje z wiadomościami zamykają nas w jednowymiarowej bańce poglądów, z którymi się zgadzamy, pieczołowicie dbając o to, by przypadkiem żadna informacja niezgodna z naszym stylem życie nie przedostała się przed nasze oczy.

Nierzadko trudno jest też dotrzeć do wartościowych treści czy najlepszych produktów, bo algorytmy nie są subiektywne i nie rozróżniają indeksów na podstawie ich wartości dla odbiorcy, tylko na obiektywnych danych – głównie na liczbie kliknięć i użytkowników. A to często prowadzi do faktu, że polecane są nam rzeczy, które w ogóle nas nie interesują, ale trafiają przed nasze oczy, bo trafiły wcześniej przed oczy setek tysięcy innych ludzi.

YouTube Music w Polsce

Pomijając nawet niewygodę takich spudłowanych poleceń, algorytmy na swój sposób odzierają nas z wolności wyboru. Może brzmi to górnolotnie i patetycznie, ale czy istotnie tak nie jest? Czy jeśli klikamy w podsunięte wideo, to jest to nasza autonomiczna decyzja, czy siła sugestii komputerowej inteligencji? Czy jeśli czytamy daną informację w internecie, robimy to z autentycznej chęci poznania, czy może dlatego, że komputer uznał, iż warto ją poznać?

I nawet nie chcę zaczynać tematu, jak łatwo można nami manipulować poprzez tego typu algorytmy i podsuwać nam informacje, które mogą w rzeczywisty sposób wpłynąć na nasze zachowanie czy też… decyzję przy urnie wyborczej.

Sęk w tym, że algorytmy – w ten czy inny sposób – przyzwyczaiły nas do siebie na tyle, że nie dokonujemy już w pełni własnych, autonomicznych wyborów. Przynajmniej nie w Internecie. A nawet jeśli wydaje się nam, że decyzja jest naszą własną, bardzo często okazuje się, że wcale tak nie jest.

Wyzwanie – weekend bez algorytmów

W swoim ostatnim podkaście David Kadavy proponuje, by każdego dnia podjąć jakąś decyzję bez udziału algorytmu.

Nie do końca zgadzam się z proponowanymi przez Davida metodami unikania komputerowych sugestii, ale w pełni zgadzam się, że każdemu z nas przyda się swoisty detoks.

W jaki sposób uciec od algorytmów?

Zamiast zaczynać dzień od składanki Daily Mix, czy innej playlisty w innym serwisie streamingowym – przejrzyj ręcznie listę gatunków i wykonawców, i wybierz takiego, o którym nigdy wcześniej nie słyszałeś.

Zamiast ufać poleceniom Netfliksa, wybierz kategorię i obejrzyj film, którego tytuł nic ci nie mówi. Albo – wzorem użytkowników z zamierzchłej ery filmów na DVD – zajrzyj na serwis, gdzie filmy polecają sobie nawzajem ludzie, nie roboty.

Zamiast czytać wiadomości w aplikacji, pójdź do kiosku i kup gazetę. A najlepiej dwie, prezentujące odmienne światopoglądy. Zamiast zamykać się w bańce poleceń opartych na twoich preferencjach, przeczytaj dla odmiany coś, co skłoni cię do krytycznego myślenia i – kto wie? – zmiany poglądów.

Zrób cokolwiek w Internecie z własnej, nieprzymuszonej algorytmem woli. Nie klikaj w to, co podsunie ci usługa czy aplikacja.

YouTube Music w Polsce

Weekend się jeszcze nie zaczął, a już czuję, że nie będzie łatwo.

Algorytmy i mechanizmy poleceń tak bardzo wrosły w nasze codzienne życie, że niekorzystanie z nich wydaje się nie tylko uwsteczniające i bezsensowne, co po prostu niewykonalne. Bo wszędzie, niezależnie od tego, gdzie się udamy w Sieci, ten czy inny algorytm analizuje nasze zachowanie i tylko czeka na moment, by coś nam zasugerować.

Może się więc okazać, że najlepszym miejscem, by uniknąć komputerowej iluzji wolności wyboru, faktycznie jest… antykwariat.

Dołącz do dyskusji