Gramy bez prądu: „Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy” to pięknie wydana, trudniejsza niż sądzisz planszówka

Recenzja/Gry 07.05.2019
Gramy bez prądu: „Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy” to pięknie wydana, trudniejsza niż sądzisz planszówka

Gramy bez prądu: „Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy” to pięknie wydana, trudniejsza niż sądzisz planszówka

Olśniło mnie: – Przecież sprawca może używać nazwiska panieńskiego matki! – rzuciłem do znajomych i zacząłem wertować książkę adresową. – Faunt… Faum… Faust! Ernest Faust! – obwieściłem triumfalnie, dodając adres zamieszkania. Spojrzeliśmy na wielką mapę Londynu. Dom Ernesta dziwnym trafem znajdował się nieopodal miejsca zbrodni. Twarze zgromadzonych ożywiły się. Ponownie na tropie! Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy jest dla nas zaskakująco wielkim, ale i satysfakcjonującym wyzwaniem.

Gramy bez prądu to nowy, eksperymentalny cykl wynikający bezpośrednio z moich pasji oraz zainteresowań. Uwielbiam gry planszowe i chciałbym dzielić się wrażeniami, wskazując najciekawsze, najlepsze, najlepiej wydane i najbardziej nietuzinkowe pozycje. Takie, przy których świetnie będzie się bawił starszy i wymagający odbiorca, najlepiej w gronie dobrych znajomych. Partnerem Gramy bez prądu jest Muve.pl.

Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy to jedna z najładniejszych, najlepiej wydanych, najbardziej klimatycznych gier planszowych z jakimi kiedykolwiek miałem do czynienia. O ile w ogóle gra planszowa jest odpowiednim określeniem w przypadku tego produktu. Detektyw Doradczy to zbiór kryminalnych zagadek przedstawionych w formie interaktywnych opowieści. Scenariusz każdej historii układają sami gracze, decydując jak, gdzie i kiedy badać daną sprawę. Twórcy gry oddają bowiem w nasze ręce cały XIX-wieczny Londyn.

Nie przesadzam z tym całym Londynem. Gra Sherlock Holmes oferuje masę możliwości.

W pudełku znajduje się wielka mapa Londynu, londyńska książka adresowa, fikcyjne gazety z końca lat 80-tych XIX wieku (po jedną na zagadkę) oraz akta 10 różnych spraw. To właśnie z nosem w aktach najczęściej będą siedzieć gracze. Każda kryminalna zagadka ma w nich swój początek, w formie krótkiej opowieści. Tak oto do Sherlocka zgłaszają się rozmaici klienci, a gracze podejmują ich sprawy, dostając pełną swobodę w poruszaniu się po stolicy Wielkiej Brytanii.

Akta każdej sprawy zawierają opisy WSZYSTKICH POTENCJALNYCH MIEJSC w które może udać się gracz, aby rozwiązać zagadkę. Koroner. Wiele prywatnych domów i mieszkań. Biuro policji. Agencja gazety. Księgarnie, biblioteki i szpitale. Bary, restauracje i kluby. Przytułki, dentyści, jubilerzy, kościoły… jest tutaj absolutnie wszystko. Liczba miejsc może początkowo szokować. Przykładowo, chcąc odwiedzić herbaciarnię, bo ofiara zginęła pijąc trunek z filiżanki, mamy do wyboru aż cztery lokale. Każdy z nich o unikalnym adresie, którego szukamy w aktach. Jeśli właściciel herbaciarni będzie miał nam do przekazania coś ciekawego, stosowny fragment opowieści znajdzie się w dokumencie i powinien zostać przeczytany na głos.

Twórcy gry wykazali się wielką mądrością, tworząc poszczególne fragmenty opowieści. Każdy z nich został tak napisany, aby nie zdradzać zbyt wiele oraz aby nie można było przedwcześnie rozwiązać sprawy. Oczywiście istnieje szansa, że wybierając z książki adresowej gospodę Czarny Łabędź natrafimy w środku na poszukiwanego mordercę. Niemal równie wielkie szanse istnieją jednak na to, że wygramy dzisiaj w Lotto. W grze Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy znajduje się kilkaset lokali i instytucji oraz przynajmniej trzy razy tyle prywatnych adresów (!). Powodzenia w polowaniu na ślepo.

Warto dodać, że takie losowe pukanie do każdego domu, każdego sklepu i każdego banku ma dewastacyjne skutki dla ostatecznego wyniku graczy. Im mniej zbędnych wizyt odbędziemy i błędnych tropów podejmiemy, tym lepszy wynik końcowy. Każde losowe, nieuzasadnione odwiedziny w dowolnym londyńskim przybytku można więc uznać za punkty karne. O wiele lepiej poszukać wskazówki w prasie albo udać się do jednego z zaufanych współpracowników agencji detektywistycznej.

Pokonaj Holmesa. Detektyw Doradczy kusi, aby być lepszym od najlepszego detektywa świata.

Rozwikłanie zagadki i rozwiązanie sprawy to tylko połowa sukcesu. Drugą połową jest zestawienie wyniku graczy z… wynikiem Sherlocka Holmesa. Aby to zrobić, najpierw odpowiada się na kilka serii pytań dotyczących scenariusza. Twórcy sprawdzają w ten sposób naszą zdolność do łączenia faktów, dedukcji, indukcji oraz kojarzenia. No i oczywiście to, czy poprawnie rozwiązaliśmy daną sprawę. Po dokonaniu szczegółowych odpowiedzi przez grupę domorosłych detektywów czas na oficjalne wyniki i podsumowania.

Na ostatniej stronie każdych akt sprawy znajduje się zamknięta, zabezpieczone koperta. W niej znajdziecie wszystkie rozwiązania, a także wynik Sherlocka Holmesa. Im więcej udzieliliście poprawnych odpowiedzi, tym więcej punktów. Im więcej podjęliście zbędnych akcji (wizyt), tym mniej punktów. Ostateczną sumę zestawia się z wynikiem Holmesa i….

Z lekkim wstydem muszę przyznać, że jeszcze ani razu nie udało się nam pokonać najpopularniejszego detektywa na świecie. Sherlock zawsze jest o kilka kroków przed nami. Nieustannie brakuje nam raptem kilku punktów. Jak gdyby Holmes był niemal w naszym zasięgu. Już go mamy, ale wymyka się na ostatniej prostej. Najlepiej pokazuje to, jak świetnie zbalansowany został poziom trudności w grze planszowej. Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy jest wymagający, trudny i absorbujący, ale uczciwy. Skutecznie oddziela świetnych detektywów od detektywów poprawnych.

Niestety, na ten moment razem ze znajomymi znajdujemy się w tej drugiej grupie.

Poziom trudności jest gigantyczną zaletą gry Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy.

Jeśli jesteś pełnoletnim, bystrym i dociekliwym czytelnikiem Spider’s Web, na pewno zakładasz, że akta nie będą dla ciebie wyzwaniem. Błąd. W przeciwieństwie do wielu innych gier dochodzeniowych, zagadki w Detektywie Doradczym nie są banalne, oczywiste i przewidywalne. To nie tak, że czytasz opowieść wprowadzającą i już masz w głowie zakończenie. Gra planszowa naprawdę potrafi dać w kość. Nawet bystrzachom, którym wydaje się, że zjedli wszystkie rozumy. Widok takiego pyszałka, którego łamie scenariusz sprawy kryminalnej, jest absolutnie bezcenny!

Bywają sytuacje, podczas których brakuje nam pomysłów. Tracimy trop. Sprawa staje się zbyt skomplikowana, a podejrzanych jest zbyt wielu. Albo jeszcze gorzej – nie ma ich wcale. Wtedy krok po kroku składamy to, co już wiemy. Patrząc na wielką mapę Londynu staramy się odtwarzać wydarzenia w porządku chronologicznym, doszukując się motywów i powiązań. Podczas takich rozmów zawsze, absolutnie zawsze wpadamy na coś nowego. Przypominamy sobie o nieistotnym detalu, który nagle okazuje się zaczątkiem nowego tropu. Sherlock Holmes w kapitalny sposób wykorzystuje kolektywną burzę mózgów, zmuszając graczy do umysłowej pracy na nieustannie wysokich obrotach.

O tym, jak angażujący jest Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy, niech najlepiej świadczy, że gra zmusiła mnie do wyjęcia… notesu. Na jedną sprawę zapisuję długopisem średnio 5 – 6 kartek! Niesamowita sprawa. Ręcznie wykonane notatki są czasem na wagę złota, bo naprawdę nie sposób zapamiętać wszystkich nazwisk, adresów, dat i masy innych informacji. Szybko okazało się też, że pomocne są znaczniki, które nanosimy na mapę Londynu. Szkoda, że nie ma ich w zestawie. Na szczęście kapsli i nakrętek zawsze mamy podczas wieczornych sesji pod dostatkiem.

Tylko spójrzcie jak to wygląda. Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy został kapitalnie wydany.

Wszystkie elementy zestawu są wydrukowane na porządnym papierze. Twórcom należy się wielki plus za XIX-wieczne gazety, które posiadają kompletnie inną gramaturę od pozostałych dokumentów. Okładki akt są klimatyczne, a poszczególne listy i dokumenty wykorzystują unikalne, stylizowane na odręczne czcionki. To ważne o tyle, że w części dochodzeń możecie wpaść na pomysł, aby porównać jeden charakter pisma z drugim… Książka adresowa nie budzi żadnych zastrzeżeń. Tak samo jak instrukcja. Ta początkowo wydaje się szokująco krótka, ale po raz kolejny przypominam… Detektyw Doradczy nie jest typową grą planszową. To wręcz usystematyzowana gra wyobraźni.

Wydawca Rebel stanął na wysokości zadania. Jego przekład XIX-wiecznych londyńskich opowieści buduje odpowiedni klimat. Czuć, że za tłumaczenie odpowiada ekipa, która grała w Detektywa. Tłumacze wiedzieli co pisać, jak pisać i gdzie pisać, aby nie zdradzać zbyt wiele oraz aby zapewnić czasową uniwersalność każdego podjętego wątku. Brawo, bo tekstu jest tutaj od groma (średnio po 20 stron na jedną sprawę), a o pomyłkę przy takim projekcie naprawdę łatwo. Zazwyczaj polski przekład to wada i obciążenie. W tym konkretnym przypadku jest jednak kompletnie odwrotnie. Polski Sherlock wydaje się nawet smaczniejszy od tego zagranicznego.

Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy:

  • Poziom skomplikowania: 2/5
  • Poziom wyzwania: 4+/5
  • Jakość wydania: 4+/5
  • Liczba graczy: 1-8
  • Ograniczenie wiekowe: 16+
  • Zawartość: 10 akt spraw, 10 gazet, 2 mapy, książka adresowa, instrukcja

Największe zalety:

  • Masa możliwości, cały Londyn areną dochodzeń
  • Kapitalne wydanie, świetne materiały
  • Bardzo trafny, przemyślany przekład
  • Świetna pozycja dla starszych graczy
  • Doskonały balans trudności; zmusza do myślenia, kojarzenia i łączenia faktów
  • Łatwo porzucić rozgrywkę i wrócić do niej po kilku dniach

Największe wady:

  • To gra dla kogoś, kto lubi i chce sporo czytać
  • Przydałyby się pionki/znaczniki do mapy
  • Gra nie ma powtarzalnego charakteru

Sherlock Holmes: Detektyw Doradczy w sklepie Muve.pl

Dołącz do dyskusji