Logitech G935 Wireless to czempion dźwięku przestrzennego w starej, trzeszczącej obudowie – recenzja

Recenzja/Gry 07.05.2019
Logitech G935 Wireless to czempion dźwięku przestrzennego w starej, trzeszczącej obudowie – recenzja

Logitech G935 Wireless to czempion dźwięku przestrzennego w starej, trzeszczącej obudowie – recenzja

Pomimo kupna firmy Astro, Logitech nie zamierza rezygnować z własnej serii zestawów słuchawkowych dla graczy. Bezprzewodowy Logitech G935 Wireless to najnowszy, najdroższy i teoretycznie najlepszy headset w ofercie firmy. Spędziłem z nim prawie dwa miesiące, podczas których rozczarowanie mieszało się z zachwytem.

Najpierw rozczarowanie, potem zachwyt. Tak można opisać dwa miesiące z zestawem Logitech G935 Wireless. Wyjmując go z pudełka czułem, jak gdybym cofnął się kilka lat wstecz. Obudowa słuchawek do złudzenia przypomina stare Artemisy, znajdujące się w ofercie Logitecha od dłuższego czasu. To wcale nie jest dobra informacja. Artemisy nigdy nie były przesadnie lekkimi oraz wygodnymi słuchawkami. G935 Wireless w oczywisty sposób powtarza ich grzechy konstrukcyjne. Przynajmniej częściowo.

W Logitech G935 Wireless zamieniono fatalną siatkę sportową nauszników na skórę i piankę.

Nauszniki wykonane ze sportowej siatki to jeden z najgłupszych, najbardziej bezzasadnych trendów w branży gier. Zastosowanie takiego tworzywa ma sens w słuchawkach dla sportowców. Jednak w przypadku graczy siedzących przed telewizorami graniczy z głupotą. Na szczęście inżynierowie Logitecha zdali sobie z tego sprawę, zamieniając siatkę Artemisów na solidną, nie za luźną, nie za ubitą skórę. Dzięki temu Logitech G935 Wireless lepiej przylega do uszu, lepiej izoluje dźwięki i jest milszy w dotyku. Dobra zmiana.

Niestety, odpustowe LED-y pozostały na swoim miejscu. Diody migoczą milionami odcieni, dostosowując się do wydarzeń z gry za sprawą autorskiej technologii Lightsync od Logitecha. Problem polega na tym, że gracz w ogóle tego nie widzi. LED-y zostały umieszczone w tylnej części obudowy. Jeśli ktokolwiek może na nie swobodnie patrzeć, to tylko osoba stojąca za naszymi plecami (?!). Do tego diody drenują akumulator bezprzewodowych słuchawek, co jest nie do wybaczenia. Na szczęście LED-y można na stałe wyłączyć w opcjach programu G Hub. Dzięki temu zyskałem dodatkowe 2 godziny bezprzewodowej pracy.

Gdy kilka lat temu Artemisy pojawiły się na sklepowych półkach, ich konstrukcja już wtedy była archaiczna. Dzisiaj jest jeszcze gorzej. Bez mrugnięcia okiem zamieniłbym sztywny, rozsuwany pałąk zestawu Logitech G935 Wireless na szelkową konstrukcję stosowaną w słuchawkach SteelSeries i HyperX. Zaoszczędzone kilkanaście – kilkadziesiąt gram masy na pewno pozytywnie wpłynęłoby na komfort użytkowania podczas maratonów z grami. Trzeba bowiem napisać, że Logitech G935 Wireless zdecydowanie nie jest najwygodniejszym zestawem pod słońcem. Na szczęście dzięki dodatkowym zawiasom przy muszlach słuchawki nie dociskają. Dla migrenowców takich jak ja to wielka i ważna zaleta.

G935 wykorzystuje standard DTS Headphone:X 2.0. To najlepsze, co przydarzyło się tym słuchawkom.

Oczywiście wszystko zależy od jakości przetworników oraz oprogramowania, ale co do zasady preferuję DTS od Dolby Digital. Standard Digital Theatre Systems wykorzystuje mniej inwazyjną metodę kompresji dźwięku, a do tego oferuje znacznie, ale to znacznie lepszą scenę cyfrowego dźwięku przestrzennego. Gdy konkurencyjne Dolby Digital działa w oparciu o sztywne źródła kierunkowe, DTS Headphone:X 2.0 oferuje kierunki dynamiczne. W pełni wykorzystujące 360-stopniowy pierścień przestrzenny, a do tego podatne na silną edycję.

DTS zazwyczaj jest bardziej naturalny, i bardziej dynamiczny. Pomimo wspólnego pierścienia kierunki są kapitalnie odizolowane, a do tego naprawdę nieźle podkręcone. Typowe słuchawki stereo powiedzą wam, że wróg znajduje się na wprost, na lewo lub na prawo. Większość modeli Dolby Digital pozwoli określić precyzyjnie północny zachód albo południowy wschód. Z kolei poprawnie skonfigurowane zestawy DTS Headphone:X 2.0 sprawią, że poczujesz zarówno kierunek, jak i odległość oraz zmianę pozycji. W grach wideo ma to fundamentalne znaczenie.

Logitech G935 Wireless to jedne z najlepiej skonfigurowanych, o ile nie najlepszych słuchawek DTS jakie miałem na głowie. Pod względem cyfrowego dźwięku przestrzennego G935 przebija prawie dwukrotnie droższy zestaw Razer Nari Ultimate. Logitech wykonał kapitalną robotę przy cyfrowym strojeniu, a jego 50-mm przetworniki robią prawdziwe cuda na wirtualnych polach bitwy. G935 to jeden z tych modeli, w których „widać dźwięk”, przez co można strzelać w zasadzie na ślepo. Na przykład w kierunku postaci znajdujących się za graczem.

Świetne do gier wideo… ale niestety kiepskie do wszystkiego innego.

Jak mantrę powtarzam, że nie bez powodu zestawy słuchawkowe dla graczy znajdują się w innym miejscu sklepu niż słuchawki dla melomanów. Headsety to urządzenia, które CO DO ZASADY mają wynaturzać dźwięk. Takie słuchawki podbijają dolne warstwy, wyciągają źródła kierunkowe i stawiają na ziemiste, kinowe basy. Góry są marginalizowane, kosztem lepszego odwzorowania przestrzeni oraz dzielenia niższych pasm. Wszystko to sprawia, że większość słuchawek dla graczy średnio nadaje się do słuchania muzyki. Nie inaczej jest w przypadku Logitecha.

Na G935 jak najbardziej można słuchać ulubionych kapel, ale dwukrotnie tańsze słuchawki muzyczne dadzą dwukrotnie lepszy efekt. Zwłaszcza, gdy zamiast popu preferujecie rocka albo metal. Dlatego od razu zaznaczam: to nie są słuchawki uniwersalne. Dzięki zestawowi Logitech G935 Wireless gracz ma wiedzieć, że za betonową ścianą dwa piętra wyżej biegnie przeciwnik. W tej roli headset spisuje się absolutnie rewelacyjnie. G935 daje realną przewagę na polu bitwy i sprawia, że zawsze będziecie lepiej przygotowani niż przeciwnik.

Będąc przy rocku i metalu, G935 to słuchawki szokująco ciche. Maksymalny poziom głośności jest jednym z najniższych, jakie przyszło mi testować w ciągu ostatnich kilku lat.

Łączność 2,4 GHz, 10 godzin na ładowaniu bezprzewodowe działanie z PC, PS4 i Switchem.

Słuchawki łączą się z urządzeniem źródłowym za pomocą sporego dongla USB. Logitech postawił na bezprzewodową łączność 2,4 GHz, co uważam za bardzo dobre posunięcie. Coraz więcej zestawów korzysta z nowszego, szybszego standardu 5 GHz, lecz nie ma w tym zbyt wiele mądrości. Częstotliwości 5 GHz są znacznie mniej odporne na zakłócenia oraz przeszkody. Starszy standard nie ma tego problemu, będąc bardziej niezawodnym i stabilnym rozwiązaniem.

Miłym dodatkiem jest to, że adapter USB możemy schować wewnątrz słuchawek, zdejmując lewą osłonę nausznika. Pod prawą osłoną znajduje się z kolei wymienny akumulator. Niestety, G935 nie jest maratończykiem. Nieco ponad 10 godzin działania (w dodatku bez LED-ów) to wynik stosunkowo przeciętny. Coraz więcej bezprzewodowych zestawów zbliża się do bariery 20 godzin. Na szczęście nic nie stoi na przeszkodzie, aby podłączyć słuchawki kablem dołączonym do zestawu, jednocześnie kontynuując rozgrywkę oraz ładując akumulator.

Rozczarowałem się za to współpracą z konsolą PlayStation 4. Logitech G935 Wireless może działać bezprzewodowo z tą platformą, ale tracimy wtedy wszystkie benefity standardu DTS Headphone:X 2.0. Zestaw za prawie 700 złotych zamienia się w zwyczajne słuchawki stereo z poprawnym, ale wcale nie najlepszym mikrofonem na elastycznym podajniku. Dokładnie ten sam efekt uzyskamy podłączając G935 do Nintendo Switcha albo Xboksa One za pomocą tradycyjnego okablowania.

Szkoda. Gdyby DTS odpalał się nie tylko na PC, ale również na PS4, ten zestaw byłby absolutnym killerem. Nieoczekiwaną zaletą jest za to bezprzewodowe działanie przy użyciu dongla z konsolą… Nintendo Switch. Bardzo pozytywnie zaskoczyłem się również wsparciem dla odsłuchu dwóch źródeł dźwięku jednocześnie – jedno po kablu 3,5 mm, drugie bezprzewodowo za pośrednictwem adaptera USB. Kapitalna sprawa, gdy łączysz dźwięk z gry na Switchu z czatem głosowym (Discord) uruchomionym na smartfonie albo laptopie. Ogień! Nie sądziłem, że te słuchawki będą aż tak wszechstronne.

Lepsze, wygodniejsze, dokładniejsze od Artemisów. Ale czy to wam wystarcza?

Logitech G935 Wireless jest świetną ewolucją zestawu, który nie należał do najbardziej udanych. Cyfrowy dźwięk przestrzenny to prawdziwy kosmos. Na tym polu Logitech zawstydza producentów znacznie droższych słuchawek. Z drugiej strony G935 kultywuje grzechy poprzednika, takie jak zbędny spektakl LED-ów, masywna konstrukcja czy sztywny pałąk. Gdyby pozbyć się diod, postawić na szelkową konstrukcję i nieco obniżyć cenę, mielibyśmy hit nad hity. Niepodzielnego hegemona wyższej półki z naciskiem na dźwięk przestrzenny.

Największe zalety:

  • Kapitalny dźwięk przestrzenny na moim ukochanym DTS Headphone:X 2.0
  • Wymienny akumulator, miejsce na adapter USB w nauszniku
  • Zamiana sportowej siatki na przyjemną skórę
  • Bogate wsparcie od strony oprogramowania G HUB
  • Uwielbiam tak skonstruowane podajniki mikrofonu
  • Działa bezprzewodowo z PS4 i Nintendo Switch…

Największe wady:

  • … ale tracąc świetną scenę przestrzenną
  • Masywne, ze sztywnym pałąkiem i dziwnym środkiem ciężkości
  • Szokująco ciche
  • Darujcie sobie te LED-y
  • Mikrofon na Windows 10 domyślnie działa poniżej technicznych możliwości

Niestety, wysoka cena w połączeniu ze starym designem sprawiają, że Logitech G935 Wireless jest trochę jak brzydkie kaczątko; słuchawki posiadają cudowne wnętrze, dźwięk kapitalnej jakości, wielką wszechstronność, lecz mało kto się o tym przekona. Gracze przestraszeni Artemisami będą woleli postawić na Turtle Beach, SteelSeries, HyperX czy Astro. Byłoby szkoda, bo tym razem Logitech stworzył naprawdę solidny, godny polecenia produkt z kategorii audio.

To im się nieczęsto zdarza.

Dołącz do dyskusji