Tanio już było. Uber zaczyna przygotowania do zmian w prawie

News/Biznes 24.04.2019
Tanio już było. Uber zaczyna przygotowania do zmian w prawie

Tanio już było. Uber zaczyna przygotowania do zmian w prawie

Projekt ustawy zmieniającej zasady gry na rynku przewozów osób jest jeszcze na etapie prac w komisjach, ale Uber już zapowiedział zmiany, które mają mu pomóc odnaleźć się w nowej rzeczywistości. A to zapewne będzie się wiązać m.in. z podwyżką cen.

Uber to jedyna firma z grona aplikacji przewozowych, która od początku głośno i otwarcie wyrażała niezadowolenie z projektu ustawy przygotowanej przez rząd. Amerykański startup od początku narzekał, że zmiany, mimo kilku proinnowacyjnych zapisów, ograniczają całą branżę przewozów do taksówek, dając jednej grupie zawodowej szereg przywilejów i eliminując przewóz osób.

– W tej formie stanowi duże wyzwanie dla naszej obecności nad Wisłą – tłumaczyła nam Ilona Grzywińska-Lartigue, dyrektor komunikacji Ubera w regionie Europy Środkowej i Wschodniej.

Zmiany w Uberze

Nic nie zapowiada, by nowe prawo mogło być dla Ubera jeszcze bardziej korzystne. W najlepszym wypadku projekt pozostanie w obecnej formie, a nie jest to przecież przesądzone, bo naciski w sprawie zmian wywiera środowisko taksówkarskie, jednocześnie grożąc wznowieniem protestu.

Dlatego twórcy aplikacji już teraz zapowiadają szereg zmian. Biorąc pod uwagę dotychczasową działalność Ubera, możemy je śmiało określić mianem rewolucji. Oto platforma postanowiła odciąć się wreszcie od podejrzanych pośredników flotowych. Z informacji, które uzyskała „Rzeczpospolita” wynika, że firma rozwiązała już umowę z Incolumis Civis (czyli słynną fundacją zatrudniającą kierowców jako wolontariuszy) i zabiera się za kolejnych partnerów, którzy zatrudniają niezgodnie z prawem.

Pośrednicy będą musieli też zadeklarować terminowe wypłaty wynagrodzeń i przyjąć od platformy kodeks postępowania, który będzie określał zasady współpracy między aplikacją i jej partnerami. W środku ma się znaleźć fragment o przestrzeganiu przepisów, zapobieganiu dyskryminacji w zatrudnianiu i „godnym traktowaniu” pracowników.

Na tym się oczywiście nie skończy. Uber dodaje do tego okresowe (co pół roku) badania zadowolenia kierowców i pakiet szkoleń obejmujący naukę języka polskiego, przepisów podatkowych i doszkalanie z jazd.

Co to oznacza w praktyce? Część z planowanych zmian ma charakter głównie wizerunkowy. Nie odważyłbym się napisać, że podpisywanie kodeksów wpłynie w istotny sposób na komfort pracy kierowców, albo że przełoży się na większą wygodę użytkowania dla pasażerów.

Najbardziej istotne jest więc pozbycie się niewiarygodnych partnerów.

Powstaje przy tym jedno pytanie. Uber jako usługa wciąż się rozwija. Potrzebuje nowych pracow… pardon, kierowców, których może łączyć z pasażerami. Zmiany oznaczają, że rozwiązania typu zatrudnienie „wolontariusza” z zagranicy bez pozwolenia na pracę nie będą już wchodzić w grę. A to w połączeniu z narzuceniem kierowcom przez nowelizację ustawy minimalnych wymagań w postaci prawa jazdy i niekaralności zmniejszy dostępność potencjalnych kandydatów. Tym bardziej, że korzystanie z Ubera od dawna nie cieszy się wśród Polaków szczególnie wysoką opinią jako sposób na zarobkowanie.

To, w połączeniu z bardziej sumiennym odprowadzaniem podatków, w prosty sposób może przełożyć się na podwyżkę cen. Jeżeli popyt będzie rósł, nowych chętnych trzeba będzie kusić wyższymi stawkami i większym komfortem pracy, bo na stawki w granicach 3,5 tys. netto i przy jednoczesnym użeraniu się z taksówkarzami będzie raczej niewielu chętnych. Przynajmniej wśród naszych rodaków.

Czasy dzikiego zachodu na naszych ulicach dobiegają właśnie końca. I patrząc na to, co czasami się na nich wyrabiało, wypada się tylko cieszyć. Nowelizacja ustawy transportowej wprowadzi do branży nieco innowacji, jednocześnie ją cywilizując. I to dobrze, nawet jeżeli w konsekwencji po przejeździe będziemy mieli na koncie o te kilka złotych mniej niż dotychczas.

Dołącz do dyskusji

Advertisement