Taksówkarze się pogubili. Nie są pewni, co postulowali w rozmowach z rządem

News/Biznes 15.04.2019
Taksówkarze się pogubili. Nie są pewni, co postulowali w rozmowach z rządem

Taksówkarze się pogubili. Nie są pewni, co postulowali w rozmowach z rządem

Protesty taksówkarzy zaczynają zamieniać się w farsę. Z początku było dość nieprzyjemnie, kierowcy zjechali się do Warszawy, zablokowali główne ulice i krzyczeli o dominacji zagranicznych korporacji. W miarę czasu pogubili się jednak do tego stopnia, że teraz nie są nawet pewni, co postulowali w rozmowach z rządem.

Pierwszy akt tej komedii miał miejsce już pierwszego dnia protestu, gdy Rafał Piotr Jurek z NSZZ Solidarność zaczął przez megafon wymieniać kwestię, które rząd miał poruszyć na Radzie Dialogu Społecznego. Podkreślmy – tylko poruszyć. Jego przemowę taksówkarze przyjęli z dzikim entuzjazmem. Przez chwilę patrzyłem na to nieco zdziwiony, aż w końcu do mnie dotarło. Zgromadzeni uznali, że rząd do ich realizacji już się zobowiązał!

Nie dziwota, że już następnego dnia liderzy protestu zostali zaatakowani. No bo jak to tak – Uber i Bolt miały zostać od razu wyłączone, a przecież wciąż działają. Jurek próbował chyba nawet coś tłumaczyć, ale jego mina wyrażała rezygnację. Przecież wszyscy słyszeli jak mówił o „czasowym wyłączaniu aplikacji”. Kto by się przejmował kontekstem, gdy w tłum idą takie rewelacyjne wieści.

Festiwal nieporozumień trwa nadal.

Teraz grupa negocjacyjna jest oskarżana o to, że samowolnie zmieniła sobie treść postulatów całego środowiska. Tym razem nie chodzi już więc o głuchy telefon, a celową hmm…niesubordynację? Dariusz Góralczyk ujawnił dokument, który został zaprezentowany podczas Rady Dialogu Społecznego. I taksówkarskie strony zawrzały.

Zaczęło się od tego, że wśród 3 postulatów taksówkarzy, o których była mowa przed protestem, znalazło się żądanie wycofania projektu ustawy (tzw. lex Uber) z komisji sejmowej. Taksówkarze chcieli ją napisać od nowa, a przede wszystkim – własnymi rękoma.

W ostatecznym dokumencie wygląda to już nieco inaczej. Związkowcy domagają się tylko zmian w obecnym projekcie. Ale gdyby chodziło tylko o tę jedną rozbieżność…

Największa burza rozpętała się o fragment dotyczący legalizacji aplikacji.

Przedstawiony minister Jadwidze Emilewicz postulat mówi o wycofaniu zapisu o aplikacji zastępującej taksometr LUB lepszego opisania wymagań dla tej aplikacji w samej ustawie. A przecież taksówkarze, delikatnie mówiąc, nie patrzą zbyt przychylnym okiem na aplikacje jako sposób na rozliczanie się z klientami. I zapewne będą domagać się pozostawienia taksometrów.

Dojdzie do paradoksalnej sytuacji, bo taksówkarze będą zapewne postulowali o usunięcie z ustawy zapisu o aplikacji mobilnej do naliczania opłat a przecież sami postulowali o lepsze opisanie wymagań dla tej aplikacji w podmienionych postulatach! – wytyka Komitet Obrony Taksówkarzy.

Trudno nie odnieść teraz wrażenia, że największym przeciwnikiem taksówkarzy w tym całym sporze nie jest już Uber, Bolt czy mytaxi. Stali się nim oni sami.

Dołącz do dyskusji