Koniec zabawy. Facebook zaczął banować skrajnie prawicowe organizacje w Wielkiej Brytanii

News/Social media 19.04.2019
Koniec zabawy. Facebook zaczął banować skrajnie prawicowe organizacje w Wielkiej Brytanii

Koniec zabawy. Facebook zaczął banować skrajnie prawicowe organizacje w Wielkiej Brytanii

Facebook nie chce skrajnie prawicowych organizacji na swojej platformie. W Anglii skasowano konta największych takich grup i ich przedstawicieli. 

Przedstawiciele platformy Zuckerberga doszli do wniosku, że organizacje skrajnie prawicowe szerzą nienawiść stanowiąc realne zagrożenie dla użytkowników i w związku z tym powinny zostać usunięte z Facebooka. Pierwsze bany posypały się w Anglii.

Na Facebooku nie ma miejsca na nawoływanie do nienawiści.

Z serwisu wyrzucono najważniejsze grupy identyfikujące się ze skrajną prawicą. Zniknęły konta British National Party, English Defence League, National Front, Britain First i Knights Templar International, usunięto także profile niektórych przedstawicieli tych organizacji. Ponadto firma zapowiada, że wszystkie posty chwalące te grupy będą usuwane.

W towarzyszącym akcji oświadczeniu Facebook wyjaśnia, że nie ma na platformie miejsca ani na organizacje, ani na jednostki, które sieją nienawiść lub nawołują do wykluczenia kogokolwiek na podstawie tego, kim dana osoba jest. Zbanowani dopuszczali się właśnie takich zachowań i zostali zablokowani na podstawie zasad o niebezpiecznych grupach.

Czas pokaże, czy to zapowiedź realnych zmian, czy tylko jednorazowa symboliczna akcja. Po zamachach w Nowej Zelandii i stale rosnących naciskach polityków firma może chcieć pokazać światu, że traktuje poważnie zobowiązanie o walce z nacjonalistycznymi treściami.

Facebook zdecydował się oficjalnie zaostrzyć swoją politykę wobec propagowania nienawiści po tragedii w Christchurch w Nowej Zelandii.

Minął miesiąc, od kiedy z rąk zamachowca w Christchurch zginęło ponad 50 osób. Ta tragedia wstrząsnęła światem, a na media społecznościowe padł jej długi cień. Napastnik prowadził relację na żywo ze strzelaniny właśnie za pomocą Facebooka. Firma zareagowała, ale za późno. Szybko powstały klony nagrania. Kopie pojawiły się na nowych kontach, rozprzestrzeniły w całym internecie. Jak trudna do opanowania zaraza zalały media społecznościowe. Ani Facebook, ani Google nie były w stanie szybko poradzić sobie z nimi.

W ciągu 24 godzin firma Zuckerberga usunęła aż 1,5 mln filmów przedstawiających atak. 1,2 mln z nich wykryto już na etapie dodawania ich do serwisu, reszta, czyli 20 proc. umknęła pierwszej analizie algorytmu.

Facebook został wykorzystany jako narzędzie do rozprzestrzeniania misji, poglądów i manifestu zamachowca. I musiał sobie z tym jakoś poradzić.

Koniec promowania białego nacjonalizmu na Facebooku.

Choć polityka Facebooka od pewnego czasu systematycznie się zaostrzała, to właśnie nowozelandzka masakra okazała się punktem zwrotnym jego działań. Z jednej strony to, co się wydarzyło, wymagało reakcji ze strony serwisu, z drugiej stworzyło odpowiedni klimat, w którym wprowadzenie zmian, mających zagwarantować, że nic takiego się już nie powtórzy, zostało pozytywnie przyjęte przez dużą część opinii publicznej.

W reakcji na masakrę i swój bezwolny udział w planie zamachowca platforma ogłosiła, że będzie banować przejawy nacjonalizmu i separatyzmu na Facebooku i Instagramie.

Facebook od dawna miał regulacje, które jasno zakazują nawoływania do nienawiści i dyskryminacji także na tle rasowym lub narodowym. Do tej pory jednak identyfikowanie się jako biały separatysta czy biały nacjonalista ich nie naruszało. Jak tłumaczą przedstawiciele firmy, Facebook nie chciał ograniczać tożsamości ludzi, którzy się z nimi identyfikują, teraz jednak ocenia, że takie postawy są zbyt bliskie rasizmowi i postawom wykluczającym.

Rozmowy prowadzone przez ostatnie trzy miesiące z przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego i środowisk akademickich, którzy są ekspertami w dziedzinie stosunków rasowych na całym świecie, potwierdziły, że białego nacjonalizmu i białego separatyzmu nie da się oddzielić od białej supremacji i zorganizowanych grup szerzących nienawiść — piszą przedstawiciele firmy na blogu.

Facebook tym ruchem może chcieć pokazać, że gra do tej samej bramki, co angielscy politycy.

Politycy bacznie obserwują to, jak Facebook moderuje swoją platformę. Być może właśnie naciski polityków wpłynęły na to, że Facebook zdecydował się na pierwszy krok w celu wyeliminowania nacjonalistycznych treści właśnie w Anglii. Brytyjczycy patrzą bowiem na Facebooka coraz bardziej krytycznie.

Wystarczy przypomnieć, że to jeden z brytyjskich polityków opublikował wewnętrzne dokumenty Facebooka, które pozyskał w co najmniej wątpliwych okolicznościach od przedsiębiorcy potyczkującego się z firmą w amerykańskim sądzie. Do tego dochodzi zaostrzenie polityki wobec treści pojawiających się w internecie.

Według deklaracji polityków, Wielka Brytania ma stać się najbezpieczniejszym miejscem na świecie do surfowania po sieci. Politycy w swoich planach podkreślili znaczenie Facebooka i to, że firma powinna wziąć większą odpowiedzialność za to, co pojawia się na łamach jej portalu.

Facebook jest zakładnikiem własnego sukcesu.

Facebook jest platformą prywatnej firmy, ale, platformą bardzo specyficzną. Dzięki swojemu zawrotnemu sukcesowi pełni funkcję publicznego forum wymiany myśli i opinii. Niekoniecznie ważnych myśli i niekoniecznie istotnych opinii, ale jednak. Zablokowanie dostępu do Facebooka i Instagrama to wyproszenie z zaskakująco ważnej i dużej części internetu.

Czy firma prywatna powinna odgrywać tak ważną rolę? To temat na zupełnie inną dyskusję, fakt jest bowiem taki, że ją odgrywa.

Decyzja o usunięciu określonych grup przez moderatora prywatnej przestrzeni, nie powinna być kontrowersyjna, to rola społeczna jaką odgrywa Facebook nadaje jej specyficzny wymiar. Platforma nie może podejmować już arbitralnych decyzji, nie tłumacząc, że wszystko, co robi, robi dla dobra świata i ludzkości.

Facebook sam postawił się w tej pozycji, malując się jako miejsce, gdzie wszyscy są mile widziani, mogą czuć się bezpiecznie i prowadzić ważne dla siebie dyskusje. Narracja, w której przez wszystkie przypadki Mark Zuckerberg odmienia takie pojęcia jak: uniwersalny, sprawiedliwy, prawdziwy, stawia go nie w pozycji prezesa firmy, która ma zarabiać, ale firmy, która ma stać na straży moralności i etyki w internecie.

Czy można powiedzieć wszystko w internecie?

Gdzie w przestrzeni publicznej (bo za namową samego Zuckerberga tak traktujemy Facebooka) leżą granice tego, co można, a czego nie można powiedzieć na forum publicznym? Do wniosku, że nie wszystko jest dozwolone, my, jako państwo, doszliśmy już dawno. Liczba ograniczeń w Polsce rozciąga się od nawoływania do nienawiści, przez groźby karalne po obrazę uczuć religijnych.

Jednym z problemów jest to, że słów nie można bagatelizować nigdy. Weźmy choćby rekrutację terrorystów. Od lat wiadomo, że ta platforma jest świetnym narzędziem rekrutacji zarówno do koła miłośników szydełkowania, organizacji rasistowskich, jak i terrorystycznych. Firma od lat podkreśla swoje zaangażowanie w walkę szczególnie z tymi ostatnimi. Ostatnie ataki w Nowej Zelandii skierowały jej oczy na zagrożenie płynące ze strony grup nacjonalistów i separatystów.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement