Jak zapanować nad natłokiem informacji w Internecie? Poradnik w pięciu krokach

Felieton/Media 02.04.2019
Jak zapanować nad natłokiem informacji w Internecie? Poradnik w pięciu krokach

Jak zapanować nad natłokiem informacji w Internecie? Poradnik w pięciu krokach

Każdego dnia jesteśmy bombardowani informacjami. Nieustanny strumień wiadomości przewija się przed naszymi oczami i z roku na rok coraz trudniej wyłowić spośród nich te wartościowe, i odsiać te bez wartości. Jak sobie radzić z natłokiem informacji?

Jeśli wierzyć badaniom MarketingProfs, codziennie w Internecie publikowanych jest około 2 mln wpisów blogowych. Jako że dane pochodzą z 2015 r., śmiało możemy założyć, że dziś ta liczba jest jeszcze większa.

Nawet odsiewając blogi i trzymając się tylko czołowych, renomowanych magazynów, liczba treści powstających dziennie nie jest możliwa do skonsumowania przez człowieka. The Atlantic w 2016 r. podsumował, że same The Watshington Post, New York Times, Wall Street Journal i BuzzFeed publikują dziennie (sic!) blisko 1100 artykułów.

I w większości nie są to króciutkie, dwuzdaniowe newsy, lecz wyczerpujące analizy danego tematu.

Nic dziwnego, że mówią o nas „fomo sapiens”

Natłok informacji publikowanych w mediach społecznościowych czy Internecie w ogóle sprawił, że rosnąca liczba ludzi odczuwa tzw. FOMO, (ang. Fear of missing out), czyli strach przed przegapieniem czegoś. Strach przed przegapieniem najnowszych wieści ze świata, strach przed przegapieniem momentu, w którym somsiad kupi nowy samochód, strach przed wypadnięciem z obiegu.

Według źródeł pierwszy raz terminu FOMO użył już w połowie lat 90. XX Dan Herman, choć początkowo termin nie był związany bezpośrednio z natłokiem informacji i mediami społecznościowymi. Jak podaje raport Uniwersytetu Warszawskiego „FOMO – Polacy a lęk przed odłączeniem”, termin FOMO jest używany w aktualnym kontekście dzięki mediom, które zwróciły uwagę na fakt, że media społecznościowe i ustawiczne generowanie nowych treści może pogłębiać w nas ten strach, co zresztą potwierdziły badania naukowe w 2013 r.

Na kanwie tej cywilizacyjnej choroby zrodziło się pojęcie „fomo sapiens”, które jest równie smutne, co… prawdziwe.

Jak poradzić sobie z natłokiem informacji?

Eksperci ukuli na tę okazję specjalny termin, niejako antytezę FOMO – JOMO, czyli „joy of missing out”.

O ile nie zgadzam się, że przegapianie ważnych informacji to coś, z czego należy się cieszyć, tak w pełni zgodzę się z tym, że z pewnymi „przegapieniami” trzeba się po prostu pogodzić.

Do Internetu wpływa dziennie 2,5 kwintyliona bajtów danych. Żaden człowiek nie jest w stanie objąć tego wszystkiego rozumem. Nawet trzymając się przyziemnych przykładów – nie starczyłoby życia, by przeczytać wszystkie artykuły publikowane w Sieci jednego dnia, tak samo jak nie starczyłoby życia, by „wyzerować” bibliotekę Netfliksa. Bo cały czas pojawia się w niej coś nowego.

Nie da się być ze wszystkim na bieżąco. Cytując klasyka – „handluj z tym”.

Porada „nie przejmuj się” jest jednak w tym przypadku niemal tak pomocna, jak wypowiedzenie tych słów do osoby chorującej na depresję. Jak zatem w praktyczny sposób zapanować nad natłokiem informacji, by jednocześnie nie przegapiać przynajmniej tych treści, które nas interesują?

Krok 1 – umiejętne korzystanie z agregatów treści i odkładanie czytania na później.

Narzędzia takie jak Feedly, Flipboard czy Google News to dziś jedne z najlepszych narzędzi do opanowania nieustannego strumienia informacji. Możemy w nich wybrać albo konkretne publikacje, albo po prostu interesujące nas tematy, skondensowane do formatu wygodnej listy czy magazynu.

Jeśli o mnie chodzi, podstawowym źródłem informacji jest Feedly. Spędziłem mnóstwo czasu segregując i optymalizując źródła w tym popularnym czytniku RSS i dzielę je zależnie od przeznaczenia – na wiadomości ze świata, wiadomości branżowe, wiadomości z serwisów o danej tematyce. Każdy dzień pracy zaczynam od kilkunastu minut w Feedly. „Newsy” staram się pochłaniać od razu, zaś te teksty, na które w danej chwili nie mam czasu, lądują w aplikacji Pocket do przeczytania na później.

Tym sposobem jestem na bieżąco z najważniejszymi informacjami, a teksty, które pogłębiają dany temat albo poszerzają wiedzę zostawiam na momenty spokoju.

Krok 2 – media społecznościowe to też media.

Ten krok dotyczy przede wszystkim Twittera. Facebook ze względu na swoją niechronologiczną strukturę jest marnym źródłem informacji, bo obok świeżych treści mogą się wyświetlać stare informacje.

Twitter to co innego. Odpowiednio spreparowana lista obserwowanych osób i publikacji dla wielu osób może wręcz w całości zastąpić dedykowane agregatory newsów.

Na moim timelinie ustawicznie przewijają się najważniejsze wiadomości z Polski i zagranicy, nowinki ze świata nauki i marginalna dawka polityki, której na Twitterze jest co prawda za dużo, ale można ją ograniczyć.

Z biegiem czasu zauważyłem, że kluczem do zdrowego wykorzystywania mediów społecznościowych w tandemie z agregatami treści jest krok 3:

Krok 3 – nie duplikuj wiadomości.

Wyjąwszy kilka magazynów branżowych, staram się, aby źródła zapisane w Feedly i obserwowane na Twitterze nie dublowały się ze sobą.

Dzięki temu używając mediów społecznościowych nie widzę tych samych treści, które dopiero co odfiltrowałem w czytniku RSS. W ten sposób nie klikam też dwa razy w ten sam artykuł, co może się zdarzyć, jeśli mamy to samo źródło w dwóch miejscach – publikacje zazwyczaj dają kilka tytułów do tego samego artykułu: inny do mediów społecznościowych, inny do wyszukiwarki.

Krok 4 – e-mail nie jest przestarzałą technologią.

Nie wiedzieć czemu, w wielu kręgach polskich mediów e-mail przyjęło się uważać za coś passe, za przestarzałą technologię. Tymczasem e-mail to wciąż najbardziej spersonalizowany kanał komunikacji w Internecie i jednocześnie źródło wiadomości, nad którym najłatwiej zapanować.

Oczywiście korzystanie z e-maila jako czytnika RSS byłoby skrajnie niepraktyczne, ale poczta elektroniczna to znakomite miejsce do otrzymywania newsletterów z podsumowaniem informacji z konkretnego źródła.

Osobiście jestem zapisany na kilkanaście newsletterów najważniejszych światowych mediów. Każdego dnia na moją skrzynkę wpada wybór najbardziej istotnych materiałów New Yorkera, QZ, WSJ, etc. I zazwyczaj to właśnie te newslettery są dla mnie najważniejszym źródłem wiedzy i informacji.

Pilnuję jednak przy tym kroku 1 i 3 – artykuły zbyt obszerne, by je od razu przeczytać, lądują w Pockecie, a też w większości przypadków nie obserwuję w mediach społecznościowych tych publikacji, których newslettery subskrybuję.

Krok 5 – coś o wszystkim, wszystko o czymś.

Nie da się wiedzieć wszystkiego o wszystkim, tak jak nie da się przeczytać dziennie wszystkich informacji na każdy temat. Dobrze jest jednak wiedzieć coś o wszystkim, i wszystko o czymś – i dostosować kanały informacji w myśl tej filozofii.

Warto poświęcić trochę czasu na odpowiednie przefiltrowanie i dostosowanie obserwowanych publikacji, by czytać jak najwięcej o tym, co jest dla nas najważniejsze, i tylko odrobinę o tym, co interesuje nas pośrednio.

Dobrze jest wiedzieć, co dzieje się na świecie, ale jeśli sytuacja geopolityczna nie leży w ścisłym kręgu naszych zainteresowań, to spędzanie całego dnia w witrynach stricte informacyjnych to bardzo zły pomysł. Można ten czas spędzić lepiej, poszukując np. dogłębniejszych opracowań wiadomości o tematyce, która naprawdę nas interesuje.

To – przynajmniej w mojej ocenie – najlepszy sposób na radzenie sobie z natłokiem informacji i FOMO. Dzięki odpowiedniemu podziałowi źródeł na te istotne dla mojej wiedzy i rozwoju (80 proc.) i te korzystne dla „ogólnego rozgarnięcia” (20 proc.), nie czuję się źle, gdy coś przegapiam. Nie czuję też przesytu informacji dla mnie nieistotnych – skupiam się bowiem na tym, co faktycznie jest mi do życia niezbędne.

Pamiętajmy o odpoczynku.

W tym wszystkim łatwo jest wpaść w spiralę pochłaniania informacji. Jesteśmy podłączeni do Internetu praktycznie 24/7, ustawicznie bombardowani nagłówkami, zdjęciami, tytułami.

Dobrze jest czasem powiedzieć „stop!”, by nie zwariować i aby zapamiętać cokolwiek z tego, co czytamy. Pochłanianie newsów dla samego ich pochłaniania do sztuka dla sztuki, która nie wnosi do życia ani wiedzy, ani korzyści. Warto po każdej sesji w czytniku RSS chwilę odpocząć i „przetrawić” otrzymane informacje. A raz na jakiś czas zaserwować sobie dłuższy „informacyjny detox” – na przykład w formie soboty bez gapienia się w ekran.

No i najważniejsze – gdy już z sukcesem opanujemy natłok informacji, pamiętajmy o regularnym audytowaniu naszych systemów i zachowań. Łatwo jest bowiem zorganizować sobie cyfrowe życie według powyższych pięciu kroków. Trudniej jednak zadbać o to, by nie zbaczać z raz obranego kierunku i zamiast intencjonalnego pozyskiwania informacji na powrót wpaść w pułapkę bezmyślnej konsumpcji treści.

Dołącz do dyskusji