Darksiders udowodnił mi, że Nintendo Switch to świetna konsola dla przenośnych gier z PS3 i Xboksa 360

Recenzja/Gry 09.04.2019
Darksiders udowodnił mi, że Nintendo Switch to świetna konsola dla przenośnych gier z PS3 i Xboksa 360

Darksiders udowodnił mi, że Nintendo Switch to świetna konsola dla przenośnych gier z PS3 i Xboksa 360

Złośnicy w redakcji dworują sobie, że na Switchu gram tylko w odgrzewane kotlety sprzed lat. Odkładając na bok kapitalną listę gier Nintendo na wyłączność, sporo w tym prawdy. Przenośna konsola Japończyków jest dla mnie tym, czym miała być PS Vita – mobilną platformą zdolną do udźwignięcia hitów z PS3 oraz Xboksa 360. Niestety, Vita okazała się za słaba. Darksiders Warmastered Edition udowadnia z kolei, że Switch ma tej mocy w sam raz.

Tak wyszło, że rozmijałem się z Darksiders. Gdy gra pojawiła się w 2010 r., działała fatalnie. Optymalizacja na PS3 leżała i kwiczała. Nie byłem w stanie wytrzymać z tytułem dłużej niż kilkadziesiąt minut. W 2016 r. Darksiders uderzyło ponownie, jako Warmastered Edition dla PS4 i XONE. Natłok świetnych gier sprawił jednak, że nasze drogi ponownie się rozeszły. Dopiero w pociągu relacji Katowice – Warszawa dałem szansę tej produkcji, wyciągając Switcha z plecaka. Ależ się zdziwiłem.

Darksiders to cholernie przyjemne połączenie God of War, Zeldy, Warcrafta oraz Legacy of Kain.

Bohaterowie i przeciwnicy wyglądają jak żywcem wyjęci z World of Warcraft. Potężni czempioni dzierżą wielkie miecze i tarcze, a ich pancerze cechuje nieproporcjonalna grubość. Masywni herosi są jednocześnie niezwykle szybcy w walce, tnąc ostrzami niczym bóg wojny Kratos w serii God of War. Na to wszystko wylano odwieczny konflikt Piekła i Nieba, który może się kojarzyć z takimi markami jak Diablo czy Constantine. Nic przełomowego, ale projekty postaci czy dialogi z demonami to sama przyjemność.

Przyjemne jest również to, że Darksiders nie jest do bólu liniową produkcją. Od czasu to czasu trafi się większa lokacja, którą można relatywnie swobodnie eksplorować. Do wielu miejsc będziemy ponadto wracać. Dzięki nowym mocom (takim jak np. demoniczne skrzydła) dostaniemy się w nowe miejsca, które wcześniej były poza zasięgiem protagonisty. Tym jest nie kto inny jak sam Jeździec Apokalipsy: Wojna. Antybohater zostaje wciągnięty w środek konfliktu, który zwiastuje koniec świata. No, przynajmniej dla gatunku ludzkiego.

Nie mam zamiaru tworzyć pełnej recenzji z 2010 r. Chciałem jedynie zarysować tło rozgrywki, które dla wielu może wydać się naprawdę interesujące. Sam jestem szczerze zaskoczony, jak dobre jest Darksiders. Nie wybitne. Nie rewolucyjne. Za to naprawdę przyjemne, dzikie i satysfakcjonujące. Rozwój umiejętności Wojny wciąga, a progres bohatera przypomniał mi najlepsze czasy z zakurzoną serią Legacy of Kain. Blood Omen 2 czy Defiance – niestety, dzisiaj już nie robi się takich gier. Szkoda.

Darksiders Warmastered Edition na Switchu to dwa tryby gry: wydajny oraz zaawansowany graficznie.

Gdy przełączyłem suwak z grafiki na wydajność, poczułem gigantyczną ulgę. Gra zaczęła działać w 60 klatkach na sekundę, co dla każdego hack’n’slasha jest dosyć istotnym elementem. Przy połowie tej wartości można mieć wrażenie, że Darksiders się dusi. W 30 klatkach gra działała na PlayStation 3 i Xboksie 360 i już wtedy czułem, że to wartość kompletnie nieprzystająca do dynamicznej rozgrywki. Są gry, dla których 30 fps-ów to znośna wartość. Jednak Darksiders zdecydowanie nie należy do tego zbioru.

Sam fakt, że Darksiders na Switchu działa dwukrotnie szybciej od tej samej gry na PS3/X360 stawia Warmastered w bardzo pozytywnym świetle. Oczywiście aby osiągnąć taki stan rzeczy, musiały zostać dokonane kompromisy. Przy 60 klatkach rozdzielczość gry spada z natywnego 1080p do 1440 na 810 pikseli. To ofiara, którą jestem w stanie ponieść bez żadnego marudzenia. Redukcja rozdzielczości nie wiąże się z odczuwalnym spadkiem ostrości. Do tego wszystkie zaawansowane efekty graficzne charakterystyczne dla Warmastered Edition pozostają na swoim miejscu.

Oczywiście jak na dzisiejsze standardy, Darksiders już dawno przestało być ładne. Nawet w 2010 r., gdy gra po raz pierwszy pokazała się na sklepowych półkach, zdecydowanie nie była pretendentką do tytułu miss piękności. Dzisiaj tytuł na Switchu wydaje się surowy. Lokacje mogłyby dostać więcej detali. Gra wciąż jednak potrafi być urokliwa. Oczywiście na swój demoniczny, brutalny, nieco komiksowy sposób. Do tego stworzone na nowo filmy to absolutna przyjemność dla oczu i uszu. Już dawno nie cieszyłem się tak na sekwencje przerywnikowe. Wspaniałe kino, które dobrze napędza fabularną machinę.

Co ciekawe, Darksiders Warmastered Edition na Nintendo Switchu działa po polsku.

Chociaż informacji o wsparciu dla polskich napisów nie znajdziemy na karcie gry w eShopie, rodzimy język jest możliwy do wyboru w ustawieniach. To interesujące o tyle, że oryginalne Darksiders z 2010 r. było dostępne wyłącznie w obcych językach. Na kolejnej generacji konsol tego problemu już nie było i dobrze, że THQ Nordic pomyślało o graczach ze Środkowej Europy. Niestety, jak na port sprzed dziewięciu (!) lat, cena Darksiders Warmastered Edition jest jak najbardziej zachodnia.

Za grę w wersji cyfrowej trzeba zapłacić 120 zł. Oznacza to, że posiadacze konsol Nintendo znowu płacą „podatek od Switcha”. Na hybrydowej konsoli znaczna część gier jest droższa od swoich odpowiedników na PS4/XONE/PC. Częściowo wynagradza to walor mobilności. Darksiders w pociągu czy autobusie jest bardzo przyjemnym doświadczeniem. Są jednak produkcje, jak na przykład polski The Observer, które w ogóle nie zyskują na mobilności. Dodatkowy haracz trzeba jednak płacić tak czy siak, o ile chce się grać na Switchu.

Maszynka do portów sprzed lat? Mnie to kompletnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie.

Od grania w duże, nowe, głośne produkcje mam PlayStation 4 Pro, Xboksa One X oraz gamingowego laptopa. Nintendo Switch jest konsolą komplementarną. Nieco egzotyczną odskocznią. Platformą, na której gram w tytuły, po które raczej bym nie sięgnął na konsoli podłączonej do wielkiego TV w salonie. Gdyby nie Switch, nie zagrałbym w Darksiders, od którego nie mogę się aktualnie oderwać. Poznałem bardzo dobrą grę, która normalnie przeszłaby mi obok nosa. Fakt, że ta ma na karku 5, 10 czy 15 lat jest dla mnie drugorzędny, o ile cena nie wydaje się skrajnie niesprawiedliwa.

Można się wyzłośliwiać, że Switch to maszynka do zarabiania na portach. Jeśli jednak dzięki temu odkryję kilka dobrych gier – hej, dlaczego nie? Co w tym złego? M.in. po to kilka lat temu kupiłem PlayStation Vitę. Marzył mi się gadżet, który pozwoli grać w tytuły o tym samym stopniu rozbudowania, co na PS3 czy Xboksie 360. Takim sprzętem jest właśnie Switch. O ile porty pokroju Darksiders Warmastered Edition, Assassin’s Creed III: Remastered czy TES V: Skyrim będą dystrybuowane w rozsądnych cenach, mogą zalewać eShop jak tsunami. Byle Nintendo nie zapominało wydawać nowych gier z taką częstotliwością, jak dotychczas.

*Zrzuty ekranu zostały wykonane w grze Darksiders Warmastered Edition uruchomionej na konsoli Nintendo Switch w trybie wydajności (60 fps).

Dołącz do dyskusji