Lepsze od Anthem? Zabójca Destiny? Deklasuje pierwszą część? Moje 30 godzin The Division 2 – quasirecenzja

Recenzja/Gry 18.03.2019
Lepsze od Anthem? Zabójca Destiny? Deklasuje pierwszą część? Moje 30 godzin The Division 2 – quasirecenzja

Lepsze od Anthem? Zabójca Destiny? Deklasuje pierwszą część? Moje 30 godzin The Division 2 – quasirecenzja

Spacerujemy po waszyngtońskim The American History Museum i nie możemy się nadziwić. Ileż detali udało się zmieścić projektantom poziomów w The Division 2! Gra jest przepiękna. Powalająca wizualnie. Do tego gdy bawisz się ze znajomymi, daje masę frajdy. Wystarczy jednak rozegrać kilka misji samemu, a wrażenia z gry będą kompletnie inne.

Krótkie, konkretne odpowiedzi na start. Czy The Division 2 jest lepsze od Anthem? TAK. Czy The Division 2 jest lepsze od pierwszej części? TAK. Czy The Division 2 to tytuł, który zatrzęsie branżą gier i sprawi, że przez miesiące (jak nie lata) nie będziesz mógł odejść od ekranu? Raczej nie. To ładniej, więcej, mocniej i lepiej. Ale tego samego.

The Division 2 ocena

Z gry kompletnie meh The Division 2 zamieniło się w ulubioną produkcję marca.

Nie ma dnia, żebyśmy razem ze znajomymi nie odbijali waszyngtońskiego metra, banku, poczty czy muzeum. Kiepska historia, uniwersum z niewykorzystanym potencjałem i fatalnie rozpisane postaci poboczne to tylko pretekst do tego, co w grze najlepsze: wspólnego, drużynowego wałęsania się po zrujnowanej stolicy USA. Ta początkowo wydawała mi się o wiele nudniejsza względem zimowego Nowego Jorku. Jednak z czasem do Waszyngtonu da się nie tylko przekonać, co wręcz pokochać to miejsce.

Wciąż stoję na stanowisku, że skąpany w śniegu Nowy Jork był bardziej klimatyczny. Jednak liczba detali, ozdobników, atrakcji turystycznych, bocznych ścieżek, parków, zagajników – wszystko to sprawia, że gracz docenia pracę Ubisoftu. Studia podległe Francuzom chciały stworzyć do bólu realistyczną lokację i niech mnie – naprawdę im się udało. Od dłuższego czasu uważam, że osoby na stanowiskach level designer oraz environment artist powinny dostać wielkie podwyżki. Takie serie jak Assassin’s Creed czy The Division tylko mnie w tym utwierdzają.

The Division 2 grafika

AUTENTYCZNOŚĆ – to słowo klucz dotyczące eksploracji. Podczas poszukiwania lepszego ekwipunku naprawdę czujemy się jak w Waszyngtonie. Możliwość zobaczenia Kapitolu, wejścia do Białego Domu czy przespacerowania się pod pomnikiem Abrahama Lincolna to bardzo, bardzo stymulujące doświadczenia. Niemal jak gdybyśmy byli w USA. Lokacje Ubisoftu to poziom wyżej względem większości gier z otwartym światem. Zginam się w pas osobom pracującym nad wirtualnym obszarem. Kapitalna robota.

Twórcy dwoili się i troili by Waszyngton był żywszy i bardziej zmienny od Nowego Jorku.

Otwarty świat wciąż jest zarezerwowany wyłącznie dla ciebie i twojej 4-osobowej drużyny. W trybie swobodnej eksploracji nie uświadczycie żadnych innych graczy. Dlatego Ubisoft opracował system sojuszników i przeciwników, którzy nieustannie ścierają się na ulicach stolicy. Zaprzyjaźnione jednostki patrolują teren, organizują konwoje po żywność bądź pilnują strategicznych placówek. To samo robią trzy wrogie frakcje, które znalazły się w The Division 2.

The Division 2 recenzja

Wyprowadzenie obrońców na ulice miasta przynosi rezultaty. Gdy na trasie z punktu A do punktu B widzę patrol wroga, staram się go ominąć. Szkoda mi czasu i amunicji. Jeśli jednak ten sam patrol ściera się z moimi sojusznikami – ojjjjj, tego nie wybaczam. Tego nie odpuszczam. Zadzieranie z moimi ludźmi to automatyczny wyrok śmierci. Tak prosty psychologiczny mechanizm, a naprawdę działa.

Otwarty świat oferuje więcej losowych i czasowych aktywności względem pierwszej części. Tutaj spadnie skrzynka z zaopatrzeniem, do której mogą się dobrać złodzieje. Tam bandyci przeprowadzają publiczną egzekucję, którą można powstrzymać. Uratowanych jeńców przywołamy potem na pomoc w walce. Czasem w Waszyngtonie pojawi się boss, na którego mamy okazję zapolować w określonym oknie czasowym. Jeśli zostaniemy powaleni, łotr ucieka, a my tracimy szansę na loot. Wszystko to sprawia, że gracz staje się bardziej zaangażowany.

The Division 2 recenzja

Zbuduj sobie Waszyngton, czyli świat (nareszcie) zmienia się wraz z graczem.

W pierwszym The Division mogliśmy wbić maksymalny poziom doświadczenia, zdobyć niesamowity arsenał i rozbudować bazę wypadową. Mimo tego nieskończone fale przeciwników wciąż podchodziły pod siedzibę agentów. Jak gdyby wszystkie nasze osiągnięcia, udane misje i pokonani wrogowie nie mieli znaczenia. W The Division 2 nareszcie się to zmienia. Waszyngton ewoluuje wraz z postępami gracza, a każdą kolejną strefę możemy zmienić w miejsce bezpieczniejsze do życia.

Biały Dom to główna baza wypadowa, która może zostać kilka razy rozwinięta oraz udoskonalona. Poza nią istnieje jeszcze kilka osad – wielkich skupisk ludzkich, które również możemy awansować z poziomu na poziom. Z każdą ewolucją osada rośnie, rozwija się oraz wzbogaca o nowe elementy. Im więcej misji pobocznych wykonamy, tym bardziej zaawansowany będzie taki przyczółek. Obserwowanie tych zmian to czysta frajda. Posępne miejsca ewoluują w pełne życia enklawy, gdzie dzieci mogą bezpiecznie grać w piłkę, a w dorosłych zaczyna tlić się nadzieja. Wyrastają nowe domki. Powstają ogródki. Zmniejsza się liczba śmieci. Aż serce rośnie.

The Division 2 recenzja

Do tego dochodzą punkty kontrolne – posterunki w kluczowych węzłach Waszyngtonu, które także przejmuje gracz. Raz zdobyty punkt to przystanek szybkiej podróży, a także źródło sterowanych komputerowo sojuszników. Nie można również zapomnieć o znanych z poprzedniej części kryjówkach. Im więcej punktów i osad zdobędziemy, tym więcej przyjaznych patroli i karawan się pojawi. Z czasem region zmieni status z wrogiego na przyjazny, a eksploracja stanie się łatwiejsza i przyjemniejsza. Pod tym względem Waszyngton bije na głowę Nowy Jork czy nawet światy Assassin’s Creeda.

Nowy Waszyngton, stary ja. The Division 2 nie wprowadza rewolucji.

Gra Ubisoftu posiada kilka nowych rozwiązań: klany, aktywni sojusznicy, osady czy drużynowy PvP. Jednak samo sedno rozgrywki pozostaje bez zmian: czterech graczy strzela do przeciwników chłonących ołów, jednocześnie chowając się za osłonami. Jest więcej wybuchów, broni i umiejętności specjalnych, ale sam szkielet pozostał ten sam. The Division 2 to gra trudniejsza, bardziej wymagająca i bezwzględniejsza od poprzedniczki. Mimo tego fani pierwszej części od razu poczują się jak w domu. Zmieniło się wszystko, ale tak naprawdę nie zmieniło się nic.

The Division 2 recenzja

To jest właśnie największy plus oraz minus The Division 2. Jeżeli bawiłeś się dobrze przy pierwszej odsłonie – teraz będziesz bawił się jeszcze lepiej. Jeżeli narzekałeś na Nowy Jork według Ubisoftu, teraz będziesz narzekał na Waszyngton. Nowa gra raczej nie przekona do siebie tych, którym The Division skrajnie nie przypadło do gustu. Jeżeli jednak dostrzegałeś w tytule z 2016 r. potencjał, to musisz wiedzieć, że deweloperzy zrobili naprawdę wiele aby tym razem lepiej go wykorzystać. Ubisoft odrobił zadanie domowe i wyciągnął wiele wniosków z popełnionych błędów.

Doskwiera mi tylko jedno – samotna rozgrywka to wciąż męczarnia. Gdy nie masz towarzyszy do flankowania i działania zespołowego, starcia stają się żmudne i monotonne. Gdybym miał przechodzić The Division 2 w pojedynkę, wolałbym tego nie robić wcale. Naprawdę. Wykonując misje samemu tylko psuje się bardzo dobrą grę kooperacyjną. Od razu czuć, że zachowania, taktyki i manewry przeciwników były pisane pod starcia drużynowe. Gdy brakuje ekipy, to trochę tak jak gdyby brakowało części gry. Dlatego nie idźcie tą ścieżką. Albo razem. Albo wcale.

Quasi-recenzja? Czyli, że co?

W The Division spędziłem łącznie ponad 30 godzin. Grałem w pojedynkę oraz ze znajomymi. Starałem się przeżyć w Strefie Mroku. Realizowałem aktywności czasowe, polowania, misje poboczne oraz zadania fabularne. Wspólnie rozwinęliśmy klan do 10 poziomu, a także odblokowaliśmy większość usług oraz umiejętności. Co nie zmienia faktu, że wciąż nie poznałem tak zwanego endgame’u. Nie zanurzyłem się także w zupełnie nowy moduł PvP, który wyróżnia drugą odsłonę na tle jedynki. To sprawia, że nie chcę nazywać publikacji recenzją.

The Division 2 recenzja

Największe zalety:

  • Kapitalna warstwa wizualna
  • Mnóstwo małych ulepszeń i usprawnień względem części pierwszej
  • Zmieniający się Waszyngton, osady i punkty kontrolne
  • Aktywni sojusznicy NPC w otwartym świecie
  • Waszyngton jest autentyczny, pełen detali oraz sekretów
  • Strefa Mroku <3
  • Klany to świetny dodatek

Największe wady:

  • Na PS4 kilkukrotnie wysypało mi rozgrywkę
  • NPC lubią się blokować. Przeszkadza to w wykonaniu misji
  • Wariująca nawigacja
  • Przeciwnicy to wciąż gąbki. Headshot ze snajperki? Pfff
  • Milion wersji produktu na premierę

Dlatego zamiast silić się na niepełną recenzję zostawiam was z wrażeniami po 30 godzinach. Jednocześnie zachęcam do zapoznania się z innymi materiałami poświęconymi poszczególnym elementom The Division 2, jakie lada moment pojawią się na Spider’s Web. Tymczasem wracam do Strefy Mroku, ekscytując się jak dziecko każdym zdobytym złotym przedmiotem. Niesamowity ten tryb.

Sama gra jest z kolei znacznie lepsza niż przypuszczałem.

Dołącz do dyskusji