JP Morgan sprawdzi osobowość kandydatów za pomocą gier wideo

News/Biznes 19.03.2019
JP Morgan sprawdzi osobowość kandydatów za pomocą gier wideo

JP Morgan sprawdzi osobowość kandydatów za pomocą gier wideo

JP Morgan Chase dołączył do firm, które korzystają z gier wideo przy rekrutacji nowych pracowników. Podobno to świetny sposób, by poznać np. poziom altruizmu potencjalnego kandydata do pracy. Początkowo uznałem to za świetną koncepcję, ale później wczytałem się w szczegóły…

W jaki sposób sprawdzić, czy kandydat nadaje się do pracy? Najprostszy i najbardziej klasyczny sposób to po prostu zajrzeć mu w CV. Gorzej, gdy firma szuka juniora albo stażysty, który może się pochwalić głównie szczerymi chęciami.

I m.in. to chce badać JP Morgan. Bank postawił na gry wideo oparte na neurobiologii, by ułatwić sobie rekrutowanie stażystów. Firma wykorzystuje do tego celu narzędzie od startupu Pymetrics.

Spojrzałem z ciekawości, w jaki sposób działają owe gry. Swego czasu bawił się nimi dziennikarz Engadget. Opisywał, że całość składa się z 12 minigier, z których każda trwa nie więcej niż kilka minut. Znajdziemy wśród nich dość klasyczne testy, jak przypisywanie emocji do zdjęć, ale i bardziej wyrafinowane, oparte np. o scenariusz rodem z dylematu więźnia. Są też takie, które jak podejrzewam, badając cierpliwość, każą nalewać wodę do wirtualnych balonów tak, by te nie pękły. Łącznie do zbadania mamy 90 cech poznawczych, społecznych i osobowościowych.

Na początku wygląda to dość niewinnie.

Z wideogier korzystają już takie koncerny jak Accenture, Tesla czy LinkedIn. Miałem już pochwalić za innowacyjność i zakończyć tekst, ale niestety dotarłem do drugiej części wypowiedzi Matta Mitro, szefa rekrutacji w JPMorgan, dla Reutera.

Wynika z niej, że bank przebadał już swoich obecnych pracowników. Teraz będą chcieli porównać cechy osobowościowe kandydatów do pracowników, którzy odnoszą sukcesy w firmie. Ta metoda w wielu wypadkach się pewnie sprawdzi. Z punktu widzenia pracodawcy to przecież świetne narzędzie. Wyobraźmy sobie przecież, że mamy w firmie kilka wybitnych jednostek, a Pymetrics pomaga nam znaleźć w pewnym sensie ich klonów.

Frida Polli, CEO i współzałożycielka Pymetrics, twierdzi, że jej algorytm jest wręcz stworzony do szukania pracowników średniego szczebla. Podawała przy tym przykład Unilevera, który podobno podwoił liczbę kandydatów, których zatrudniał po ostatniej fazie rekrutacji.

Jednocześnie czytając o tym trudno się nie wzdrygnąć, bo brzmi to jak pomysł na kolejny odcinek Black Mirror.

Sama Polli przyznaje, że gry od Pymetrics nie będą w stanie zmierzyć takich rzeczy jak pasja. Samo narzędzie porównuje się też do Tiary Przydziału z Harry’ego Pottera. I to chyba całkiem dobra analogia, bo choć magiczny kapelusz miał się praktycznie nie mylić przy rozdzielaniu uczniów Hogwartu, to przy głównym bohaterze się zawahał. Jak pamiętamy, początkowo chciał go przydzielić do Slytherinu, a ostatecznie, po prośbie Pottera, wykrzyczał nazwę Griffindoru. Ale czy algorytm będzie uwzględniał coś poza suchym dopasowaniem po cechach osobowości?

Jeśli chodzi i niestandardowe metody rekrutacji prędzej przekonuje mnie już wsadzanie ludzi do escape roomów. Taki pracowniczy Big Brother nie jest może szczytowym osiągnięciem w historii etyki, ale przynajmniej na koniec ocenia nas prawdziwa osoba. Która może w nas coś dostrzec, nawet jeżeli nie wpasujemy się idealnie w rekrutacyjny klucz.

Dołącz do dyskusji