Oto Xiaomi Redmi Note 7 i Note 7 Pro. Jeśli klienci nie pomylą go z Huaweiem, będzie murowany hit

News/Technologie 28.02.2019
Oto Xiaomi Redmi Note 7 i Note 7 Pro. Jeśli klienci nie pomylą go z Huaweiem, będzie murowany hit

Oto Xiaomi Redmi Note 7 i Note 7 Pro. Jeśli klienci nie pomylą go z Huaweiem, będzie murowany hit

Fani Xiaomi – radujcie się! Tłusty czwartek istotnie okazał się dla was tłusty, bowiem chiński behemot właśnie zaprezentował dwa nowe smartfony. Oto Xiaomi Redmi Note 7 i Redmi Note 7 Pro.

Póki co nowe smartfony zadebiutowały w Indiach, ale niewątpliwie trafią także do Polski. I – sądząc po cenach poprzednich modeli tej serii – będą jednymi z najbardziej pożądanych smartfonów w segmencie poniżej 1500 zł.

Xiaomi zmienia strategię i nie kopiuje Apple’a.

Tym razem kopiuje Huawei. Redmi Note 7 bez trudu można pomylić z Huawei P Smart 2019, nawet układ nadruków na obudowie jest bardzo zbliżony.

Xiaomi Redmi Note 7

Mamy tu więc identyczny jak w Huawei front, choć wyświetlacz ma 6,3”, nie zaś 6,21” jak u rywala. Panel pokryty jest szkłem Gorilla Glass 5 2.5D, a identyczne jak w Huawei P Smart plecki występują w trzech całkiem urodziwych kolorach – czarnym, niebieskim i czerwonym.

Pod maską pracują całkiem niezłe podzespoły, jak na smartfon, który ma kosztować około 1000 zł. Mamy tu Snapdragona 660, wspieranego przez 3 lub 4 GB RAM-u i 32 lub 64 GB pamięci na dane.

Xiaomi Redmi Note 7

Na tle konkurencji nowego Note’a wyróżnia z pewnością akumulator o pojemności aż 4000 mAh z portem USB-C i szybkim ładowaniem Quick Charge 4.0.

Od strony optycznej mamy dwa aparaty z tyłu (12 + 2 Mpix), a w „łezce” na froncie kryje się 13-megapikselowy aparat przedni.

Xiaomi Redmi Note 7 Pro ma być fotograficznym monstrum.

Skoro rywale pokazują smartfony z 48-megapiskelowym aparatem, to Xiaomi nie może być gorsze. Dlatego w wariancie „Pro” nowego Note’a 7 znajdziemy sensor 48 Mpix na pleckach, połączony z obiektywem o jasności f/1.79 (a nie f/1.8, jak konkurencja…). Wspiera go także mniejszy, 5-megapikselowy sensor i sztuczna inteligencja, odpowiedzialna za dobieranie parametrów do scen.

Na froncie mamy zaś ten sam aparat, co w Redmi Note 7 – 13 Mpix.

Xiaomi Redmi Note 7 Pro

Xiaomi już zdążyło się pochwalić na Twitterze pierwszymi rezultatami z głównego aparatu Redmi Note 7 Pro i wyglądają one dokładnie tak, jak spodziewalibyśmy się po średniaku z aparatem 48-Mpix: Tak sobie.

Na tle konkurencji z tego samego segmentu nie ma jednak dramatu, a biorąc pod uwagę, że Xiaomi Redmi Note 7 Pro będzie pewnie kosztował w Polsce mniej niż 1500 zł, może stać się nowym fotograficznym królem tego poletka.

Od strony specyfikacji nie ma tu wielu różnic względem wersji bez „Pro”. Zamiast Snapdragona 660 mamy tu Snapdragona 675, a zamiast 3 lub 4 GB RAM-u mamy 4 lub 6 GB RAM-u i 64 lub 128 GB pamięci na dane. W tej klasie to bardzo wysokie wartości.

Xiaomi Redmi Note 7 Pro

Redmi Note 7 Pro nie różni się gabarytami od wersji Note 7 i ma też identyczny akumulator o pojemności 4000 mAh. Wygląda więc na to, że wybór między poszczególnymi wariantami sprowadzał się będzie do aparatu i zapotrzebowania na Gigaherce.

Razem ze smartfonami zadebiutowały też dedykowane etui. Definitywnie nie polecamy ich osobom cierpiącym na trypofobię:

Szykuje się murowany hit sprzedaży. O ile klienci nie pomylą telefonów.

Nie bez powodu Xiaomi pokazuje nowe Redmi Note 7 właśnie w Indiach – tam chiński gigant wyrasta powoli na hegemona sprzedaży, a Indie są też w tej chwili najbardziej łakomym kąskiem dla branży technologicznej, jako kraj gwałtownie rozwijający się.

W Polsce Xiaomi utraciło już swój początkowy impet i choć marka nadal ma swoich wiernych fanów, to do świadomości przeciętnego klienta częściej trafia Huawei niż Xiaomi. Walka między tymi dwoma markami na średniej półce jeszcze nigdy nie była tak zażarta.

Xiaomi Redmi Note 7 i Note 7 Pro mają wszystko, by zachęcić do zakupu nie tylko fanów, ale także „przeciętnego Kowalskiego”. Może jednak przydałoby się zakryć logotypy, bo gdy przeciętny Kowalski pójdzie do sklepu i zobaczy leżące obok siebie identyczne telefony, chwyci ten, którego marka jest mu bliższa.

A w tej materii Xiaomi ma jeszcze wiele pracy u podstaw do wykonania nad Wisłą.

Dołącz do dyskusji