Nie wszystko złoto, co Samsung. Galaxy A7 2018 – recenzja

Recenzja/SW Testuje 28.02.2019
Nie wszystko złoto, co Samsung. Galaxy A7 2018 – recenzja

Nie wszystko złoto, co Samsung. Galaxy A7 2018 – recenzja

Podczas gdy cały świat (z nami włącznie) żyje premierą nowego Galaxy S10, ja miałem okazję spędzić trochę czasu nie tylko z topowym Samsungiem, ale też ze średniakiem – Galaxy A7 2018. Ile w nim DNA najdroższych smartfonów z Korei?

Nie ukrywam, że serię A od Samsunga uważam od co najmniej dwóch lat za jedne z najlepszych urządzeń w swojej klasie. Jakością wykonania, podzespołami i specyfikacją nie odbiegają one w znaczącym stopniu do topowych „esek”, a kosztują od nich blisko trzykrotnie mniej.

Tak było dotychczas. Dziś seria A… odrobinkę się pogmatwała. Szczególnie teraz, gdy obok Galaxy A6, A7 i A9 na rynek wchodzą modele A30 i A50, i nie do końca wiadomo, który gdzie leży w hierarchii.

Zanim jednak nowa seria Samsungów Galaxy A zastąpi obecną na sklepowych półkach, Samsung Galaxy A7 2018 pozostanie jeszcze przez długi czas w sprzedaży i w zasięgu finansowym większości Polaków. Kosztuje bowiem około 1400 zł w wolnej sprzedaży w Polsce, ale bez problemu możemy go nabyć za mniej niż 1000 zł na Amazon.de, lub za niewielką opłatą u operatorów.

Samsung Galaxy A7 2018

Pozostaje tylko jedno pytanie: czy warto go kupić?

Samsung Galaxy A7 2018 nikogo nie kopiuje. Od razu widać, że to Samsung.

Grzechem głównym wielu „średniaków” jest kopiowanie droższych urządzeń i siebie nawzajem. Wystarczy tylko spojrzeć na ubiegłoroczny wysyp tanich klonów iPhone’a X czy nowo pokazanego Xiaomi Redmi Note 7, którego na pierwszy rzut oka nie sposób odróżnić od Huawei P Smart.

Z Galaxy A7 nikt nie będzie miał takiego problemu – ten telefon się wyróżnia. Lekko kanciasta obudowa w niczym nie przypomina smartfonów z Chin, a potrójny układ aparatów wyraźnie odstaje wizualnie od reszty stawki.

Pomimo tego, że konkurencja również prezentuje swoje urządzenia w fikuśnych kolorach, Galaxy A7 wydaje mi się od nich ładniejszy. Mniej odpustowy, a bardziej elegancki. Testowany niebieski egzemplarz jest mniej błyszczący i nachalny od innych niebieskich, a jeśli ktoś rozważa zakup, to jeszcze bardziej polecam złoty wariant, który – jak na tę półkę cenową – urzeka klasą.

Front może się zdawać nieco archaiczny na tle smartfonów z notchami czy „łezkami”, ale – jak mówią w Białymstoku – dla mnie się podoba. Ramki są symetryczne i nic nie rozprasza podczas wyświetlania treści na 6-calowym wyświetlaczu o rozdzielczości 2220 x 1080. Choć trzeba przyznać, że jak na „zaledwie” 6”, Galaxy A7 ma spore gabaryty (159,8 x 76,6 x 7,5 mm, 167 g masy).

Samsung Galaxy A7 2018

Skoro o ekranie mowa – to najjaśniejszy punkt tego telefonu.

Dosłownie i w przenośni. W cenie poniżej 1500 zł standardem są wyświetlacze IPS LCD. Tutaj mamy zaś do czynienia z AMOLED-em, o pięknych, nasyconych kolorach i wysokiej jasności. Zastosowanie AMOLED-u pozwoliło też na implementację użytecznego always-on-display, czyli informacji na wygaszonym ekranie.

Samsung Galaxy A7 2018

Na mój gust kolory na ekranie niedrogiego Samsunga są wręcz odrobinę za bardzo, ekhm, kolorowe, ale podejrzewam, że przeciętnemu klientowi bardzo przypadną do gustu, bo wydają się bardziej żywe niż na wyświetlaczach IPS.

Specyfikacja jest zupełnie w porządku, ale optymalizacja kuleje.

Galaxy A7 2018 pracuje pod kontrolą procesora Exynos 7885, wspieranego przez 4 GB RAM-u i 64 GB pamięci na dane. Na pokładzie mamy też dwa sloty na kart SIM (lub jedną kartę SIM i kartę microSD) oraz NFC, co w tej klasie wcale nie jest oczywistością.

Chciałbym powiedzieć, że ta konfiguracja pracuje idealnie płynnie i w ogóle, ale… tak nie jest. Galaxy A7 2018 pracuje pod kontrolą Androida 8.0 z nakładką Samsung Experience, nie zaś nowszą One UI.

I jak mogłem się przekonać przez kilka tygodni, nawet zastosowana tu kombinacja RAM-u i mocy obliczeniowej nie wystarcza, by uwolnić niedrogiego Samsunga od drobnych przycięć. Te są szczególnie irytujące na ekranie głównym. Na tle chociażby Motoroli G7, która ma słabszy procesor, a pracuje o niebo płynniej, wypada to dość słabo.

Samsung Galaxy A7 2018

Zdaję sobie sprawę, że dla przeciętnego użytkownika nie będzie to wielka przeszkoda, ale jeśli ktoś oczekuje w telefonie za mniej niż 1500 zł idealnej płynności, Galaxy A7 2018 nie powinien się znaleźć na liście potencjalnych zakupów.

Odrobinkę rozczarował mnie czytnik linii papilarnych na krawędzi urządzenia. Umieszczony jest co prawda w idealnym miejscu, ale jego działanie pozostawia wiele do życzenia. Nie jest ani tak dokładny, ani tak szybki jak rozwiązania Huawei czy Motoroli.

Bardzo pozytywnie zaskoczył mnie natomiast czas pracy na jednym ładowaniu. Pomimo tego, że mamy tu „tylko” 3300 mAh, Galaxy A7 2018 wytrzymywał cały dzień intensywnej pracy i kończył go ze sporym zapasem energii.

Szkoda tylko, że do ładowania urządzenia służy port microUSB, a nie USB-C, jak w większości nowych smartfonów.

Samsung Galaxy A7 2018

To miał być „najlepszy fotograficzny smartfon do 1500 zł”. Ale aparat to kolejne z rozczarowań.

Na papierze Galaxy A7 2018 istotnie prezentuje się imponująco w materii fotograficznej. Z przodu znajdziemy 24-megapikselowy sensor z obiektywem f/2.0, zaś z tyłu aparaty są aż trzy: 24 Mpix f/1.7, 5 Mpix f/2.2 i 8 Mpix f/2.4.

Żaden z sensorów nie jest optycznie stabilizowany, a główny aparat oferuje dwa kąty widzenia: szeroki i ultraszeroki. Kamera przednia i ultraszerokokątne nie mają też układu AF, lecz tzw „fixed-focus”.

Jakie to robi zdjęcia?

Cóż, główny sensor 24 Mpix robi całkiem niezłe zdjęcia przy świetle dziennym. Nie do końca podobają mi się nastawy dobierane automatycznie przez AI (ma tendencję do ustawiania zbyt ciepłego balansu bieli), ale jak na telefon za mniej niż 1500 zł jest całkiem w porządku. Szczególnie dobry jest zakres dynamiczny i szczegółowość obrazu.

Za to ultra-szeroki kąt… nie powala, delikatnie rzecz ujmując. Przy ledwie 8 Mpix rozdzielczości jego szczegółowość jest o wiele niższa i mówiąc szczerze, nie chwaliłbym się takimi ujęciami nawet w mediach społecznościowych. Obydwa obiektywy są też bardzo podatne na tzw. flarę podczas robienia ujęć pod światło.

Do tego ultra-szeroki kąt zauważalnie zniekształca obraz. Można temu przeciwdziałać wprost w telefonie, wybierając opcję automatycznej korekty w ustawieniach, ale wtedy oprogramowanie ma tendencję do nadmiernego przycinania kadru. Czasem pojawiają się też artefakty wynikające z korygowania perspektywy.

Przed korektą perspektywy
Po korekcie perspektywy

Całkiem znośnie działa za to tryb live focus w głównym aparacie. Nie jest to może poziom topowych smartfonów, ale jeśli nie przesadzimy z efektem głębi, rezultaty są zadowalające:

Przednia kamerka jest w porządku, chociaż – kolokwialnie mówiąc – niczego mi nie urwało. Boli w niej brak autofocusu. Ostrość na twarzy ustawia się długo, a aparat często pudłuje i nie można tego poprawić samodzielnie.

Po zmroku zaś jest po prostu źle. Zarówno przedni jak i tylne aparaty produkują nieakceptowalnie słabe rezultaty. Główny sensor próbuje na siłę zrobić z nocy dzień (co skutkuje tragiczną ilością szumu), a aparatu z ultraszerokokątnym obiektywem nie ma nawet po co włączać po zmroku:

Selfie po zmroku również… nie wyglądają. Delikatnie mówiąc.

Aż trudno uwierzyć, że ta sama firma robi arcygenialnego fotograficznie Galaxy S10 i tak słabego Galaxy A7 2018.

Nie wszystko złoto, co Samsung. Ale Galaxy A7 2018 nadal wart jest zakupu.

Pomimo tego, że Galaxy A7 2018 rozczarował mnie pod względem jakości wykonywanych zdjęć i płynności działania systemu, to nadal bardzo dobra propozycja… o ile nie wydamy na nią więcej niż 1000 zł.

Kupując telefon z Amazon.de lub u operatora mamy szansę nabyć urządzenie renomowanego producenta, a za takie pieniądze jego wady będą w pełni akceptowalne.

Co innego w wolnej sprzedaży w Polsce. Za 1400-1500 zł można kupić lepszy telefon, robiący lepsze zdjęcia, o bardziej nowoczesnym (nawet jeśli wtórnym) wzornictwie.

W regularnej cenie, w starciu z propozycjami Huawei, Xiaomi czy Motoroli, Samsung Galaxy A7 2018 zwyczajnie nie ma szans.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji