Co takiego ma Apex Legends, czego nie mają inne gry z gatunku battle royale? Sprawdziliśmy

Artykuł/Gry 13.02.2019
Co takiego ma Apex Legends, czego nie mają inne gry z gatunku battle royale? Sprawdziliśmy

Co takiego ma Apex Legends, czego nie mają inne gry z gatunku battle royale? Sprawdziliśmy

Apex Legends może się już pochwalić 25 milionami graczy. Sprawdziliśmy, co takiego ma nowy hit z gatunku battle royale, czego brakuje Fortnite’owi i PUBG.

Battle royale to nie jest zupełnie nowy gatunek, ale popularność zyskał dopiero dwa lata temu za sprawą PlayerUnknown’s Battlegrounds. Gra, w której setka graczy trafia na ogromną i zmniejszającą się w czasie mapę, gdzie musi za każdym razem mozolnie kompletować wyposażenie i walczyć z innymi, aż pozostanie tylko jeden zwycięzca, okazała się prawdziwym hitem.

Battle Royale Is the New Black.

Dominacja nie potrwała długo. PUBG koreańskiego studia Bluehole trapiły i trapią problemy techniczne, chociaż za grę trzeba płacić. Do tego Microsoft wykupił ją na wyłączność na konsolach, odcinając na ponad rok społeczność PlayStation. Tytuł króla zgarnął Fortnite – jego twórcy dodali do swojej gry tryb battle royale w modelu free-2-play i postawili na multiplatformowość.

Od tego czasu wielu próbowało swoich sił w battle royale, ale wszyscy wracali na tarczy – wśród poległych są Call of Duty: Black Ops IIII, gdzie ten tryb zastąpił kampanię oraz Red Dead Redemption 2. Epic Games jest ciągle na topie, ale pojawił się pretendent do tronu: Apex Legends. Co jednak sprawia, że gra Respawn Entertainment cieszy się taką popularnością?

1. Apex Legends pojawił się od razu jako pełna wersja.

Oba dotychczasowe hity z gatunku battle royale powstawały w bólach. Trafiały do graczy niczym nieoszlifowane diamenty, a cięć dokonywano dopiero na żywym organizmie. Znamienne jest, że zaledwie rok po premierze Bluehole musiało zapowiedzieć kampanię Fix PUBG, a turnieje Fortnite pachną amatorką.

Apex Legends ma za to plecy w postaci dużego wydawcy. Gra trafiła od razu na trzy platformy jako gotowy produkt pozbawiony większych błędów. Obyło się nawet bez klasycznej kampanii reklamowej, bo Electronic Arts obawiało się krytyki za skierowanie deweloperów odpowiedzialnych za Titanfall do pracy nad tytułem free-2-play.

Nowa gra się jednak obroniła, przede wszystkim grywalnością. Do tego studio Respawn Entertainment od razu opublikowało road mapę i zapowiedziało sezony. Pojawiła się też obietnica trybu cross-play. Fortnite co prawda już go obsługuje – ba, to Epic Games wymógł to na Sony – ale taki PUBG się go nadal nie dorobił.

Apex Legends

2. PlayStation Plus nie jest wymagane, żeby grać online.

PlayerUnknown’s BattleGrounds, które trafiło na konsolę Sony z ponad rocznym opóźnieniem, jest grą płatną – i to nie mało. Aby zmagać się z innymi graczami, trzeba w dodatku opłacać abonament PlayStation Plus. By grać online w Apex Legends, tak jak w przypadku Fortnite’a, nie trzeba płacić ani złotówki – ani za grę, ani w formie miesięcznej subskrypcji.

Z pewnością była to jedna z cegiełek tak dużej popularności Apex Legends. Nowa gra zdobyła milion graczy w 12 godzin, a po pierwszym dniu było ich już 2,5 miliona. 72 godziny wystarczyły, by przebić granicę 10 milionów. Po tygodniu liczba osób zainteresowanych tym tytułem zwiększyła się do 25 milionów, a 2 mln ludzi grało w tym samym momencie.

apex legends battle royale respawn entertainment electronic arts 3

3. Apex Legends nie jest takie cukierkowe jak Fortnite, a do tego wygląda ładniej niż PUBG.

Fornite odrzucał mnie od początku swoją „cukierkowością”. Wolę gry, w których świat przedstawiony jest realistyczny. Apex Legends jest co prawda nieco komiksowy, a momentami karykaturalny i przywodzi na myśl Overwatcha, ale nie jest to ten sam poziom umowności co w grze Epic Games.

Nowy tytuł battle royale od Respawn Entertainment jest przy tym atrakcyjny wizualnie, czego nie można powiedzieć o surowym, grubo ciosanym PUBG. Trudno grze zarzucić coś pod względem technicznym, a w wersji na PlayStation 4 Pro tylko raz doświadczyłem spadku FPS-ów i to po aktywacji zdolności specjalnej.

apex legends battle royale

4. Tryb drużynowy w Apex Legends to strzał w dziesiątkę.

PUBG porwało graczy prostym motywem: spośród setki śmiałków kurczaka do domu na kolację mógł przynieść tylko jeden. Po pewnym czasie chowanie się samemu w krzakach zaczynało jednak nudzić. Dopiero tryb drużynowy sprawia, że battle royale nabiera głębi. Co ciekawe, w Apex Legends rozgrywkę można prowadzić wyłącznie w 3-osobowych drużynach, których z kolei na mapie jest łącznie tylko 20.

Z początku mnie to martwiło, ale studio opracowało fenomenalny sposób komunikacji pomiędzy graczami za pomocą jednego przycisku. Do tego dochodzi opcja wskrzeszania zawodników przez członków drużyny, przez to na mapie nie robi się od razu pusto. To rozsądny kompromis, bo dzięki temu zarobienie kulki w battle royale to jeszcze nie koniec świata, ale nadal nie można liczyć na łatwy respawn.

5. Większa dynamika rozgrywki.

Grałem zarówno w PUBG, jak i w Fortnite, zarówno w wersjach stacjonarnych, jak i mobilnych. W obu przypadkach ta środkowa faza, jeśli tylko nie wybiegałem specjalnie pod lufy wrogów, bywała zwykle… nudna. Mecze w Apex Legends są zwykle krótsze, a przez to znacznie bardziej dynamiczne. Nadal czuć rozczarowanie po zgonie postaci, ale nie jest ono aż tak frustruujące.

Krótszy jest również – przynajmniej odczuwalnie – czas oczekiwania na kolejny mecz po wyeliminowaniu ostatniego członka drużyny. Nie trzeba czekać w nieskończoność na połączenie z serwerem, a nawet dobieranie graczy z listy znajomych jest proste i przyjemne. Nie ma tutaj też zapełniającego się minutę lobby, a w oczekiwaniu na zrzut, zamiast się nudzić, gracze wybierają klasę postaci.

apex legends battle royale respawn entertainment electronic arts 3

6. Bohaterowie jak w Overwatch.

Gatunek battle royale zakłada zrównanie szans wszystkich graczy po każdym restarcie serwera, którzy co mecz trafiają na mapę bez żadnego wyposażenia. Jedyne, czym się różnią awatary, to stroje lub skórki broni. Apex Legends nieco tę formułę wypacza, ale najwyraźniej to się graczom spodobało.

Do każdego zespołu w nowej grze Respawn Entertainment trafiają członkowie trzech różniących się specjalnymi zdolnościami klas. Gracze na start mogą wybierać spośród sześciu różnych, ale już teraz da się odblokować dwie kolejne. W przyszłości pojawi się ich pewniej wiele więcej.

apex legends battle royale respawn entertainment electronic arts 3

7. Nie chodzi zresztą nawet o to, co Apex Legends ma, a o to, czego tu nie sposób znaleźć.

Okazuje się, że mniejsza liczba graczy na mapie to wcale nie jest minus. Tak samo ściganie się na wielkość mapy battle royale to ślepa uliczka. Apex Legends to rozsądny kompromis pomiędzy ogromną skalą PUBG i Fortnite’a, a kameralnością filmowej serii Hunger Games, gdzie zawodników było ledwie kilkunastu.

Na plus zaliczam też wyłącznie tryb FPS oraz brak konieczności uczenia się budowania umocnień przyciskami na padzie pod ostrzałem. Trochę tylko żałuję, że nie ma tu pojazdów. Akurat roadtrip z kumplami z redakcji w mobilnym PUBG na smartfonach i tabletach wspominam bardzo dobrze.

Oczywiście daleki jestem od wieszczenia zwycięstwa Apex Legends nad Fortnite’em i PlayerUnknown’s Battlegrounds.

Chociaż został strącony z tronu, PUBG nadal ma wielu entuzjastów. Fortnite z kolei jest idealnym przykładem na to, w jaki sposób trzeba animować społeczność. Kolejne sezony z mnóstwem dodatkowej zawartości sprawiają, że gracze z chęcią wydają kosmiczne pieniądze na nowe skórki, a charakterystyczne tańce sprawiły, że świat online przenika się z tym realnym.

Apex Legends przekonał do siebie zarówno graczy znudzonych Fortnite’em i PUBG oraz osoby, które czekały na nieco inne battle royale. To jednak dopiero początek drogi. Dla wydawcy liczą się przede wszystkim zyski, a jak na razie nie ma pewności, czy osoby zainteresowane nową produkcją Electronic Arts będą tak samo ochoczo chwytać za portfele, co za pady i myszy.

Dołącz do dyskusji

Advertisement